scrobble.life
#polish

Sobotni fajrant

Fajrant. To był męczący dzień. Od 16.00 coś się działo. Lithaca. Wizyta polsko-francuskiej ekipy filmowej (kręcą dokument o KBK). Potem Book Club. Wieczorem planszówki. Do północy. A po północy siedzenie nad planem na nowy tydzień. Robienie plakatów. Sprzątanie.

Ostatnio dość często słyszę pytanie: czy KBK mnie nie męczy? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Mam ustalony rytm i jeśli nie zmieniam tempa to jest ok. Innymi słowy: jeśli chodzę spać przed 4 i nie staram się za wszelką cenę robić wszystkiego na raz, to jakoś daję radę. Niestety pokusa jest spora. Roboty w KBK jest w cholerę. Aż trudno byłoby spisać wszystko to, co trzeba byłoby zrobić. Czasem jednak trzeba wziąć sito i przesiać to co pilne, a odstawić na bok to co nie aż tak. Tylko wtedy można jakoś nie zwariować. Ale ma to też swoje dobre strony: trudno się wypalić. Ciągle pojawia się coś nowego. Albo ktoś nowy. Nikt dwa razy nie wchodzi do tego samego Królestwa.

Comments

No comments yet — be the first.