
Och, trzeci sezon tego anime jest tak genialny, że przełożyłem moje plany oglądania starych filmów i seriali animowanych na inny termin. Można temu tytułowi wypomnieć kilka wad, ale w obliczu jego zalet są one równie nieistotne, co zeszłoroczny śnieg. Zwłaszcza w kontekście najnowszego sezonu, który jest takim podsumowaniem dotychczasowej działalności Ri Boku. Albo innymi słowy, wszystkie jego dotychczasowe działania, prowadziły do tego momentu. Zabójstwo Ou Ki, sojusz z królestwem Qin (w myśl zasady - zawrzyj sojusz z jednym sąsiadem, rozwal pozostałe problemy i na końcu zajmij się sojusznikiem), czy działania mające uśpić ich czujność.Trzeci sezon został w całości poświęcony inwazji na królestwo Chin. Inwazji, w której wzięło udział bodajże 8 państw (minus 1, któremu zaoferowano duże terytorium w zamian za wycofanie się z koalicji). Jest to tak epicki arc, że nie da się wymienić jego wszystkich zalet, niesamowitych, poruszających i emocjonalnych scen, świetnych zwrotów akcji i innych rzeczy. Czysta perfekcja w kwestii scenariusza i wyczerpana możliwości, jakie miał twórca komiksu Podsumowując ten akapit, wszystkie moje dotychczasowe pochwały względem Inwazji w "Hunter x Hunter", czy złożoności końcówki DB i DBZ do sagi Namek, są mniej znaczące względem 3 sezonu "Kingdom". Oczywiście, to inne typy komiksu, oczywiście DBZ ze swoją tandetną fabułą nie ma startu do tych tytułów, ale dotychczas wymieniałem te dwa etapy, gdy mówiłem o tym, jak bardzo arce są rozbudowane i zaplanowane (jak na swoją tematykę). Wraz z dniem dzisiejszym, ich miejsce zajmuje tytuł, który dzisiaj recenzuję. 26 odcinków pełnych akcji, świetnej fabuły, zwrotów akcji, brutalności w niezwykle emocjonalnej formie.

Nie wiem, czy to mój ulubiony arc w historii battle-shounenów (wiem, ten tytuł nie wpisuje się w ten podgatunek, ale z uwagi na nadludzkich bohaterów, nie mogę go traktować inaczej, wybaczcie), ale gdyby mnie ktoś zapytał, czy może nim zostać, to odpowiedziałbym - oczywiście! Gdybym miał opisać, jak się czułem podczas oglądania 3 sezonu, to powiedziałbym mniej więcej tak. Wyobraźcie sobie inwazję na pałac Meruema, walkę na planecie Namek lub Sasuke rescue arc (ten sprzed Time-skipa), które są jeszcze bardziej intensywne. Tak jakby fanatyczny fan, ścisnął za jaja każdego z tych autorów i kazał im wcisnąć jak najwięcej cliffhangerów, walk i epickich momentów. Każdy rozdział ma obfitować w te wydarzenia, do roboty! Bez gadania! Zdaję sobie sprawę, że powyższe etapy nie są idealne i każdy z nich można poprawić. Skrócić lub przyspieszyć, poprawić fabułę, inne drobne błędy etc. Gdybym dzisiaj je obejrzał, to pewnie narzekałbym na nadmierne przeciąganie w każdym z nich (w "Naruto" zapewne najsłabiej). Zapewne również nie oglądałbym z takimi emocjami, ale wtedy oglądało mi się je kapitalnie. Ba, nawet dzisiaj jestem zachwycony niektórymi fragmentami i nadal jeży mi się włos na plecach lub rękach, gdy je oglądam. Jest w nich wiele ważnych momentów, postacie zaliczają duży progress, dzieje się dużo różnych rzeczy, które fan chce zachłannie pochłaniać. Generalnie każdy z nich stanowi wyraźny koniec pewnej części opowieści. No i teraz zwiększcie obroty co najmniej dwukrotnie i mamy "Kingdom S3".


