
Z racji, że poprzedni tekst był okrojony z niektórych rzeczy, to ten będzie jego przeciwieństwem. No, przynajmniej częściowo - początek będzie ogólny. Taka część przeznaczona dla tych, którzy nadal zastanawiają się czy warto obejrzeć to anime. Wszystkie wady, o których pisałem nie uległy zmianie - bohaterowie nadal cierpią na popularną chorobę zwaną plot-shieldem, są elementy które bardziej pasują do mangi fantasy niż rzeczywistego pola bitwy, ale... Jeżeli Wam to nie przeszkadza, to są to jedyne wady, jakie dostrzegłem. Przynajmniej w przypadku fabuły, bo anime choć ma lepszą animację, kreskę i CGI, to nadal nie wygląda zbyt dobrze. No ale przynajmniej już nie odrzuca od siebie widza, a to duży postęp. No i jest też cenzura - nie aż tyle, jak w przypadku wcześniejszego sezonu, ale nadal wkurza. Na szczęście w mniejszym stopniu.
Jeśli chodzi o te dobre strony, to są to przede wszystkim postacie. Różnią się od siebie, mają odmienne sposoby prowadzenia walki, prowadzenia swoich żołnierzy i wykorzystania ich możliwości, posiadają niekiedy olbrzymią charyzma. Generalnie są to w większości dobrze i narysowane postacie. Nie powiedziałbym, że są to wybitne kreacje i znam lepsze tytuły pod tym względem, jednakże na pewno mogę powiedzieć, że to bohaterowie i bohaterki z mięsa i krwi. Nie często spotykam się z takim uczuciem, przy poznawaniu nowych historii (w różnych formach), ale mam wrażenie, jakby te postacie żyły swoim życiem, po tym, jak wyłączę telewizor, czy odłożę książkę na półkę. Tak jak w "One Piece", "Hunter x Hunter", "Legend of the Galactic Heroes", "City Hunter", gdzie postacie są równie żywe i "mięsiste". Jeżeli przełamaliście się do anime i obejrzeliście wcześniejszy tytuł dzięki moim polecającym tekstom, to ten tytuł również musicie obejrzeć! A przynajmniej dać szansą, co dokładniej wyjaśnię to w części spoilerowej. Póki co w ramach zachęty powiem, że to jest adaptacja prawdziwej historii. Mowa o Okresie Walczących Królestw, który rozpoczął się w 480 roku przed naszą erą. Wiele z tych postaci to albo postacie historyczne albo były nimi inspirowane. Oczywiście w odpowiedni sposób, w końcu to opowieść w formie komiksu. Coś jak w przypadku "Wikingów", tylko podane w formie anime. Ze wszystkimi tego zaletami, jak i wadami.

Co do pozostałych zalet - mamy mnóstwo bitew. Zarówno tych na polu bitwy, jak i popularnych w anime o tematyce mind-games. Czy to podczas negocjacji, ustalania taktyki lub sojuszy, czy walki na szczeblu polityki. Tak z przeciwnikami, jak i teoretycznie sojusznikami, którzy czekają na stosowny moment, by wbić swoim "kolegom" nóż w plecy. Dzięki temu anime nie nudzi, jak również nie mamy naprawdę zbędnych odcinków - poza tymi absolutnie niezbędnymi dla fabuły. No bo postacie nie mogą tylko walczyć, czasem muszą też odpocząć, wyjaśnić sobie pewne rzeczy. Widać to również na pozostałych obszarach - w tym anime ciągle coś się dzieje. Od pewnego momentu, każdy odcinek jest mega sycący, jeśli chodzi o treść. Tak jak w "Full Metal Panic 4". Na mniejszą skalę, rzecz jasna, ale za to znacznie częściej doświadczam takich wrażeń z uwagi na ilość odcinków. Nie bez znaczenia jest również kreatywność autora i umiejętność utrzymania uwagi widza. To już nie jest ten sam tytuł, co na początku pierwszego sezonu. Mamy już konkretny cel, który jest gigantycznym polem pełnym pomysłów i inspiracji, z których można czerpać by stworzyć długą i trzymającą w napięciu serię komiksów. Taką wielką, epicką historię, jaką jest np. "One Piece". Tylko tu zamiast przygód, mamy mnóstwo wojen i walk. Zarówno między gigantycznymi armiami, jak i charyzmatycznymi, wybitnymi jednostkami. A skoro mowa o wybitnych jednostkach, jak już pisałem przy okazji "Banshee", czy recenzji wcześniejszego sezonu - kobiety mają cechy, dzięki którym mają większy potencjał niż mężczyźni. Ograniczają je jednak niektóre aspekty - siła, odporność fizyczna, mięśnie, orientacja przestrzenna. Aczkolwiek z drugiej strony, gdy kobiety znają terytorium lub miejsce, to mogą je lepiej zagospodarować oraz wykorzystać wady i zalety. A przynajmniej tak kiedyś czytałem, zdaje się to też potwierdzać moja codzienna praktyka (w myśl hasła - mężczyzna zbudował świat, a kobieta pokazała mu, jak z niego korzystać i jak w nim żyć). Wystarczy jednak je wzmocnić równie mocno, co męskich bohaterów, a my będziemy mogli podziwiać ich możliwości. W tym momencie kończę część bezspoilerową, a jednocześnie zachęcam do obejrzenia tego tytułu. Warto przejść przez 1 sezon. No chyba, że nie przeszkadza Wam czytanie na komórce - podobno manga jest dużo lepsza w każdej kwestii.
