Dzień między nockami z definicji wymaga solidnego odpoczynku, ale jak tu usiedzieć w czterech ścianach, gdy za oknem kusi tak piękna, jesienna pogoda? W moim planie treningowym na dziś widniał bieg progresywny: po pierwszym kilometrze rozgrzewkowym trzy kolejne odcinki miały być stopniowo coraz szybsze – odpowiednio w tempie 6:05 min/km, 5:45 min/km oraz 5:35 min/km. Dość mocno zastanawiałem się, czy nogi udźwigną te założenia, zwłaszcza na tym ostatnim, najszybszym kilometrze. Przez ostatnie tygodnie biegałem w kratkę i sam nie pamiętałem, kiedy ostatnio robiłem jakiekolwiek jednostki tempowe.
[ENG] A recovery day sandwiched between night shifts practically begs for rest, but staying cooped up indoors was out of the question with such crisp, inviting autumn sunshine outside. Today’s training log called for a progressive run: following a gentle opening kilometer to warm up, the next three splits were slated to accelerate incrementally to 6:05 min/km, 5:45 min/km, and 5:35 min/km, respectively. I had genuine doubts about whether my legs could hold that target pace, particularly on that sharp final kilometer. My running has been rather sporadic lately, and I honestly couldn't recall the last time I touched tempo work.
Jak zwykle strach miał wielkie oczy, a rzeczywistość okazała się o wiele łaskawsza. Zadane widełki utrzymałem bez większych problemów. Na finiszowym kilometrze akcentu tętno poszybowało wprawdzie wyżej niż zwykle – dawno już nie widziałem na zegarku wartości przekraczających 170 bpm – ale to zupełnie normalne przy takim przyspieszeniu. Co istotne, gdy po części zasadniczej przeszedłem do ponad dwukilometrowego schłodzenia w spokojnym tempie, puls momentalnie się ustabilizował i gładko spadł poniżej 160 bpm. W tym tygodniu czeka mnie jeszcze jedno spokojne, dłuższe wybieganie, a prawdziwa zabawa ze strukturyzowanym planem treningowym wystartuje na dobre w przyszłym tygodniu.
[ENG] As the saying goes, fear has big eyes, but the reality was far less intimidating. I locked into the prescribed paces without any drama. On that final push, my heart rate naturally climbed higher than usual—I can’t remember the last time I saw numbers spike past 170 bpm—yet that’s par for the course on a proper tempo effort. More importantly, once I transitioned into a two-kilometer cool-down at an easy recovery pace, my pulse normalized quickly and dropped back down into the 150s. I’ve got one more relaxed long run lined up for this week, and then the structured training grind kicks off in earnest next week.