Z racji, że zapomniałem o dokończeniu tego tekstu, a co za tym idzie, nie pamiętam już początku inwazji, to daruję sobie szczegółowe opowiadanie. Doskonale za to pamiętam swoje emocje i myśli, które prezentowały się mniej więcej tak - "O ja pierdolę, niedawno temu mieliśmy intensywną wojnę, a teraz dostaliśmy coś, co może być jeszcze lepsze!". Trudno o inne myśli, gdy widzi się tyle armii zmierzających do wykrwawionego i osłabionego Qin. Tak polubiłem ten tytuł i jego bohaterów, że ich strach przed koalicją udzielił się również mi. Podobnie jak oni, zastanawiałem się czy istnieje choć cień szansy na zwycięstwo, a nawet jeśli, to co należy zrobić, by się obronić. Pierwsza decyzja delikatnie mnie zdziwiła - pozbyli się największego zagrożenia, przekupując jednego z władców wchodzących w skład koalicji. Było mi smutno, gdy musieli oddać duży kawałek swojego państwa, ale w takiej sytuacji trzeba się z tym pogodzić. Lepiej stracić lewą dłoń, niż całą rękę, od barku do dłoni - kikutem coś jeszcze można zrobić, a ziemię można odzyskać, siłą czy dyplomacją. Taka sytuacja to nie jest najlepszy czas na rozmyślanie o takich nieistotnych sprawach, a bycie władcą, to nie tylko przyjemności. Czy raczej powinienem powiedzieć, to przede wszystkim obowiązki, a jedynie częściowo przyjemności. Po tym wydarzeniu, ich sytuacja nieco się zmieniła - z takiej bez szans na sukces na kurewsko ciężką, ale z pewną nadzieją na powodzenie.

Jak już pisałem, ten arc obfituje w epickie sceny. Generałowie i dowódcy niższej rangi, często musieli podejmować decyzje, które były obarczone dyktaturą czasu (tzn. trzeba je było podjąć tu i teraz, w oparciu o dynamicznie zmieniającą się sytuację na polu bitwy). Dodatkowo nie mieli takich możliwości jak przeciwnicy, którzy dysponowali większymi zasobami oraz ilością wojska. Oczywiście, królestwo Qin miało pewne ułatwienie przy planowaniu strategii - łatwiej jest zaplanować obronę za murami niż na wolnej przestrzeni. Patrząc jednak z drugiej strony, koalicja miała znacznie więcej czasu na przygotowanie strategii, mieli też większe zasoby (a przynajmniej w niektórych aspektach). W kwestii taktyki, obie strony miały swoje własne możliwości oraz okazje, jednak w moim mniemaniu, lepiej sobie poradzili obrońcy Qin. Działania Hyou były dla mnie najbardziej epickie, pokazał w nich że ma świetną intuicję + świetne podejście do żołnierzy oraz swoich dowódców. Nie wspominając o wyśmienitej przemowie, w której rozbił psychicznie swojego przeciwnika oraz wzmocnił morale swoich wojowników. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak taktyka Ou Sena, który celowo opuścił swoją pozycję, by wciągnąć przeciwników w pułapkę, a następnie dokonać na nich masakry. Równie imponującym pomysłem było zniszczenie jednej z ruchomych wież oblężniczych, a następnie błyskawiczny atak na przeciwników. Świetny efekt zaskoczenia, mimo że spodziewałem się podobnego ruchu, to i tak zrobiło to na mnie mocne wrażenie. Na trzecim miejscu umiejscowił bym Ri Boku (Hyou zajmuje 4 miejsce w moim osobistym rankingu najlepszych momentów w tym sezonie), co prawda na 1 etapie walk nieco mnie rozczarował, ale nadrobił przy oblężeniu miasta. Stopniowo wykrwawiał swoich przeciwników i panował nad polem bitwy, odbierając im nadzieję na zwycięstwo. Gdyby nie dwa szczegóły, których nie uwzględnił przy swoim planowaniu, to świętowałby, mając pod nogami głowę Króla. Jeżeli dalej jest tylko lepiej pod tym względem, to "Kingdom" wdarł się do mojej top-5 najlepszych battle-shounenów, jak pewien Austriacki malarz do wielu europejskich krajów podczas rajdu po Europie.