OD TEGO MIEJSCA ZACZYNAJĄ SIĘ SPOILERY!!!

Zacznę od mojego ulubieńca. Ou Ki to straszny skurwysyn, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Uosobienie, a jednocześnie emanacja tego, jaki powinien być idealny dowódca. Jest na tyle duży, by budzić respekt u każdego przeciwnika, ale jednocześnie nie jest zbyt wielki, przez co straciłby zwinność i szybkość. Potrafi być ciepły, czuły i delikatny jak najlepszy ojciec (lub gejowska pielęgniarka, jak to powiedział jeden z polskich polityków - podobno faceci zaskakująco dobrze się sprawdzają w tym zawodzie), a jednocześnie bezwzględny i okrutny - kiedy wpadnie w szał, to nie przestanie atakować, póki nie rozpierdoli swojego przeciwnika na kawałki. Poza tym, jest genialnym taktykiem, strategiem, aroganckim wojownikiem który nie boi się śmierci. Nie tylko z powodu odwagi, ale również swoich wojowników, z którymi często walczy. Oni się z kolei odwdzięczają, walcząc zaciekle jak lwy. Reasumując, kupa mięśni wypchana w 120% czystą charyzmą. Szkoda, że został uśmiercony w 1 sezonie. Ale jaka to była śmierć! Proszę państwa, jego przeciwnik musiał przygotować specjalną pułapkę oraz wziąć ze sobą kilku wybitnych generałów oraz silnych armii, by udało mu się ledwo pokonać "Potwornego Ptaka Quin". Początkowo obawiałem się, że autor popełnił błąd i zmarnował taką okazję - stworzył świetną postać, która była u szczytu swojej mocy (lub niedługo po osiągnięciu peaku). Jednak wraz z oglądaniem, stopniowo zmieniałem zdanie. Zmieniłem je w 100%, gdy usłyszałem ostatnio vlog mojego kolegi Rafała o tym, dlaczego kocha "One Piece". W jednym ze swoich punktów, mądrze zauważył jak mój przyjaciel Hyrule, że Eiichiro Oda wprowadził niektóre postacie na początku historii i mimo że od tamtego momentu minęło wiele rozdziałów, to nie straciły one nic ze swojego majestatu i potęgi. Póki co wszystko wskazuje na to, że w przypadku Ou Ki jest podobnie. Mimo, że ten jest już pewnie szkieletem, to ciągle słyszymy o jego osiągnięciach, przez co szacunek wobec niego tylko się pogłębia. Poza tym, facet ma najlepsze wargi w historii M&A. Wargi unicestwienia, przed którymi nie ucieknie żaden chuj! Taki tam chamski (lub głupi, pick your way) żarcik na koniec. Poza tym, twórca inspirował się przy tworzeniu tego bohatera Wang Yi - prawdziwą personą.

