
Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Potrzepało mnie wczoraj. Jezus jak strasznie mnie potrzepało. Na szczęście tylko fizycznie. Byłam totalnie nadpobudliwa, ale ok, to było męczące jednak nie zamierzam na to narzekać, bo nie odkleiła mi się rzeczywistość. Tak mi się wydaje. Udało mi się też nic nie odjebać, a to było trudne. Jak wróciłam z pracy to mnie normalnie roznosiło. Wieczór był super, bo sobie pogadaliśmy na kamerce z przyjaciółką i jej maluszkami chociaż te maluszki już są większe ode mnie, ale zawsze będą maluszki dla mnie. Noc była koszmarem. Wzięłam leki, żeby jakoś opanować stan i już w nocy zaczął się zjazd. Wyjątkowo przyjęłam to na miękko, bo choć hipo była trochę wymodlona to bardzo chciałam, żeby to się uspokoiło, bo nie chciałam nic narozrabiać. Sumarycznie tak naprawdę jedyna konsekwencja tego podbicia jest taka, że jestem aktualnie bardzo zmęczona, bo przez ostatnie trzy dni spałam może z 2h albo nawet i nie, ale to naprawdę BARDZO mała cena za stan, w którym byłam wczoraj, bo zwykle kończy się to znacznie gorzej.
Dzisiaj jestem zdechła kompletnie, ale to ze względu na stan fizyczny. Psychicznie nie mam poczucia, żeby się coś złego ze mną działo. Jest po prostu tak o. Ani dobrze ani źle. Daleko mi do stabilizacji, ale nie dzieje się nic przez co chciałabym bić na alarm. Jestem naprawdę bardzo zmęczona. Wzięłam już porcję leków, a za jakąś godzinę wezmę jeszcze nasenny, bo naprawdę bardzo potrzebuję się wyspać.
To był dla mnie trudny tydzień, ale tym razem znam przyczynę mojego rozchwiania, więc TROCHĘ łatwiej mi z tym żyć. Cieszę się, że w ogóle żyje po tym wszystkim co się stało. W końcu będzie lepiej. Na pewno.
Do jutra.