Kontynuując nawiązania do anime, czułem się tak jakbym oglądał 4 sezon "Full Metal Panic", ale mocniej. Oczywiście nie dlatego, że anime od studia Pierrot dorównuje FMP, bo tak nie jest pod jakimkolwiek względem, aczkolwiek jakością treści nie odstaje od niego zbyt daleko. Wynika to z ilości. Gdybym miał wypisać wszystkie sceny, teksty lub cliffhangery, które mi się podobały (a następnie to krótko, acz treściwie wytłumaczyć), to mógłby z tego wyjść długi tekst. Cały ten arc był takim jednym, długim epickim momentem. Gdy usłyszałem, że na głównych bohaterów idzie koalicja złożona z kilku państw, to nawet nie wiedziałem, czego oczekiwać. Miałem w głowie kilka planów, ale w żadnym z nie zakładałem, że to będzie tak szybka i dobra jazda! Poprawcie mnie, jeśli się mylę - ale czy do zakończenia wojny nie było ani jednego w całości przegadanego odcinka? Mogę przesadzić z uwagi na to, że jestem zachwycony pacingiem i pędem tego sezonu, ale nie przypominam sobie, by takowy był. Jedyne, co mi przeszkadzało, to kiepski wątek na końcu. Albo inaczej, cofam wcześniejsze słowa - może i był spoko, ale z racji że nie lubię tych elementów w "Kingdom" (mimo, że nie są złe btw), to nie czerpałem z niego radości. Zwłaszcza po takim show, jakie miałem przed chwilą.

Zacznę od mojej ulubionej postaci, czy raczej powinienem był powiedzieć - ulubionej z tej puli, których jeszcze nie poznaliśmy zbyt dobrze w anime. Ou Sen jest bohaterem owianym tajemnicą, pomijając cudowny rynsztunek, który doskonale pasuje do jego groźnych, przenikliwych oczu, wiemy o nim niewiele. Jego celem, jest zostanie królem, zaś maksymą - nie biorę udziału w bitwie, której nie jestem w stanie wygrać. Ponadto przedstawiono nam go jako postać (poprzez słowa innego bohatera), która dba bardziej o własne życie niż własnych ludzi. Polubiłem go od pierwszej sceny, w której się pokazał, ale moje pełne uznanie zdobył w tym sezonie, gdy cynicznie opuścił swoją pozycję. Był przy tym tak przekonywujący, że nawet jego właśni sojusznicy uwierzyli, że ich zdradził. Uwielbiam scenę, w której zaszedł najlepsze oddziały swojego przeciwnika od tyłu i rozkazał ich wymordować - "rozstrzelajcie ich, są jak zwierzęta zagnane do sytuacji bez wyjścia - możecie do nich strzelać jak do tarcz". Każda jego udana akcja była wybitnie skurwysyńska, ale tak działa wojna - trzeba bezwzględnie wykorzystywać błędy przeciwnika przeciw niemu. Zastanawiam się, czy nie próbuje przejąć tronu dlatego, że nie ma aktualnie możliwości na udany zamach stanu, czy jest mimo wszystko honorowy i obiecał to swojemu zwierzchnikowi? Nie zdradzajcie, jak jest w mandze - chcę się osobiście przekonać, czy miałem rację. A jeśli tak, to w którym aspekcie.

W sumie podobnie mogę powiedzieć o drugim skarbie Mou Gou. Niewiele (póki co) o nim wiemy. Poza tym, że jest złodziejem, który też służy swojemu Panu i wraz z Ou Senem, stanowią jego tajną broń, rozwiązującą wszystkie problemy starego generała. Póki co zdobył moje uznanie za skuteczność, bezczelność i styl. Miło jest zobaczyć mistrza innego fachu niż wojaczka, gdy stosuje te same triki (lecz nabyte w zupełnie inny sposób), ale przez inną mentalność robi to zupełnie inaczej. Z racji innych doświadczeń, ma też know-how, którego nie mają zwykli żołnierze - wie, jak skutecznie się włamać i szybko przeniknąć do ważnego miejsca w obozie przeciwnika. Widzi szansę tam, gdzie inni jej nie dostrzegają lub nie wiedzą, jak ją wykorzystać. Jest mistrzem taktyki, podobno nawet lepszym niż Ri Boku. Jest jeszcze bardziej zuchwały i niekonwencjonalny + ma większość skłonność do ryzyka niż Ou Sen, co widać po jego taktyce - w 2 sezonie pięknie wszedł do obozu wroga, a w 3 skutecznie zablokował próbę sforsowania murów za pomocą ruchomej wieży, kompletnie się nie przejmując reakcją sojuszników. Jest też przeciwieństwem Ou Sena - ten lepiej się odnajduje w chaosie i podejmuje częściej lepsze decyzje niż przeciwnicy. Ou Sen z kolei nie rozpoczyna bitwy, jeżeli nie przygotował skutecznego planu (w sytuacji, gdy coś się potoczy nie po jego myśli). Podobno w 4 lub na początku 5 sezonu, ma pokazać swoją najlepszą bitwę. Mam nadzieję że się nie rozczaruję, ten złodziej ma olbrzymi potencjał na zostanie najefektywniejszym dowódcą w tym serialu!