Xin nie jest co prawda moją drugą ulubioną postacią, ale na pewno mogę go docenić za to, że nie jest kolejnym, nudnym i stereotypowym protagonistą. Tzn. jasne, jest to narwany głupiec, który przejawia również inne stereotypowe cechy typowego protagonisty z japońskich kreskówek, ale wyróżnia się na ich tle. Co prawda niespecjalnie, bo w zasadzie ma dużo podobieństw do Naruto, Goku i innych archetypów bohaterów battle-shounenów, ale po pierwszym sezonie trafił do grona protagonistów, których lubię. Fakt, wkurza mnie jego potężny plot-armor, ale można na to przymknąć oko. Podobała mi się jego mądra przemowa z jednego z ostatnich odcinków 2 sezonu (rozmowa z Karyo Ten). "Idąc na wojnę musisz się liczyć z tym, że zabijesz dużo ludzi lub zginą twoi przyjaciele. Czasem jest to kwestia szczęścia lub pecha, generalnie nie masz wpływu na los. Takie jest życie, musisz to zaakceptować". Na pewno będę mu kibicował w realizacji jego celu - zjednoczeniu Chin wraz z królem.

A skoro o nim mowa, choć Ei Sei od początku był kreowany na mocną i intrygującą postać, to nie zdobył mojego uznania. Nie pytajcie czemu, po prostu nie polubiłem go. Zmieniłem swoją opinię w momencie, gdy zobaczyłem jego pierwsze potyczki polityczne oraz dowiedziałem się, jak trudne są. Nie dość, że ma dość ograniczone pole do manewrowania, to jeszcze rywalizuje z potężnym przeciwnikiem, czyli swoim własnym kanclerzem. Ryo Fui to nieprzeciętny skurwysyn. Myślę, że jeśli porównam go do Emhyra var Emreisa z "Wiedźmina", to nie obrażę Imperatora Nilfgaardu. Kanclerz, podobnie jak wcześniej wspomniana osobistość, ma gigantyczne jaja, charakter ze stali, nie wspominając o kontroli swoich emocji. Doskonale mogliśmy to zobaczyć w scenie, gdy negocjował warunki sojuszu z człowiekiem, który przygotował pułapkę na Ou Ki. Warunki jakie postawił przed Ri Boku, wydawały się niemożliwe do spełnienia. Jego ultimatum względem premiera Zhao zdecydowanie przekroczyło cienką granicę dzielącą rozwagę od szaleństwa i Ri Boku prawdopodobnie by się z nim nie zgodził, gdyby nie siła charakteru kanclerza Qin. Z takim przeciwnikiem musi się mierzyć Ei Sei. Mimo to, młody król zachowuje zimną krew i stara się możliwie jak najlepiej wykorzystać swoje ograniczone możliwości działania. Widać po jego działalności i słowach, że dobrze zapamiętał oraz zrozumiał słowa Sun Zi (jednego z najwybitniejszych myślicieli dalekiego wschodu, człowieka który napisał jedną z najważniejszych książek świata - "Sztuka Wojny"). Król wykorzystuje każdą okazję do manifestacji swojego charakteru. Wie o tym, że jeśli zmarnuje te nieliczne okazje do zdobycia aprobaty swoich potencjalnych sojuszników, to ci pójdą do kanclerza - tym samym jeszcze bardziej zmniejszając swoje szanse w walce z nim o władzę w Qin. Wykorzystuje do tego przebiegłość i cynizm - kiedy trzeba, to udaje słabego. Np. w sytuacji, gdy musi znajdować się w cieniu lub sprawić, by przeciwnicy uznali go za marionetkę Ryo Fui. Jednak kiedy musi zamanifestować swoją siłę i ma ku temu sposobność, to wykorzystuje ją w 100%.

