
Pod koniec lat 80-tych amerykański socjolog Ray Oldenburg zauważył, że zanika wspólnotowość w Stanach, że ludzie mniej się spotykają a więcej pracują, no i napisał tę swoją książkę "The Great Good Place", aby pokazać, że w Europie ludzie żyją inaczej. Jako przykłady podał angielskie puby i francuskie kawiarnie. Problem w tym, że Europejczycy sami zaczęli się "amerykanizować" i żyć mniej wspólnotowo. Potem do tego doszły inne czynniki w postaci Internetu i smartfonów. W efekcie sami w Europie zaczęliśmy sięgać do koncepcji "trzeciego miejsca". Powstaje jednak pytanie: czy jest ona wciąż aktualna skoro minęło ponad ćwierć wieku?
Moim zdaniem tak, ale... niepokoi mnie kontekst dominujących w Polsce nawiązań. Tak się bowiem składa, że większość dyskusji ustawiana jest w pozycji: mamy problem i państwo powinno go rozwiązać. Jakby zupełnie zapominano, że miejsca opisane przez Oldenburga miały swoją HISTORIĘ. Próbuje się więc forsować jakieś dziwne koncepcje tworzenia swoistego ersatzu miejsc trzecich w bibliotekach bez wnikania w to czym te miejsca trzecie naprawdę są. I nie żebym przekreślał biblioteki. Wydaje mi się jednak, że o tym czy miejsce jest "trzecie" decyduje nie deklaracja lecz praktyka. Tak było choćby w przypadku Królestwa Bez Kresu.
Wielokrotnie mówiłem/pisałem, że KBK to eksperyment. Jednak dopiero teraz mogę dokładnie opisać jego cel. Czytając o koncepcji Oldenburga uświadomiłem sobie, że to co robimy na Biskupiej 18 w Krakowie (a wcześniej robiliśmy na Piłsudskiego 8-10 w Rzeszowie) to de facto próba stworzenia nowej formuły miejsca trzeciego (dostosowanej do polskich warunków), bo przykłady, które podał w swojej książce są coraz mniej aktualne. Rzeczywistość, w której żyjemy znacząco utrudnia przetrwanie miejsc trzecich. Wpływa na to kilka czynników.
- Po pierwsze, potencjalny odbiorca wcale nie musi nigdzie wychodzić, bo cały świat ma w smartfonie. To zawęża grupę docelową do tych, którym się chce wyjść.
- Po drugie, bez własnego miejsca koszty prowadzenia czegokolwiek są bardzo wysokie (to wpływa na wysoką marżę).
- Po trzecie, mental wielu ludzi jest taki, że oczekują w lokalu cen takich jak w sklepach (czyli niskich marż).
Wszystko to sprawia, że start jest wyjątkowo trudny. Często zastanawiałem się dlaczego kawa w Krakowie jest taka droga (nawet 20 zł). Prowadząc KBK doskonale to zrozumiałem. Otóż jeśli ktoś prowadzi małą kawiarnię to potrzebuje miesięcznie conajmniej 10K zł. A zatem ma do wyboru (w dużym uproszczeniu): zrobić 1000 kaw po 10 zł (40 dziennie) lub 500 kaw po 20 zł (20 dziennie). Logika miejsca trzeciego nakazywałaby wybrać pierwszą opcję. Logika rynku - drugą. W interesie lokalu nastawionego na zysk nie jest sytuacja, w której goście godzinami w nim przesiadują. Dobry interes jest wtedy gdy przyjdą, wypiją kawę, zjedzą ciastko i zwolnią miejsce dla kolejnych. Długie dyskusje nie są pożądanym zjawiskiem. Przynajmniej dla kogoś kto goni za pieniądzem. I tu należy szukać źródeł kryzysu miejsc trzecich. Oczywiście są wyjątki, ale trend jest jaki jest. I na pewno nie ma prostej recepty, aby to zmienić.
KBK można wspierać:
przelewając dowolną kwotę na konto bankowe: Fundacja Tradycji Miast i Wsi, 16 1090 1740 0000 0001 2088 2593 (Santander), tytuł: "dar na cele statutowe KBK"
wpłacając darowiznę poprzez zrzutkę
przesyłając tokeny HBD na konto @fundacja (zasilają one Fundusz Rozwojowy KBK)



