Horní Prysk to mała czeska wieś w północnych Czechach leżąca wśród Gór Łużyckich. Z Wrocławia jakieś 250km czyli ok 3h10min jazdy. Na jeden dzień to może za daleka podróż, ale na weekend jak najbardziej się da. No chyba, że jedzie się z Warszawy... albo Suwałk.
Nie mieliśmy ambitnych planów, ale chcieliśmy coś tam zobaczyć. W dodatku z psem. W dodatku w październiku kiedy dzień jest krótszy. Może dlatego, że byliśmy poza sezonem to nie spotkaliśmy na trasie nikogo. To się rzadko zdarza.
Wycieczkę podzieliliśmy na 2 etapy. Początek był taki sam - duży, darmowy parking w centrum wsi.
PUNKT WIDOKOWY
Na początek niebieskim szlakiem poszliśmy po schodach na punkt widokowy.
Można było iść dalej ścieżką na kolejny punkt i minąć po drodze altanę z miejscem na piknik, ale ponieważ byliśmy z psem, który jest młody i wyrywny, to zrezygnowaliśmy i zeszliśmy w stronę basenu. W sezonie podejrzewam jest tam sporo ludzi, jest bar i plac zabaw dla dzieci. Następnie mijając szubienicę trafiliśmy do Jaskini Rumcajsa.
JASKINIA RUMCAJSA / Rumcajsova jeskyně
Nie wiem czy to ta szubienica spowodowała, że jaskinia wywołała we mnie jakieś nieprzyjemne odczucia.
W środku był rysunek Rumcajsa, ale drewniane krzesło, które nie wiem czemu skojarzyło mi się z krzesłem elektrycznym i leżąca na stole kość naprawdę nie dodawały uroku temu miejscu.
KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA I PAWŁA
Następnie zeszliśmy do głównej drogi i poszliśmy zobaczyć barokowy kościół św. Piotra i Pawła z 1718-1721. Niestety do środka nie udało nam się wejść, więc zrobiliśmy tylko rekonesans na zewnątrz.
SAMO-BOUDA
Niedaleko od tego miejsca jest tak zwana "samo-bouda" czyli mała drewniana chatka, bez obsługi, w której można kupić różnego rodzaju napoje . Zazwyczaj jest "kasa" do której wrzuca się pieniądze. I zazwyczaj takie miejsca są też monitorowane. Niestety tam nie dotarliśmy.
Drugą część wycieczki rozpoczęliśmy również od parkingu. Tym razem żółtym szlakiem weszliśmy na kolejny punkt widokowy (nie zaznaczyłam tego na poniższej mapie).
A stamtąd krótkim spacerkiem doszliśmy do Skalnego Teatru
SKALNY TEATR / Skalní divadlo
To miejsce to dawny kamieniołom piaskowca. Ściany mają wysokość 15-25 m. Jest dębowe podium oraz możliwość dostawienia ławek dla widzów na terenie teatru. Teatr został oficjalnie otwarty w 2018 roku.
Mieliśmy to szczęście, że nikogo nie było. Miałam też możliwość zaśpiewania na scenie i przyznam, że ściany niesamowicie odbijały mój głos. Chociaż nie należy do najlepszych, to w tych okolicznościach nabrał mocy.
Potem nieoznakowaną ścieżką doszliśmy do jaskini Lipka i niebieskiego szlaku.
JASKINIA LIPKA
Jest to dziura o długości 5metrów, ale nie wchodziliśmy do środka, pomimo tego iż miałam ze sobą czołówkę.
Z jaskini kontynuowaliśmy wycieczkę i weszliśmy na wzgórze Lipka
WZGÓRZE LIPKA
Wzgórze jest niewielkie, bo ma 510 m n.p.m. Widoków z góry też nie ma żadnych bo rosną tam drzewa. Co ciekawe najładniejsze widoki są po drodze na wzgórze.
Jak ktoś ma już dość chodzenia to zaraz za wzgórzem można zejść żółtym szlakiem i wrócić na parking.
PIASKOWCOWY PUNKT WIDOKOWY / Písková vyhlídka
Warto dojść do tego miejsca dalej niebieskim szlakiem, bo po drodze bardzo ciekawa skała (Pryská věž).
Na puknie widokowym nie było specjalnie spektakularnych widoków, ale fajne skały, żeby chwilę odpocząć i napić się herbaty.
I znowu pojawiają się 2 opcje - albo schodami zejście do zielonego szlaku i powrót do parkingu albo pójście jeszcze kawałek niebieskim, który dochodzi do cmentarza. Jak ktoś czytał moje posty, to wie, którą opcję wybrałam.
CMENTARZ / Hřbitov Dolní Prysk
Czasem na cmentarza nie czuję się dobrze, ale to miejsce miało dobrą energię. Było sporo starych nagrobków, ale też trochę nowych.
Następnie postanowiliśmy kierować się już w stronę parkingu ścieżką przyrodniczą.
SCIEŻKA PRZYRODNICZA / Meixnerova stezka
Dla tych co podróżują z dziećmi na pewno będzie to ciekawe urozmaicenie trasy. Na ścieżce jest 11 przystanków. Na niektórych są ciekawe zadania.
I po drodze jeszcze ciekawa formacja skalna i jaskinia (Sloní jeskyně), ale zdjęć już brak i przy drodze stał samobar.
A na koniec moje ulubione płoty z kubkami
I w sumie tyle. Albo aż tyle. Jak na tak krótką wycieczkę, to muszę przyznać, że sporo atrakcji było po drodze. Daliśmy radę z psem, daliśmy radę podczas krótkiego dnia. Kolejny raz się cieszę, że nie mam takich zasięgów, żeby tam pół Polski teraz jeździło, więc mogę się podzielić zdjęciami i wrażeniami bez obaw.
View this post on TravelFeed for the best experience.