Do pewnego stopnia, jest to zasługa jego matki. Ei Sei nie dość, że nie miał zbyt lekkiego życia, to na dodatek jego matka potraktowała go jak zwykłe gówno. W pewnym sensie nie dziwię jej się. Królowa-Matka sama była ofiarą pałacowych intryg. Została jeszcze bardziej upokorzona niż Cersei Lannister podczas jej pokutnego marszu przez stolicę Siedmiu Królestw z "Game of Thrones". Odebrano jej godność, wygnano z kraju, wyzywano, bito, a ona sama żeby przeżyć, musiała się prostytuować. Co prawda ta pani lubi ten sport (co zostało nam wyraźnie zasugerowano kilkukrotnie, w komiksie podobno jeszcze bardziej), ale raczej nie myślała o przyjemności, gdy walczyła o przetrwanie. Jak przystało na tego typu tytuł, jest to bezwzględna i bezkompromisowa suka. Podobnie jak w przypadku kanclerza, jej seksualna huć, dorównuje jej sprawności w osiąganiu swoich celów, w zakulisowych działaniach i spiskach. Niczym rasowy, cyniczny i bezwzględny lider (czyli innymi słowy, mąż stanu), posunie się do każdego skurwysyństwa, byleby tylko osiągnąć swój cel. Nie tylko w kwestii okrucieństwa, ale również manipulacji - czyli spraw, w których kobiety niekiedy wykazują się większą kreatywnością od mężczyzn. Ech, szkoda że anime jest ocenzurowane względem komiksu. Jestem bardzo zaintrygowany tym, jak wyglądała wg wizji autora. Co prawda jej animowana wersja ma świetną aktorkę głosową, a studio Pierrot pokazuje tyle, ile trzeba, by nieco inteligentniejszy widz domyślił się, czego twórcy nie chcą pokazać, ale to nie jest to samo. Btw. Na sam koniec, rozwaliła mnie scena, jak doradca Króla wysłał do niej doświadczonego ruchacza XD. Wybaczcie że być może nadużywam tego słowa ostatnio, ale do niej to pasuje i nie obraziłaby się. Jak obejrzycie, to zrozumiecie dlaczego.

Skoro zacząłem temat żeńskich bohaterek, to pociągnę go nieco dalej. Niewiele, bo obie panie nie miały zbyt wiele czasu antenowego, ale zaprezentowały się na tyledobrze, że nie mogę się doczekać kolejnych wątków z ich udziałem. Yo Tan Wa (królowa ludzi z gór) zszokowała mnie na początku. Spodziewałem się mega chada, jak w przypadku Lin Pao lub Ou Ki, a po zdjęciu maski okazało się, że... to kobieta. No bo kogo innego mogłem się spodziewać? Ok, zdarzały się kobiety z mocnym charakterem, które umiały skutecznie zarządzać państwem (żeby daleko nie szukać, król Polski Jadwiga Andegaweńska), ale ludzie z gór kierowali się bardziej czystą siłą, więc trudniej byłoby nad nimi zapanować. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest argument prawicowego incela, który naśmiewa się z kobiet, które w ich mniemaniu kompletnie nie nadają się do rządzenia (co jest częściowo prawdą, w tym sensie że trudniej znaleźć kobietę, która by spełniała warunki do zostania dobrym władcą). Po prostu zobaczyłem dzikusów, którzy są wyjątkowo silni, nawet jak na realia "Kingdom" i nie spodziewałem się, że ich władcą będzie osoba płci żeńskiej. Okazało się, że Yo Tan Wa idealnie wpasowała się w to towarzystwo - wskazała im drogę, jak wykorzystać ich możliwości, nie opierając się wyłącznie na barbarzyńskiej mocy. No bo nie ma co udawać, sama siła nie wystarczy do zbudowania silnego państwa. Równie mocno liczy się handel, dyplomacja, zarządzanie ludźmi, czy zasobami, umiejętność zawierania sojuszy, mocny charakter oraz charyzma przywódcy (i wiele innych rzeczy). Bez tych aspektów, ludzie z gór prędzej czy później (raczej szybciej), zostaliby pożarci lub zmasakrowani przez inne nacje. Królowa zapewniła im możliwość przetrwania oraz rozbudowała ich społeczność.
Moim zdaniem, kobiety w tych aspektach częściej przejawiają talent od facetów - mają bardziej ugodową naturę, łatwiej im robić kilku rzeczy jednocześnie, mają większą odporność psychiczną i inne rzeczy, o których napisałem w tym tekście lub recenzji 1 sezonu. Wynika to z biologii ewolucyjnej, kultury, innej roli społecznej, mniejszej sile fizycznej, inaczej rozwiniętego mózgu, a co za tym idzie - wykształcenia sobie innych sposób radzenia z problemami i dostrzeganiem ich. Bardzo mi się podoba to, jak autor świetnie to wykorzystuje do kreacji i rozwijania postaci. Nie spodziewałem się, że powiem to w przypadku "Kingdom", ale wydaje mi się, że autor w tej kwestii może być lepszy niż "Hunter x Hunter". Ba, pójdę o krok dalej - może w przyszłości porównam to nawet do Hiromu Arakawy, która jest dla mnie Cesarzową w tego typu komiksach. Postacie nie są jednowymiarowe, czuć że to persony z krwi i kości, można "poczuć" ich obecność, jak w przypadku DBZ (na Namek), "One Piece", FMA, czy HxH. Dawno nie widziałem jakiegoś serialu lub anime, w którym polubiłbym tylu bohaterów!

