Podsumowanie ostatnich tygodni i kilka rozkmin.
Maraton w pracy rozpocząłem już na poprzednich drugich zmianach początkiem września. Robota się ruszyła na dobre, coraz więcej typów produkcji, a ludzi mało. Dlatego możliwości nadgodzin są i to duże. I tak właśnie poprzednie drugie zmiany, to praca po 12h zamiast 8.
Jutro moja brygada zaczyna drugie zmiany, ale ja startuje od dzisiaj. Taką możliwość też mamy. Przyjść na dodatkową dniówkę na inną brygadę. Jedni przeciągli nocki i skończyli je dzień później, ja natomiast wolę unikać dodatkowych nocnych zmian. Zresztą po tych, które dobiegły końca, czułem się jak zombie i dzisiaj szczerze mówiąc chęci nie mam iść na te nadgodziny, ale hajs się musi zgadzać. A podwójna zapłata za nadgodzinowe jest wystarczająco motywująca.
W październiku robimy podjazd przed domem, chcemy też w przyszłym roku wyremontować sypialnię. Jest jeszcze kilka rzeczy do dokończenia / kupienia do kuchni i salonu. Samo się to nie sfinansuje, wiele jest rzeczy, które po prostu denerwują. Ciążą jako nieukończone, albo nie do końca komfortowe na co dzień. Wypadałoby też przerobić instalację wodną w całym domu. Zwłaszcza w piwnicy stare rury zaczynają mnie martwić. Akcja z wyciekiem w trakcie wakacji dała mi do myślenia i pchnęła sprawy wodne wysoko na liście priorytetów. Choć jak się okazało, to nowa część instalacji jebła, a nie stara. A może lepiej tego nie ruszać i nie zamieniać czegoś, co działa od lat? Nie pozwolić fachowcom od fuszery zalać domu?
I tak mój miesiąc mija głównie pod znakiem pracy, przygotowywania posiłków, podstawowych domowych zajęć i odpoczynku. Póki co takie też jest nastawienie. Odkuć się finansowo, odrobić z najważniejszymi sprawami domowymi i nie zajechać się przy tym na śmierć. Na dalszy plan schodzą sprawy hobbystyczne i podróżnicze, choć jakiegoś małego wyjazdu nie wykluczamy jeszcze w tym roku. Odpuszczam natomiast wszelkie plenery w okolicy i skupiam się na tym, co ważniejsze. Przy okazji, w wolnych chwilach nadrabiając zaległości z nagromadzoną na dyskach ogromną ilością zdjęć nieruszanych od długiego czasu, które zalegają tam w formie surowych RAW'ów.
Przy okazji dzielę się kilkoma zdjęciami z przyjemnego, wrześniowego pleneru nad jeziorem żywieckim z roku 2022. Spóźniłem się wtedy na zachód słońca, ale udało się za to wykorzystać dość dobrze niebieską godzinę.
Galeria zdjęć



