scrobble.life
Polish HIVE

Bleach - jest świetnie, ale nie mogło być gorzej [with spoilers].

All screenshots used in that post are used under "fair use", only for this non-commercial blog post.

Uwaga - ten post zawiera mnóstwo spoilerów z anime Bleach. Nie czytaj, jeśli nie oglądałeś, bo popsujesz sobie nadal koniec końców bardzo dobre anime.

Doszedłem w anime Bleach do odcinka ~280 (przy czym ominąłem 2. i 3. arc fillerowy, które zamierzam obejrzeć dopiero teraz, akurat w dobrym momencie - Aizen, Ichimaru Gin i Tousen uwolnili się z chmury ognia po jakichś 50 odcinkach stania w niej, więc mogę sobie chociaż narobić smaka na ich walki oglądając fillery).

image.png Most badass poza ever. Openingi mocno ratują późniejsze odcinki Bleacha.

Bleach od trzeciego arcu kanonicznego "Arrancars" (odc. 109) staje się... gorszy. Już pierwsza scena tego odcinka była gorsza. Już samo nazwanie ekipy Aizena "Espadą", nadanie im latynoskiego motywu muzycznego i hiszpańskobrzmiących imion, całkowicie mi nie pasowało do Bleacha. Niestety, klimat odkrywania świata, ratowania przyjaciół i poszukiwania mocy, połączony z zagadką kryminalną, tajemnicami i intrygami, czyli wszystko to, dzięki czemu arc Soul Society jest przewybitny, został zastąpiony najpierw powolnym arciem pełnym walk z noname-ami, a potem... wręcz przeciwnie, od jakiegoś 160. odcinka Bleach staje się niemalże ciągiem nieustannych walk z fabułą okrojoną do minimum. Nie wiem co gorsze.

image.png Mayuri Kurotsuchi nadal wymiata. Przez jakieś 10 odcinków, bo może w tylu się łącznie pojawił od początku trzeciego arcu do momentu, w którym jestem (109-280) (nie licząc fillerów, których jeszcze nie obejrzałem). Jego laboratorium w arcu fillerowym o Bountach (64-108) miało dużą ekspozycję. W odcinkach kanonicznych po 109 pojawiło się nie wiem, raz czy dwa. Kona nie widziałem od wejścia do Hueco Mundo.

Najgorsze w Bleachu jest to, że... te nieustanne walki generalnie sa nadal mega dobre, nawet między słabszymi postaciami a nie tylko najpotężniejszymi. Pod względem ich przebiegu, animacji, potężnej muzyki Shiro Sagisu w ich trakcie, naprawdę Bleach postawił na pełen monumentalizm, który tak uwielbiam. Nie żałuję obejrzenia żadnej z tych walk. Z resztą nie ma porównania między "wojną" w Naruto a w Bleachu. A mimo wszystko... po prostu wolałbym więcej fabuły. W arcu Soul Society stworzono pozornie głębokie uniwersum, które nie dało się poznać. Okej, Aizen wymordował super-radę 46 mędrców. Gdzie są ich następcy, gdzie są w ogóle jacykolwiek inni mędrcy? Notabene o istnieniu tamtych 46 też się widz dowiedział dopiero wtedy, gdy już nie żyli, co było jednym z większych błędów arcu Soul Society. Trzech kapitanów dokonało zdrady i uciekło - ani ich wicekapitanowie nie zastąpili ich na stanowiskach, ani nikt inny.

Był ten wielki rytuał wykonania kary śmierci, była wielka biała wieża pokutna, do której prowadził jeden jedyny wąski most, byli strażnicy w białych strojach trzymający skazańca za liny przymocowane do szyi, było wielkie wzgórze, na którym wzbijał się w powietrze kamienny krzyż, na którym święty feniks miał świętą włócznią spalić lewitującego skazańca. To się wydarzyło w 40 odcinkach, jednych z najlepszych 40 odcinkach w historii anime. 120 kanonicznych odcinków później nie wiem o tym świecie prawie nic więcej, niż się dowiedziałem w tych 40 (no dobra, trochę jeszcze w 45 odcinkach pierwszego arcu fillerowego; ale potem w 120 kolejnych kanonikach - prawie nic). Ja uwielbiam taki patos dla samego patosu, taki monumentalizm dla samego monumentalizmu, taką podniosłość dla samej podniosłości. Tego chciałem, nie maratonu walk.