Jeśli chodzi o Ka Ryo Ten, to na początku nie byłem jej fanem, ale zmieniłem zdanie jeszcze w czasie pierwszego sezonu. Nie była irytującą dziewczyną, towarzyszącą protagoniście, jak to bywa w wielu tytułach. Młoda dziewczyna umiała o siebie zadbać, ma mocny charakter i podobnie jak królowa-matka, nie miała lekkiego dzieciństwa. Jednak naprawdę ją polubiłem, gdy powróciła w 2 sezonie, zastępując koleżankę, która pojechała w celu dokonania zemsty. Dzięki niej oddział Shina nie tylko przetrwał gorszy okres, ale przede wszystkim wszedł na jeszcze wyższy poziom. Wtedy też dopiero pokazała swój prawdziwy charakter i nieustępliwość. Dziewczyna radzi sobie z taktyką zauważalnie lepiej od wielu dotychczasowych dowódców. Jak przystało na dobrego taktyka, umie wykorzystywać zalety swoich oddziałów, czy też warunki geograficzne. Wie również jak szybko rozwiązać konflikty w najkorzystniejszy dla siebie sposób - podejmuje najlepsze możliwe decyzje, robi to szybko i zdecydowanie, co również wchodzi w zakres cech doświadczonych i skutecznych dowódców. Szczególnie to widać w 3 sezonie, gdy kilka krajów zaatakowało królestwo Shina.


Na koniec powrócę do męskich postaci, a konkretniej to 3 z nich (z drobnym odwołaniami do dwóch, czyli łącznie pięciu bohaterów). Zacznę od rywali Shina - Ou Hon i Mou Ten. Jeśli chodzi o charakter i kreację jako całość, to ten pierwszy był dla mnie po prostu ok. Dobrze zrobiona robota, ale to jeden z archetypów postaci w mangach tego typu. Nieco lepiej jest w przypadku zniewieściałego chłopca. Ten co prawda nie jest również zbyt oryginalny, ale teraz przypominam sobie tylko o Yangu Wenli z "Legend of the Galactic Heroes". Obie postacie lubią wygrywać przy minimalnym nakładzie pracy. Ktoś z Was może powie, że przecież każdy tego pragnie. Co do tego się zgadzam, ale z drugiej strony, warto zauważyć że nie każdy myśli o tym, jak rozwiązać jakiś problem w możliwie jak najprostszy i najtańszy sposób. Czasem wynika to ze zbyt szybkiego, reakcyjnego działania, a czasem głupoty lub niewiedzy. To pierwsze dotyczy dowódców nie umiejących sobie radzić ze swoimi emocjami (ergo - nie umieją nad nimi zapanować), to drugie również dotyczy Shina (aczkolwiek stopniowo się tego uczy, wraz z nabywaniem doświadczenia i wiedzy od kolegów i koleżanek), ale i głupców, których on pokonał. Bardzo mi się podobało, jak próbować pozbyć się snajpera, który eliminował ważniejszych żołnierzy w bitwie (przez co zrywał lub uszkadzał łańcuch dowodzenia w armiach przeciwnika). Na takich małych przykładach, których jest całe mnóstwo, można zobaczyć świetne umiejętności autora mangi. Zarówno w kwestii pisania fabuły, rysowania, kreowania postaci. Zwłaszcza, jeśli lubicie historyczno-wojenne tytuły. Jest tu za dużo elementów, które mogą bawić fanów realizmu, ale moim zdaniem, jak da się "Kingdom" szansę, to można się nim zachwycić. A żeby nie było Oh Honowi smutno, że za mało o nim napisałem, to lubię tego "Vegetę". Taki doświadczony, trochę arogancki, ale naprawdę zdolny chłopak. Talent częściowo usprawiedliwia jego pyszałkowatość, ale preferuję jego kolegę, który działa, tak jak mniej-więcej pisał Sun Zi - "Ukrywaj swoją moc i możliwości, niech przeciwnik nie wie, na co Cię stać!". Tak czy siak, obaj są bardzo fajnymi rywalami dla głównego bohatera i jego oddziałów.


