Przejście od biologicznego potworka do chrupiącego fileta to jeden z najbardziej fascynujących i moralnie wątpliwych procesów w naturze. Spójrzmy prawdzie w oczy: nowonarodzony kurczak nie jest symbolem piękna. To mały, drgający dowód na to, że ewolucja czasami idzie na skróty, a natura lubi testować naszą psychikę.
Świeżo wyklute pisklę nie budzi zachwytu, lecz egzystencjalny niepokój. Przez pierwsze godziny życia przypomina ono kosmiczną gąbkę, która uciekła z laboratorium genetycznego. To stworzenie zbudowane z czystego chaosu i złych proporcji:
Tekstura: Mokry, posklejany puch, który nadaje mu wygląd nowo narodzonego Uruk-Hai. Spojrzenie: Puste, przerażające ślepia wpatrzone w otchłań, pozbawione jakichkolwiek oznak inteligencji czy wdzięczności za dar istnienia. Anatomia: Nadwymiarowe, koślawe stopy, które wyglądają, jakby zostały doklejone od zupełnie innego gatunku w celach czysto satyrycznych.
Gdyby kosmici wylądowali na Ziemi i zobaczyli świeżo wyklutego kurczaka, natychmiast odpaliliby protokół sterylizacji planety. Jednak czas działa cuda, zwłaszcza w połączeniu z odpowiednią karmą. W miarę jak pióra wysychają, a kanciasta sylwetka nabiera krągłości, stwór przechodzi metamorfozę, która przeczy prawom logiki. Z obrzydliwego strzępka materii wyrasta pierzasty wszystkożerca, który co prawda dalej nie grzeszy lotnością umysłu, ale zyskuje przynajmniej mniej lub bardziej estetyczną powłokę. To ten moment w cyklu życia, w którym kosmiczny potworek zamienia się w pasywno-agresywnego sąsiada grzebiącego w grządkach. Gdyby kurczaki przez cały cykl życia wyglądały tak, jak w pierwszej minucie po wykluciu, ludzkość dawno wprowadziłaby globalny zakaz ich hodowli. Zjadanie czegoś, co wygląda jak mokry mop nasączony ejakulatem, byłoby aktem surrealizmu.
Choć w sumie Azjaci lubią dziwniejsze rzeczy.
Po odpowiednim procesie kulinarnym, poddaniu działaniu wysokiej temperatury, panierki z bułki tartej oraz sekretnych przypraw, estetyczny błąd w matrixie staje się dziełem sztuki. I tak przecież kurczaka najczęściej widzimy w sklepie w formie rozczłonkowanej. Po odpowiedniej obróbce termicznej. Zostaje tylko czysta, chrupiąca esencja sukcesu cywilizacyjnego. Bo na tym polega wielkość gatunku ludzkiego: potrafimy wybaczyć naturze każdą obrzydliwość, o ile da się ją podać z frytkami i sosem czosnkowym.
A w ogóle to Popeyes >> KFC Change my mind.