Tak się zachwycam tą dwójkę, że zapomniałem o kimś, kto wzbudził moją największą sympatię. Duke Hyou... Początkowo go nie polubiłem, myślałem że zniknie równie szybko, co się pojawił (tak, wiem, zobaczyliśmy go przed 3 sezonem), ale z każdym kolejnym odcinkiem, moje uczucia względem niego stawały się dużo cieplejsze. Głównie dlatego, że jest takim połączeniem Ou Ki i Lin Pao, a przynajmniej ja go tak postrzegam. Ma dość luźny charakter i podobnie jak Wargi Zagłady, traktuje swoich wojowników bardziej jak kolegów + ma dobre rozeznanie na polu bitwy. To co ma z Lin Pao, to jego ojcowskie podejście. Nie jest w tym co prawda równie szczery i bezpośredni, jak dowódca przeciwników Qin, nie traktował Shina jak swojego syna, ale obserwując budującą się między nimi relację, to moim skromnym zdaniem, jest duża szansa na to, że tak by było po zwycięstwie. Stary dowódca, podobnie jak wcześniej Mou Gou, a przed Ou Ki, zaufał młodzieńcowi mimo, że sporo ryzykował. Strata żołnierzy w takiej sytuacji byłaby szczególnie nieodpowiedzialna. Prawdopodobnie posiadł również, umiejętność w dobieraniu sobie sojuszników (jak wcześniej wspomniani dowódcy, o czym było wprost powiedziane), co dodatkowo dobrze o nim świadczy. Widać to także po jego skutecznych atakach. Fakt, w dużej mierze wynikało to z jego emocjonalnego podejścia do walki, co ostatecznie przypłacił swoim życiem, ale kto wie? Może jego poświęcenie bardziej przyczyniło się do zwycięstwa? Może gdyby nie to, że zranił Hou Kena słowami oraz wzmocnił ducha walki swoich wojowników, to Qin by nie wygrało? Może nie byłby w stanie z nich wycisnąć nic więcej, a dzięki temu mogli przebić swoje limity? Tego już się nie dowiemy, wiemy za to, jak wielkim człowiekiem był Duke Hyou. Cieszę się, że Shin będzie dzierżyć jego tarczę, jak już sam zostanie generałem (co wiemy z 1 rozdziału mangi). To była ważna postać w jego życiu, coś ojciec, którego prawdopodobnie nigdy nie poznał lub zapomniał o nim. Wraz z Ou Ki stanowią dla niego wzór.

Jak słusznie zauważyło kilka postaci, generałowie co do zasady dzielą się na dwie grupy - tych, którzy dowodzą z bezpiecznej pozycji, widząc pełne spektrum pola bitwy oraz tych, którzy dowodzą z pierwszej, drugiej lub trzeciej linii frontu, czasem aktywnie w niej uczestnicząc. Coś jak w przypadku studiowania psychologii - dawno temu mój kolega zauważył, że zasadniczo na taki wydział chodzą dwie grupy ludzi - ci, którzy chcą pomagać innym lub rozwiązać swoje problemy. Są też mixy obu grup i taką postacią jest Ri Boku. O ile w poszczególnych aspektach są lepsi od niego dowódcy (taktyk, strateg, wojownik), o tyle wg mojego kolegi Rafała, Ri Boku jest najlepszym, jeśli chodzi o te 3 aspekty razem. Nie mam powodów, by się z tym nie zgodzić, jego plan był perfekcyjny i jak już wspomniałem w tym tekście, wszystkie jego dotychczasowe działania, prowadziły do tego momentu. Zawiązał sojusz (oraz poszedł na pewne ustępstwa i aktywnie wspierał Qin), dzięki czemu nie zwracali na niego uwagi, uznając że on im nie zagraża. Następnie pozwolił im się wykrwawić w konflikcie, tym samym osłabiając siłę ich armii, ekonomię, stabilność oraz uszczuplając zasoby finansowe i żywność. Każdy z tych aspektów ma mniejszy lub większy wpływ na morale armii, siłę państwa - zwłaszcza pieniądze oraz jedzenie. Można przeżyć ze słabszą ekonomią, czy brakiem stabilizacji (jeżeli władcy i ich ludzie kontrolują kluczowe obszary swojego terytorium), ale głodujący żołnierze bez żołdu, to już trudniejszy temat. Jego cudowny plan nie uwzględnił tylko kilku rzeczy, względnie źle je oszacował - wybitnie utalentowanych i charyzmatycznych dowódców, którzy doskonale wykorzystali swoje możliwości oraz perfekcyjnie zrealizowali plan obrony Qin, gigantycznych morale wojowników, ich poświęcenia, dzielnych dowódców niższego szczebla oraz udziału samego króla, który wycisnął ze wszystkich obrońców swojego królestwa, 120% ich mocy bojowej. To była dosłownie walka na wycieńczenie, każda ze stron wykorzystała wszystkie swoje możliwości.

