scrobble.life
#polish

Irena język pokaże

20260912_204948.jpg Koty - memiczne stworzenia. Każde ma własny charakter, własne zasady i własną definicję tego, do kogo należy człowiek.

Irenka, na przykład, jest straszną zazdrośnicą. To zaborczy kot że śmietnika, o wyglądzie arystoraty. Wystarczy, że ktoś przyjdzie w odwiedziny, a ona już wspina mi się na ramiona, żeby zakomunikować gościowi: „Przepraszam, ale ta pani jest zajęta. Jest MOJA. Proszę sobie znaleźć własną”.

Lenka to tchórz. Na widok gości znika w niezmierzonych czeluściach mojego blisko 40 metrowego mieszkania i najchętniej przeczekuje tam wizytę gości - kataklizm. Jeśli jednak komuś pokaże się podczas wizyty, oznacza to, że uznała go za „swojego”. Dla Lenki jestem całym światem. Czytaj: dostawcą żarcia, czyścicielem kuwety i naczelnym "puszczaczem" wody z kranu. Nawet o drugiej w nocy budzi mnie delikatnie, jak na Russian Blue przystało, ale skutecznie. Bo woda z miski jest niegodna jej podniebienia, woda ma płynąć. I już! Irena z kolei uważa, że mój kubek z herbatą to jej osobista studnia. Wsadza głowę do środka, a gdy poziom cieczy jest za niski, nabiera ją na łapkę i zlizuje. Kocia logika. Nie dyskutuję. 🤦‍♀️

Od kilku dni obie panienki są jednak mocno nieswoje (ja w sumie też). Na każdy dźwięk otwieranych drzwi na korytarzu natychmiast podnoszą głowy i nasłuchują. Bo przecież po tym dźwięku powinno pojawić się ciche pukanie do moich drzwi.

Powinno.

A pukanie nie nadchodzi.

I jak to wytłumaczyć kotom? Że coś się zmieniło? Że pewne dźwięki nie oznaczają już tego, co oznaczały wcześniej?

Ja wiem. A one chyba jeszcze czekają.

I wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej rozczulające? Że te kulki sierści są tak bardzo przywiązane do rytuałów. Do obecności, do dźwięków, do tego, co było zwyczajne i oczywiste.

A życie czasem zmienia scenariusz.

Wszystkie uczymy się nowej codzienności.

Ciekawe, czy do tych drzwi kiedyś ktoś znowu zapuka?

Irena pokazuje mi język. Tzn. Weź się ogarnij (chyba).

Comments

No comments yet — be the first.