Bardzo polubiłem Lin Pao i część z jego ludzi - zwłaszcza dziadka i sierotę, którą przygarnął. Wielki generał przekonał mnie do siebie swoją postawą - podobnie jak Reinhard Lohengramm, Yang Wenli z LotGH-a, czy Ou Ki z "Kingdom", ma w dupie, kto skąd pochodzi. Nie ma dla nich znaczenia, czy ich żołnierz pochodzi z kasty chłopów lub szlacheckiej, czy jest sierotą, niewolnikiem. Wg nich, człowieka definiują jego czyny, nie pochodzenie czy status społeczny. Dostrzegłem w nim również podobieństwo do Whitbeard'a z "One Piece". Co prawda Ou Ki również przejawiał ojcowską postawę wobec swoich wojowników, ale czułem od tego bardziej kumpelskie relacje. W przypadku Lin Pao czułem autentyczną ojcowską troskę i czułość, a względem bardziej równorzędnych partnerów (np. ten dziadek, który obserwował pole bitwy z ruchomej wieży) - jeszcze większy szacunek niż Ou Ki kiedykolwiek pokazał. Wiele tego typu scen nie robi na mnie dużego wrażenia, jak np. wyżej wspomniany przykład z OP, ale stosunek Lin Pao do sojuszników lub swoich wychowanków, wielokrotnie mnie wzruszył, rozbawił lub rozpalił we mnie ogień. Najbardziej polubiłem z nich 2 ludzi - tego dziadka, który obserwował pole bitwy z ruchomej wieży oraz tego wojownika, który dwukrotnie walczył z Shinem. Obu polubiłem za to samo - charakter, design oraz podejście do strategii i taktyki. Polubiłem ich też za to, jak dobrze się sprawowali w tych rolach i wykorzystywali zalety obu typów dowodzenia. Ten co walczył z protagonistą, zrobił na mnie mniejsze wrażenie w tym aspekcie, bo widzieliśmy lepszych dowódców tego typu (np. żeby daleko nie szukać, Lin Pao), ale większość wojowników nie będzie wyglądało zbyt imponująco w porównaniu z doświadczonymi, utwardzonymi i wybitnie charyzmatycznymi jednostkami. Jeśli chodzi o dziadka, to był groźnym przeciwnikiem, bo był przygotowany na wiele sytuacji i trudno go było zaskoczyć. Jak na ironię, to właśnie przez taką taktykę zginął.

Chętnie opisałbym resztę postaci i podzielił się z Wami moją opinią, ale dokończę może kiedyś. Dajcie znać, czy chcecie taki tekst. Teraz zajmę się tym, co lubię najbardziej - polityką, wojną, spiskami i dyplomacją. Nie bez znaczenia, jest również fakt, że ciągle coś się dzieje. Nie wiem jak jest w mandze, ale w anime jeden wątek się kończy, dostajemy krótką chwilę wytchnienia, a potem dostajemy kolejny mocny i ważny arc lub temat. Coś z aspektów, w którym mówiłem w 3 zdaniu tego akapitu lub mieszankę dwóch z nich. Skoro porównuję "Kingdom" do najlepszych, to powiem tylko jedno - mam przy tym podobne uczucie, co przy oglądaniu lub czytaniu "Legend of the Galactic Heroes". W obu przypadkach widać, że autor pierwowzoru ma dużą wiedzę (lub przynajmniej umie to dobrze zamaskować, opisując i przedstawiając, jak Sapkowski w swoich książkach) i zrobił dogłębny research. Czuć to na każdym kroku. Nawet jeśli czasem im nie wyjdzie (czego nie dostrzegłem po zakończeniu pierwszego arcu), to później dostajemy tyle znakomitych rozmów, spisków, planowania kolejnych ruchów, world-buildingu w tych kwestiach, że wybaczamy niewielkie potknięcia. Tak jak napisałem w jednym z wcześniejszych akapitów, jest tu TYLE dobrych rzeczy, że można wyrzucić do śmieci narzekania na moce rodem z DBZ. Widać to na wielu przykładach, których jest tym więcej, im głębiej wnikniemy w historię. Rafał kiedyś powiedział mi, że "Kingdom" pod pewnymi względami jest nawet lepsze niż LotGH. Wówczas w to nie wierzyłem i powątpiewałem w jego słowa, ale teraz to widzę na własne oczy. Jakościowo są na porównywalnym poziomie, być może LotGH wygrywa (ale niewiele), ale ilościowo... Ujmę to tak - nec Hercules contra plures. "Kingdom" po prostu zalewa książkę Tanaki, niczym Zergi zasrywają całą armię Protosów lub Terran swoją masą. Dwóch moich kolegów, którym ufam (Anonimowy Gaal i Rafał vel Kapelusznik), powiedzieli że poziom tej mangi tylko rośnie. Do końca wydarzeń 3 sezonu, nie było ani jednego znaku, że się mylą. Ba - absolutnie nic nie świadczy o tym, jakoby historia miała się popsuć. Nie słyszę ani słowa krytyki na jej temat z żadnego zakątka internetu. Gdybym miał wymienić wszystkie przykłady, to musiałbym jeszcze raz obejrzeć całość, skrupulatnie wynotować każdy przypadek i w sumie byłby to materiał na co najmniej jeden, długi tekst. Taki jak ta recenzja.