Jeśli chodzi o samego Ri Boku, to póki co nie poznaliśmy go zbyt dobrze. Jasne, wiemy o nim więcej niż o takim Shanksie z "One Piece" (chyba najlepszy przykład, jaki przyszedł mi na myśl), ale to zbyt mało bym mógł go rzetelnie ocenić. Polubiłem go za jego mądrość, spryt oraz kontrolowaną arogancję - jest pewny siebie, wie że czasem trzeba być okrutnym i zdecydowanym, ale jednocześnie nie jest zuchwały. Bardzo spodobała mi się walka między nim, a Shinem (czy raczej wstęp do niej), zastanawiałem się czy faktycznie powiedziałby protagoniście o swoim planie i czy by puścił go wolno w przypadku klęski. Z przyjemnością zobaczę go w kolejnych wydarzeniach.

Przerwa od samców, teraz napiszę o samicy. Jednej. Ale za to kurwa jakiej! Ma 6-pak zamiast zwykłego brzucha (jak ma bardziej napiętą skórę), bicepsy, tricepsy i pozostałe mięśnie większe niż u niejednego faceta, jej wzrost to około 2 metry, może nawet jeszcze więcej. Kontynuując nawiązania do "Gry o Tron", to jest taka Brienne z pierdolonego Tarthu (jak to zwykł mawiać Ogar), po wzięciu tych samych sterydów, co Góra. Mężczyźni drżą ze strachu widząc ją lub jak postępuje z żołnierzami nieświadomymi jej kompleksów. Ka Rin nie lubi, gdy ktoś mówi o jej nie kobiecym ciele i potrafi za to brutalnie ukarać, podobnie jak w przypadku niesubordynacji. Nie wiem, jak jest u jest z umiejętnościami taktycznymi, ale strateg jest z niej całkiem niezły. Albo inaczej, wydaje się nią być - jej prawdziwy atak był pomysłowy. Spodziewałem się go, ale był to jeden ze scenariuszy znajdujący się poza top-5 ruchów, których się spodziewałem, więc częściowo byłem zaskoczony. Zabezpieczenie tego ruchu wyglądało na perfekcyjne. Było to kilka warstw iluzji; celowo oszukiwała podczas 1 starcia, dała przeciwnikom powody do strachu, wzięła ze sobą słonie bojowe, co wzmocniło ten efekt, a potem sprawiała dobre pozory. Tak czy siak, chciałbym częściej ją oglądać, mam nadzieję że nie zginie zbyt szybko i zobaczymy ją w kilku bitwach. Polubiłem ją za bezwzględność, szybko się przekonaliśmy, że opinia jednego z żołnierzy okazała się prawdziwa. Jak to mniej-więcej powiedział - "Podczas bitwy, nie tylko jej przeciwnicy cierpią - czasem nawet są to sojusznicy". To taka prawdziwa, pełnokrwista strong-woman. Nie tylko pod względem mięśni, ale i charakteru - Ka Rin bezwzględnie dąży do realizacji swoich planów.

Sceny z królem były epickie, mniej lub bardziej, ale podobała mi się każda, w której zagrzewał swoich wojowników do walki. Warto tutaj dodać dla tych, którzy nie znają kultury Chin i Japonii - ichni Cesarze i władcy, byli jeszcze bardziej uwielbiani przez lud niż królowie Europejscy. Można wręcz powiedzieć, że byli dla nich Bogami, a ich słowo było tak święte, jakby do Europejskich chrześcijan przemówił sam Bóg. Cokolwiek władca nie powie, to jego sługa lub mieszkaniec pokornie tego wysłucha, a następnie zrealizuje. Ei Sei bardzo rozwinął swój charakter i zyskał w moich oczach w tym sezonie. Już wcześniej miałem go za dobrego władcę, ale teraz byłem nim zachwycony. Mniej więcej tak samo, jak wojownicy, którzy dzięki jego obecności walczyli jak lwy i dali z siebie więcej niż 120% podczas obrony twierdzy.