Jest 280. odcinek, a ja nadal nie wiem za co mam lubić starego dziada - przywódcę Soul Society, nawet nie pamiętam jak on się nazywa (no, po 40 minutach pisania postu przypomniałem sobie, że Yamamoto). W arcu Soul Society jego wkład w fabułę ograniczał się do chęci ukarania dwóch kapitanów, którzy przewidzieli zdradę i próbowali jej zapobiec zanim ktokolwiek inny się zorientował, potem w Arrancarcu (taką fajną grę słów wymyśliłem) przekazał parę informacji i rozkazów, potem zrobił chmurę ognia i to tyle. To już Dumbledore w filmach Harry Potter dał więcej powodów do cenienia go. O to mam żal. O ten niewykorzystany potencjał. Arc Soul Society to nie było złoto ani platyna, tylko diament. A jego ostatnie odcinki to był diament najczystszej próby. A potem najlepsze, co dostałem później, to Bawabawa.

image.png

image.png

Animacje Cero super, te pościgi, te wybuchy, super. Ichigo vs Grimmjow super. Byakuya vs gościu z oczami, super taktyczna walka na umysły. Ichigo vs Ulqiorra - goat walk w anime, szkieletor z pierwszego zrzutu ekranu super. Tylko koniec końców, ja chciałem oglądać walki dla fabuły, a nie fabułę (a właściwie jej brak) dla walk. Odstęp między kolejnymi odcinkami z danymi postaciami jest tak duży, że nie wiem jak możnaby czuć do nich przywiązanie oglądając jeden odcinek tygodniowo tak jak ludzie kiedyś musieli. W momencie, w którym się zatrzymałem, to od chyba 5-6 odcinków nie było na ekranie głównego bohatera, Ichigo. Około 120. odcinka okazało się, że ojciec Ichigo też był shinigami, Ichigo ujawnił się przed jedną z sióstr, po czym... póki co nie wynikło z tego nic, a jego rodziny (oraz Kona :( ) nie było na ekranie od ~150. odcinka ani sekundy (poza pewnie fillerami).

image.png Bawabawa - najlepsza postać wprowadzona w drugiej części anime Bleach. Wielki śmieszny fioletowy robal, który "mówi" wypowiadając w różny sposób swoje imię. Przewija się przez jakieś 10-15 odcinków.

Napisałem coś w poprzednim poście, ale wytłumaczę dokładniej jeszcze tutaj - nadal oglądając Bleacha, mam poczucie, że "brakuje mi scen". Czuję się, jakby nagrano to anime, było sobie 100% scen, które miało być, po czym ktoś ogłosił: "słuchajcie, mamy tylko 75-80% czasu antenowego, który mieliśmy mieć, więc musimy wyrzucić ze 20-25% scen. Zostawcie na pewno 20% najważniejszych, a z pozostałych 80% wybierzcie te 20-25% i wyrzućcie, ale tak, żeby nikt się nie zorientował". Jak jest podejmowana jakaś decyzja, to chciałbym zobaczyć zebranie i dyskusję nad jej podejmowaniem, a nie w lepszym przypadku retrospekcję sceny, której nie było, a w gorszym, zupełny brak tej sceny i tylko wyjaśnienie słowne przez kogoś.

Początek arcu z Arrancarami wydawał mi się zbyt wolny, ale chociaż ta powolność wynikała z fabuły, która nadal jakoś była. A potem zrobił się z tego slasher. Być może, najlepszy slasher wśród anime. Ale to uniwersum tak mi się spodobało, że chyba wolałbym gorszą fabułkę, niż lepsze walki. Estetyka nadal jest super. Nowe postacie nadal są super. No dobra, nowe postacie "Vizardów" nie są super. W skrócie: pojawili się niewiadomo skąd, chodzili za Ichigo jak dzieciak ze Shreka 4 i mówili "no trenuj z nami no" (nadal nie wiadomo dlaczego tego chcieli), Ichigo potrenował z nimi z 10 odcinków, po czym na 100 odcinków zniknęli, i nagle wrócili, żeby pomóc w finałowej walce. A wyglądają tak, jakby ich obecność jedynie co miała zrobić, to sprowadzić do Bleacha fanów One Piece'a. Muzyka jest chyba jeszcze lepsza, niż była. Dobór aktorów głosowych nadal super. Wszystko super... no ale to nie to, co w pierwszych odcinkach.