Przykłady? Proszę. Zaczynając od jednego z najważniejszych aspektów - polityki. Ta jest wiecznie żywa w tym tytule, tak jak w "Grze o Tron". Widać, że jest nieco uproszczona (używam tego słowa, bo nie znam lepszego) względem tego, co jest w LotGHu. Jednakże moim zdaniem, wynika to z tego, że historia dzieje się w zupełnie innych czasach. Czasach, gdy myśl polityczna nie była tak rozbudowana i nie było skąd czerpać. Niemniej, jest ona ciągle żywa w tym serialu - podobnie jak świat w OP, HxH, FMA, czy LotGH-u. Mam wrażenie, że jak wyłączam odcinek, to kanclerze, premierzy, królowie i generałowie nadal walczą między sobą o zwiększenie swojej władzy lub terytorium. Ciągłe spiski, knowania jak osłabić czyjąś pozycję lub postawić się na jak najlepszym miejscu w danym czasie. Premier Qin jest skurwiałym oportunistą, który cały czas myśli i działa. Nie ważne, czy kraj jest na etapie wojny, czy świętuje pokój. Ri Boku który również gra na wielu fortepianach - najpierw zaproponował sojusz Qin, odwracając tym samym od siebie ich uwagę + zabezpieczając się z jednej strony, a w tym samym czasie przygotowując koalicję do inwazji. To samo dotyczy Ei Seia i jego frakcji - gdy jego państwo zostało zaatakowane, to musiał poświęcić część swojego królestwa, by przekonać jedną z najsilniejszych armii do opuszczenia koalicji. Póki co prawda nie widzimy zbyt wiele aspektów dyplomacji, ale to co dostaliśmy było bardzo dobre. Epicka scena, w której (wówczas) Kanclerz i Ri Boku dosłownie mierzyli swoje kutasy, rozmiar cojones i siłę charakteru. Wówczas była tak napięta atmosfera, że wystarczył jeden nieprzemyślany ruch, jedno niepotrzebne słowo, by rokowania zakończyły się krwawą rzezią. To samo mogę powiedzieć o scenie, którą opisywałem przed chwilą - negocjator Qin przybył do innego króla i powiedział, że podwoi cenę, którą zaproponował im dowódca wojsk koalicji. Gdyby tylko bohaterowie nie mieli takiego plot-armora, to wszystko byłoby piękne... No jak już wielokrotnie mówiłem - jeśli taka jest cena za to bardzo dobre show, to jestem ją w stanie zapłacić.