Jedną z moich ulubionych scen, była krótka rozmowa między bratem króla, a premierem. Powiedziałem rozmowa? Przepraszam za to rażące niedopowiedzenie, po tym jak premier planował zamach na księcia (by oddać zamek bez rozlewu krwi, wraz z głową króla), a ten nie powiódł się, bo doradca premiera kazał królowi uciekać (względnie - zalecił pomoc swoim żołnierzom), zamiast siedzieć w pałacu, gdzie łatwiej byłoby go zabić. Za to premier chciał ściąć głowę swemu doradcy (niemalże zasiadając na tronie), ale ktoś mu przerwał. No, zatem wracając, młody wyjaśnił mu, dlaczego nie ma nic do gadania mniej więcej w taki sposób. "Hola Hola! Gdzie idziesz ty brudna świnio? Tobie się chyba coś popierdoliło w tym durnym łbie. Twoje miejsce jest gdzie indziej, kurwo pierdolona. Wypierdalaj!" Oczywiście to nie było takimi słowami, ale z racji że jestem świeżo po "Ślepnąc od Świateł" (polecam, świetny polski serial), to dokładnie to słyszałem podczas tamtej sceny. xD Gdyby nie królewska etykieta, gdyby to była rozmowa między lordem a jakimś podręcznym, chciwym urzędnikiem, to dokładnie tak by to wyglądało.

A na koniec segmentu dotyczącego postaci, parę słów o jedynej postaci, której nie polubiłem - Hou Ken. Nie dlatego, że jest Hulkiem na usługach Ri boku ani dlatego, że jest IMO zbyt jednowymiarową kreacją. Nie winię go też za zabójstwo Ou Ki, ktoś to musiał zrobić, a Shin ma przynajmniej motywację do skopania mu dupy. Po prostu jest kurwa nudny, a jego plot armor jest najbardziej niemożliwy w tym komiksie. Kurwa, facet tyle razy szedł prosto przed siebie, prosząc się zmienienie go w jeża przez strzały i nikt go nie zaatakował! Pomijam miecze, halabardy (aczkolwiek bez przesady, to niemożliwe by wychodzić z takich sytuacji bez ran!) i to, że mordował ludzi, tak jak duży kombajn zbiera plony i kurwa nikt go nawet nie drasnął. U nikogo innego nie jest on tak bezczelny, a że przez 3 sezony nie dał mi ani jednego powodu do zadowolenia (furii Ou Ki nie liczę), to trudno mi jemu kibicować. Oby szybko umarł.

O grafice będzie niewiele, zatem połączę ten akapit z zakończeniem. Tak jak napisałem w recenzji 2 sezonu - jest lepiej, momentami dużo lepiej, ale nadal widać oszczędności i gorsze wykonanie na 2 i 3 planie. Nie ma już tragedii, jest względnie nieźle. Jeżeli S4 będzie minimalnie lepszy, to nie powinienem mieć powodów do narzekań. Wystarczy mi lepsza animacja mniej istotnych postaci oraz ciut większa staranność przy ich tworzeniu, bo czasem wyglądają zabawnie, gdy się zwróci na nich zbyt wiele uwagi. Opening był... No niezły, ale poprzedni lepszy. Endingi za to wyszły słabo. Reasumując... Jak wynika z tego tekstu, jestem generalnie bardzo zadowolony! Czekam na kolejne sezony "Kingdom" równie mocno, co na "Legend of the Galactic Heroes". Wiedziałem pół roku temu, że czeka mnie raczej przyjemny seans, ale najnowszy sezon był o wiele lepszy niż tego się spodziewałem. Cudownie spędziłem czas i na pewno go obejrzę kiedyś jeszcze raz. Ocena to mocne 8.5/10, dawniej dałbym 9/10. Rzadko kiedy oglądam tytuły, które by obudziły we mnie dziecko, a "Kingdom" zrobiło to ze znakomitym skutkiem!
Dziękuję za pomoc Rafałowi oraz ekspertyzę i korektę Karolowi.