Naprawdę, nie trzeba było dużo, żeby drugą połowę Bleacha znacznie poprawić. W każdym odcinku Arrancarcu i do ~połowy arcu Hueco Mundo powinna być chociaż jedna scena z Soul Society. A potem po przejściu w tryb wojny, powinna być większa rotacja prezentowanych walk w czasie odcinka, skoro i tak kilka z nich się zawsze toczyło naraz. Te dwie zmiany, zaspokoiłyby myślę ~75% moich niespełnionych oczekiwań. Ale nawet gdyby tylko te ~50 odcinków Arrancarcu i Hueco Mundo odratowano fabularnie, po prostu zaspokajając moją chęć poznawania uniwersum, to może to by mi nawet wystarczyło, nawet gdyby potem był maraton walk.

No, w następnym odcinku, Aizen w końcu wychodzi z chmury ognia, więc może coś się ruszy w końcówce...

Bleach. Anime, w którym później wszystko jest super, ale i tak jest gorsze, niż było na początku. Fajne postacie i super walki. Fabuła też pewnie byłaby fajna, gdyby jeszcze istniała.

Ale i tak chyba polecam. Może moje oczekiwania były po prostu nierealistyczne. Może nie dało się utrzymać przez kilkaset odcinków tak wysokiego poziomu. Bleach to najlepszy niewykorzystany potencjał. Anime, w którym wszystko mi się podoba, ale i tak poczułem żal, że nie było lepsze, bo zasługiwało na to, by takie być.

Otwiera się pytanie filozoficzne - czy lepiej być najlepszym niewykorzystanym potencjałem, czy najgorszym wykorzystanym (najgorszym w sensie najsłabszym, a nie najbardziej złym w sensie zło - przeciwieństwo dobra)?

@herosik z dużym prawdopodobieństwem będziesz jedyną osobą, która przeczyta ten post, przynajmniej przez jakiś czas.

Reflinks:

Proton: https://pr.tn/ref/6QF008H0 Incogni: https://incogni.cello.so/dkFi3vdwoPM Fairphone: http://rwrd.io/uxq6wxm?c Lessly: https://lessly.pl/pages/klub-lessly?referral_code=ktcS02ZOXETNPrcIknRO IdleForest: https://idleforest.com/install?ref=8OE10V89 ASI Cloud: https://asicloud.cudos.org/?referrer=xfclRp0489inOH8t7CiJJ Vast.ai: https://cloud.vast.ai/?ref_id=513344 Mysterium Network: https://mystnodes.co/?referral_code=cvi11k8dDNWK8gMuZak3n23cARdxfyPFzKZeo73Q

Donate for the better world:

LibreOffice: https://www.libreoffice.org/donate/ /e/ OS: https://e.foundation/donate-2/ Iode OS: https://iode.tech/donations/ Mastodon: https://joinmastodon.org/sponsors Folding at Home: https://foldingathome.org/donate/ Open Search Foundation: https://opensearchfoundation.org/donate/ Organic Maps: https://organicmaps.app/donate/ Codeberg: https://docs.codeberg.org/improving-codeberg/donate/ Cachy OS: https://wiki.cachyos.org/support/donation/ Asahi Linux: https://asahilinux.org/support/

Comments · 1

  • @herosik(72)· 15d

    Też uwielbiam ten screen z Barraganem. Zajebisty koncept na postać, dawny szef Hueco Mundo, który musiał posunąć dupę przed Aizenem... Szkoda że spartolone jak wiele rzeczy w Bleachu xD.

    Bleach od trzeciego arcu kanonicznego "Arrancars" (odc. 109) staje się... gorszy. Już pierwsza scena tego odcinka była gorsza. Już samo nazwanie ekipy Aizena "Espadą", nadanie im latynoskiego motywu muzycznego i hiszpańskobrzmiących imion, całkowicie mi nie pasowało do Bleacha.

    Fani "za moich czasów" generalnie preferowali styl wybrany przez Tite, ale niektórzy narzekali jak Ty, że nie pasuje. Mi się podoba, jest troszkę z dupy, ale obrał taką, a nie inną koncepcję. Później tych walk jest niestety równie dużo :(. A w TYBW dodatkowo mocno cierpią przez liczne błędy w power levelach. Kiedyś mówiłem o tym pyszałkowato, jak to ja, ale nadal twierdzę, że gdyby Pierrot wybrał mnie do połatania fabuły, to zrobiłbym to lepiej od ich ludzi. Tite nie winię, bo to trochę inna sprawa. Miał gorsze zdrowie, stracił ochotę na rysowanie Bleacha i w ogóle. Generalnie jest sporo sprzecznych info w necie, ale ja mam Karola, a on uwielbia Blicza, jak ja DB, więc miałem bardzo dobre info (chyba w 2 albo 3 recenzji TYBW napisałem o tym). No i dał radochę śmiertelnie choremu dziecku, które chciało C.D Bleacha - ruszają mnie tego typu historie. Winię partaczy Pierrota, bo ja z Karolem ogarnąłbym to za przysłowiowe pół litra... Nie no żartuję, takie umiejętności nie przyszły za darmo ;D.

