Zanim napiszę o obrazach, kilka słów o wystawie. Galeria jest biała i sterylna, ale jej układ nie jest prosty. Właściwie to jedna przestrzeń, ale podzielona na trzy, a może cztery strefy. To daje wiele możliwości prezentacji obrazów. Do tego dochodzi rozmieszczenie ścian umożliwiające tworzenie zestawów na kilku planach. Widziałem już kilka wystaw w tym wnętrzu, ale wydaje mi się, że ta wystawa najlepiej wykorzystuje atuty tej przestrzeni.
Jarosław Modzelewski jest malarzem tak dobrze znanym i popularnym, że pisanie o jego malarstwie łatwo może skończyć się powtarzaniem truizmów. Chyba że są to obrazy całkiem nowe, a tak jest w tym przypadku. Jeżeli pamięta się pierwsze wystawy Gruppy w Dziekance i wygłupy w stylu namalowania na Documenta w Kassel obrazu Kuda Gierman, który powstawał w trakcie kilkudniowej popijawy, a w końcu został zamalowany na czerwono (ale przynajmniej powstała historia, którą świetnie opowiadała Anda Rottenberg), malarstwo, którego jednym z głównych motywów ikonograficznych były męskie członki (chociaż akurat chyba nie u Modzelewskiego, już nie pamiętam dokładnie), to trudno się nie zastanowić nad ewolucją jego sztuki. Na pamiętnej wystawie „Co słychać” w Fabryce Norblina obrazy wisiały przypadkowo i wszystko sprawiało wrażenie chaosu, oczywiście były kiepsko oświetlone (skąd w PRL-u nawet prywatny inwestor z kasą miał zdobyć dobre oświetlenie galeryjne?), tu wszystko wygląda idealnie, wręcz akademicko.
Dzięki temu można całkowicie wyłączyć się z otoczenia i zatopić w obrazach. Mnie absolutnie zafascynował obraz Stacja IV. A potem trzeba sięgnąć do katalogu i przeczytać teksty Marcela Skierskiego i Piotra Bernatowicza. Zgodnie z tradycją szkoły poznańskiej analiza formalna zajmuje w nich sporo miejsca, zwłaszcza w tekście Marcela Skierskiego. To teksty bardziej historyków sztuki niż krytyków. Wydobywają ukryte sensy malarstwa Modzelewskiego tak, jak inni historycy sztuki robią to analizując obrazy Rembrandta czy Malczewskiego. I słusznie, bo niewielu malarzy w tak trafny sposób potrafi malować obrazy o rzeczach ważnych, a nawet najważniejszych. Czy Modzelewski jest już klasykiem, którego miejsce jest już tylko w podręczniku? Mam jednak nadzieję, że nie całkiem i że zostało w nim coś z „nowego dzikiego” z czasów młodości. I może dlatego jego obrazy potrafią nieustannie zaskakiwać.