A skoro o tym mowa, to Rafał nie pomylił się ws. wojen i bitew. Te wyglądają po prostu kurwa epicko. Mógłbym to opisać używając lepszego języka, ale uważam to za niepotrzebne - tym jednym zdaniem mogę oddać majestat wielkich armii, ich charyzmatycznych dowódców i doniosłość tych wydarzeń. Nie wiem, czy Napoleon naprawdę wypowiedział te słowa, czy jedynie mu się je przypisuje, ale ten tekst jeszcze lepiej oddaje epickość tych wydarzeń - "Zostawcie Chiny, niech śpią, bo kiedy się przebudzą, cały świat zadrży". Każda bitwa w tym anime robi wrażenie. Nie z powodu technicznego wykonania, bo choć jest już lepiej, to można dostrzec oszczędności na drugim i trzecim planie (w S3 również). Chodzi o jej zaplanowanie i realizację, nie bez znaczenia są również świetne postacie, które motywują nas do oglądania kolejnego odcinka, tak jak swoich żołnierzy do jeszcze jednego zrywu przeciwko wrogom. Widać, że autor podchodzi do nich z odpowiednim pietyzmem i nie powtarza swoich pomysłów. Jasne, można to powiedzieć w zasadzie o każdej mandze, którą mogę określić mianem bardzo dobrej, ale to w "Kingdom" czuję to każdej płaszczyźnie. Podczas oglądania tego anime, wielokrotnie doznawałem olśnienia widząc jakąś scenę. Komentowałem ją przy tym "o kurwa, faktycznie - czytałem o takim czymś!". Autor czerpie pełnymi garściami z bogatej historii cywilizacji Chin, która w swoim czasie była o wiele bardziej rozwinięta od Europy. (jeśli się nie mylę, to na etapie wczesnego średniowiecza). Czy to w przypadku historycznych dowódców, taktyk, polityki, dyplomacji. Jasne, są tu pewne uproszczenia, ale jak już mówiłem - to tylko komiks, nie kronika historyczna,. Jednak patrząc na to z drugiej strony, to "Kingdom" znacznie bardziej, zainspirował mnie do zapoznania się z tym tematem niż dobrze napisana książka prezentująca same fakty. Taka jest siła dobrze napisanych i przemyślanych opowieści. Nawet anime, które psuje materiał źródłowy, nie jest w stanie mu tego odebrać. I to zdanie doskonale o jakości materiału źródłowego, który jest gotowym materiałem na całą serię, wysokobudżetowych i wyśmienitych, wojennych tytułów.
Jeśli chodzi o aspekty audio-wizualne, to nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Soundtrack jest w zasadzie taki sam, a przynajmniej ja nie usłyszałem żadnej różnicy, co najwyżej doszło kilka nowych utworów. Opening początkowo mi się nie podobał, ale im bliżej było końca, tym rzadziej go przewijałem. Dobry, w klimacie serii. Endingi są póki co dobre, pierwszy z 2 sezonu jest moim ulubionym z tego anime, drugi z nich już gorszy, ale w sumie nie mam powodów do narzekań. Jeśli chodzi o grafikę, CGI i kreskę, to jest zauważalnie lepiej. Nie jest to zmiana gigantyczna, ale w końcu zaczęła mi się podobać i nie wygląda ohydnie. No dobra, może nie wszystko jest udane, ale teraz tych naprawdę słabych momentów, jest zdecydowanie mniej. No i jak już je widzimy, to przynajmniej da się je oglądać bez obrzydzenia. Mam nadzieję, że 3 i 4 sezon utrzymają tendencję wzrostową w tej kwestii. Tak samo jak w kwestii cenzury, która jest słabiej odczuwalna. Miło jest również zobaczyć, że w "Kingdom" mija czas, a postacie się zmieniają - tj. starzeją lub dorastają, w zależności od etapu życia. Rzadko kiedy to widzę w anime, a tu to bardzo dobrze widać.

Na swoim prywatnym koncie na Facebook, napisałem że "Kingdom" to drugie najlepsze anime, jakie zobaczyłem w tym roku. Minęło od tego kilka dni i podtrzymuję tę opinię. Rzadko kiedy narzekam na brak polskich wersji mang, ale dla tego tytułu zrobiłbym zamówienie na roczną prenumeratę. Płacąc z góry. Po tym co widziałem w 2 sezonie i widzę w 3 (bo nie mogłem się powstrzymać, musiałem po 39 odcinku rozpocząć 3 sezon), to w 100% ufam Rafałowi i Anonimowemu (jeden z blogerów mangowych na FB). Jak to powiedział Anonimowy "Nawet 1 sezon, który jest najsłabszy ze wszystkich, jest o wiele lepszy od tego gówna, które dostaliśmy w anime". Gdy to przeczytałem, to nie wierzyłem, ale teraz przyznaję mu rację - ten komiks to małe dzieło sztuki! Skoro anime jest tak smakowite pod względem fabuły, to nawet sobie nie wyobrażam, jaką ucztą jest manga. Wizualnie na pewno ślicznie wygląda, to już wiem, ale rozpływam się z rozkoszy myśląc o jej treści... Ech, ten komiks musi zostać wydany w Polsce! Natomiast anime oceniam na mocne 8/10. Jeżeli nie przeszkadzają Wam elementy, które zbyt często odbiegają od realistycznego świata, to jest to jeden z lepszych tytułów, jakie poznałem.
Dziękuję za pomoc i ekspertyzę Rafałowi oraz Karolowi.

