Dlaczego HIVE i STEEMIT właśnie przegrały z Facebookiem? Moje doświadczenie pokazuje, że rewolucja już się wydarzyła

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że przyszłość internetu należy do blockchaina. Platformy takie jak Steemit czy Hive obiecywały prawdziwą rewolucję – twórcy mieli zarabiać bez pośredników, bez algorytmów wielkich korporacji i bez reklam. Hasło było proste: "twórz wartościowe treści, a społeczność cię wynagrodzi".
Dziś, po latach doświadczeń, mogę powiedzieć jedno – rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
I co najciekawsze, platforma, którą przez lata krytykowano za monopol i brak transparentności, czyli Facebook, stworzyła system monetyzacji, który dla zwykłego twórcy okazał się znacznie bardziej uczciwy niż blockchainowe eksperymenty...
Moja historia
Prowadzę niewielki lokalny fanpage ForumSiemiona.pl. Nie mam milionów obserwujących. Nie jestem influencerem znanym w całej Polsce. Publikuję informacje dotyczące mojego miasta, lokalnej polityki i wydarzeń społecznych.
Facebook włączył mi monetyzację 25 marca.
Od tego dnia do 4 lipca zarobiłem:
374,40 dolarów.
To nie są obietnice. To nie są potencjalne zyski. To są prawdziwe pieniądze wypłacane za treści, które i tak codziennie publikuję.
Załączony panel monetyzacji pokazuje dokładnie ten wynik.
Dla wielu osób może to nie być ogromna kwota.
Dla mnie jest to dowód, że można uczciwie zarabiać na lokalnym dziennikarstwie.
Facebook płaci za odbiorców, a NIE ZA UKŁADY
Największy problem Steemita i Hive'a polegał na tym, że od dawna nie liczyła się jakość treści.
Liczyło się:
- kto cię zna,
- kto cię zagłosuje,
- ile posiada tokenów,
- do jakiego należysz "kręgu wzajemnej adoracji".
Przez lata na Steemicie funkcjonowały grupy wzajemnego głosowania, tzw. vote trails, boty oraz wieloryby decydujące o tym, kto zarobi kilkaset dolarów, a kto kilka centów.
W praktyce system miał być zdecentralizowany, ale bardzo szybko stał się oligarchią największych portfeli.
Facebook robi coś zaskakującego
Facebook oczywiście również wykorzystuje algorytmy.
Jednak w przypadku monetyzacji treści obowiązuje zupełnie inna zasada.
Jeżeli ludzie oglądają Twoje materiały...
Jeżeli angażują się w dyskusję...
Jeżeli publikujesz regularnie...
to po prostu zaczynasz zarabiać.
Nie muszę nikogo prosić o głosy.
Nie muszę pisać komentarzy pod cudzymi postami tylko po to, aby ktoś odwdzięczył się upvotem.
Nie muszę należeć do żadnej "elity".
Publikuję informacje.
Czytelnicy je oglądają.
Facebook płaci.
System jest prosty.
Paradoks blockchaina
Steemit i później Hive powstały właśnie po to, aby odebrać władzę korporacjom.
Paradoks polega na tym, że bardzo szybko władzę przejęli najbogatsi użytkownicy.
To oni decydowali:
- kto pojawi się na stronie głównej,
- kto zarobi,
- kto zostanie praktycznie niewidoczny...
W efekcie wielu świetnych autorów po prostu odeszło.
Nie dlatego, że przestali dobrze pisać.
Dlatego, że przestali być wynagradzani.
Facebook płaci z własnych pieniędzy
To również ogromna różnica.
Na Hive moje wynagrodzenie pochodziło z inflacji tokena oraz głosów społeczności.
Na Facebooku pieniądze pochodzą z gigantycznych przychodów reklamowych firmy Meta.
Facebook zarabia miliardy dolarów na reklamach.
Częścią tych pieniędzy dzieli się z twórcami.
I wygląda na to, że działa.
Lokalne media również mogą zarabiać
Największym zaskoczeniem było dla mnie coś jeszcze.
Nie prowadzę strony ogólnopolskiej.
Nie tworzę viralowych filmów.
Nie nagrywam rozrywki.
Piszę o:
Radzie Miasta, inwestycjach, lokalnych aferach, mieszkańcach, wydarzeniach z Siemianowic Śląskich.
A mimo to Facebook uznał, że takie treści również zasługują na monetyzację.
To pokazuje, że internet zaczyna doceniać również lokalnych twórców.
Czy Hive i Steemit mają jeszcze przyszłość?
Tak.
Blockchain nadal ma swoje zalety.
Treści są odporne na cenzurę.
Można posiadać własne klucze.
Nikt nie zamknie nagle całej sieci.
Ale jeśli mówimy wyłącznie o zarabianiu na publikowaniu treści, trudno nie zauważyć, że Facebook wysunął się dziś zdecydowanie na prowadzenie.
Dla przeciętnego autora liczy się przecież odpowiedź na jedno pytanie:
Czy za moją pracę otrzymuję uczciwe wynagrodzenie?
W moim przypadku odpowiedź brzmi:
Tak.
374 dolarów to dopiero początek
Od 25 marca do 4 lipca mój mały lokalny fanpage zarobił 374,40 USD.
To średnio około 3,7 dolara dziennie, przy publikowaniu treści, które i tak przygotowywałbym dla swoich czytelników.
Czy można z tego żyć?
Jeszcze nie.
Czy można dzięki temu finansować rozwój lokalnego medium?
To zależy ale to dobry początek na "waciki".
Wnioski
Przez lata byłem zwolennikiem idei, którą reprezentowały Steemit i Hive. Wierzyłem, że zdecentralizowane platformy stworzą bardziej sprawiedliwy model wynagradzania autorów. Niestety praktyka pokazała, że sam blockchain nie gwarantuje uczciwości. Ostatecznie o widoczności i zarobkach często decydowała siła portfela oraz układy w społeczności.
Facebook, mimo wszystkich swoich wad i krytyki, zaproponował model, który w moim przypadku okazał się bardziej przewidywalny. Publikuję lokalne informacje, odbiorcy je czytają i oglądają, a platforma wypłaca wynagrodzenie bez konieczności zabiegania o głosy wpływowych użytkowników.
Nie twierdzę, że Facebook jest rozwiązaniem idealnym. Algorytmy mogą się zmieniać, programy monetyzacji również. Jednak moje własne doświadczenie pokazuje, że obecnie dla niewielkiego, lokalnego twórcy jest to miejsce, w którym można realnie zarabiać na swojej pracy.
374,40 dolarów w nieco ponad trzy miesiące nie jest fortuną. Jest jednak konkretnym dowodem na to, że wartościowe lokalne treści mogą dziś przynosić wymierne dochody. Dla mnie to sygnał, że przyszłość monetyzacji treści niekoniecznie należy do blockchaina, lecz do platform, które potrafią skutecznie połączyć ogromną publiczność z uczciwym systemem wynagradzania twórców.