    W arcu Soul Society stworzono pozornie głębokie uniwersum, które nie dało się poznać. Okej, Aizen wymordował super-radę 46 mędrców. Gdzie są ich następcy, gdzie są w ogóle jacykolwiek inni mędrcy? Notabene o istnieniu tamtych 46 też się widz dowiedział dopiero wtedy, gdy już nie żyli, co było jednym z większych błędów arcu Soul Society. Trzech kapitanów dokonało zdrady i uciekło - ani ich wicekapitanowie nie zastąpili ich na stanowiskach, ani nikt inny.

    Potem będzie gorzej pod tym względem. O tym właśnie mówiłem. Jeśli chodzi o power levele, miałem kilkanaście pytań do ludzi Pierrota, bo odcinki były mega dziurawe. Po prostu przez to, że w zbyt krótkim czasie, zbyt wiele postaci pokazało "full pała", a potem kolejna postać mówiła: "pff, ty wypierdzie, jeb" i tak w kółko. To nawet nie musisz myśleć, to po prostu wali po oczach, jak masz już jakieś obycie w szonenach lub masz wysokie iq (tu nie mówię o sobie, a znajomym - Arturze, który nie był jakimś wybitnym fanem DB, a kilka razy zagiął na mnie parola, jak broniłem Toriyamę w tej materii).

    W arcu Soul Society jego wkład w fabułę ograniczał się do chęci ukarania dwóch kapitanów, którzy przewidzieli zdradę i próbowali jej zapobiec zanim ktokolwiek inny się zorientował, potem w Arrancarcu (taką fajną grę słów wymyśliłem) przekazał parę informacji i rozkazów, potem zrobił chmurę ognia i to tyle. To już Dumbledore w filmach Harry Potter dał więcej powodów do cenienia go.

    MAM DOKŁADNIE TO SAMO ODKĄD OBEJRZAŁEM BLEACHA PO RAZ 1 XDDD. Sorry za caps, musiałęm, myślałem że jestem jedyny na świecie, który to widzi XDDD.

    O to mam żal. O ten niewykorzystany potencjał. Arc Soul Society to nie było złoto ani platyna, tylko diament. A jego ostatnie odcinki to był diament najczystszej próby. A potem najlepsze, co dostałem później, to Bawabawa.

    Yes, Bleach i HxH to dwa największe scamy w historii battle shounenów. Mega potencjał, ale tak zmarnowany, że hej. W obu przypadkach z róznych powodów. Bardziej niż w DB - biorąc pod uwagę zakres możliwości.

    Nowe postacie nadal są super. No dobra, nowe postacie "Vizardów" nie są super. W skrócie: pojawili się niewiadomo skąd, chodzili za Ichigo jak dzieciak ze Shreka 4 i mówili "no trenuj z nami no" (nadal nie wiadomo dlaczego tego chcieli), Ichigo potrenował z nimi z 10 odcinków, po czym na 100 odcinków zniknęli, i nagle wrócili, żeby pomóc w finałowej walce. A wyglądają tak, jakby ich obecność jedynie co miała zrobić, to sprowadzić do Bleacha fanów One Piece'a. Muzyka jest chyba jeszcze lepsza, niż była. Dobór aktorów głosowych nadal super. Wszystko super... no ale to nie to, co w pierwszych odcinkach.

    +1

    Otwiera się pytanie filozoficzne - czy lepiej być najlepszym niewykorzystanym potencjałem, czy najgorszym wykorzystanym (najgorszym w sensie najsłabszym, a nie najbardziej złym w sensie zło - przeciwieństwo dobra)?

    To drugie, bo w przypadku 1 masz fantazje, które mogą być prawdziwe... Albo i nie. Dyskutujesz i walczysz ze swoimi i cudzymi myślami i wizjami. A tak masz konkret. Dlatego wolę DB przy wszystkich jego wadach, bo tam też (jak się wczytasz w mangę lub skupisz na anime) widać naprawdę dużo miodu, tylko ukryte pod jeszcze większą stertą gnoju niż w Bleachu. Żeby DB błyszczało tak, jak mogłoby, potrzeba solidnego remake'u, a w przypadku Bleacha coś jak DB Beerus względem DB Super (no może troszkę więcej, ale kierunek ten sam) - mocnego odświeżenia. Albo jak Oblivion i ten najnwszy remake'o-remaster.