scrobble.life
← All reviews
Anime

Bezspoilerowa recenzja "The legend of Korra"

Review by @herosik · 1757d · of The Heroic Legend of Arslan

Korra oku.jpg

"Avatar the Last Airbender" to jeden z tych światowych fenomenów, które mnie ominął. Pamiętam, jak często ten tytuł był wymieniany jako "Must watch", gdy byłem w liceum, a potem na studiach. Wielu moich znajomych często mówiło (zarówno fani anime, ludzie którzy oglądali tylko battle-shouneny jak "Naruto" lub anty-fani Japońskich kreskówek): "O kurwa, czegoś takiego to jeszcze nie było!". Może się mylę, więc jeśli tak jest, to proszę o poprawę, ale wydaje mi się, że mogę go porównać do "Naruto" lub "Fullmetal Alchemist". Nie tylko ze względu na światową popularność, ale i poziom animacji, fabułę która porusza podobne wątki, jak i podobną stylistykę. Avatar ma dużo wspólnego ze wszystkimi battle-shounenami, ale moim skromnym zdaniem, jest mu najbliżej mu do w/w tytułów. Momentami miałem również skojarzenia z "Batman the Animated Series" w tej kwestii, że twórcy po mistrzowsku balansowali na granicy kreskówki dla dzieci, a taką przeznaczoną dla starszych nastolatków lub 20-latków, którzy są zmęczeni powtarzalnymi schematami z Japonii i potrzebowali świeżego spojrzenia. W porównaniu do kultowej kreskówki z Batmanem chodzi o to, że oba tytuły są ewidentnie skierowane do najmłodszych, ale ich treść jest w ten sposób napisana i przedstawiona, że dorośli zobaczą więcej (np. dostatecznie mocno zarysowaną brutalność lub dojrzałe postacie, które musiały zostać spłaszczone na potrzeby zdolności poznawczych małych dzieci), a jednocześnie będą się podniecali serialem tak, jak główna grupa docelowa. Pomijam tu świetnie zaanimowane walki i pomysłową choreografię, o tym pomówię w stosownym akapicie. Porównałbym to też do dwóch filmów Avengers - "Infinity War" i "Endgame". Czemu? Bo kreskówka telewizji Nickelodeonu podobnie jak te dwa filmy Disneya-Marvela, wyciska maksimum z tego, co można pokazać dzieciom, jednocześnie jedynie delikatnie przekraczając granicę. Nie w tak bezpośredni sposób, co w IW, w którym armia Thanosa wyglądała autentycznie przerażająco jak na standard PG-13, ale momentami musiałem naprawdę użyć mózgu i zastanowić się nad pewnymi postaciami i ich zachowaniami. Czasem nawet bardziej niż w przypadku "Naruto", czy "Hunter x Hunter", które są mniej wymagające od obu adaptacji FMA.

Korra1.jpg

Korra2.jpg

Wiem, trochę pokręciłem we wstępie mieszając oba seriale. Nie widziałem jeszcze "The Last Airbender", więc nie wiem, czy powyższe słowa również pasują do 1 serii, ale po rozmowach z Karolem i Olą, którzy są najbardziej kompetentnymi fanami obu seriali, których znam, stwierdzam że nawet jeśli się mylę, to w niewielkim stopniu. Zatem... Jakiś czas temu nie miałem co oglądać ze swoją dziewczyną, stwierdziłem więc że dla odmiany od seriali z żywymi aktorami, obejrzymy taki animowany. I powiem tak - 1 sezon absolutnie mnie zachwycił. Ja pierdolę, to było zaskoczenie na poziomie "FMA: Brotherhood" - genialnie napisana fabuła, genialnie wykreowane postacie, które zachowują się jak normalni ludzie, a nie są nadmiernie ugrzecznione, relacje między nimi, znakomita animacja, system mocy, walki (ich dynamika i choreografia), tempo akcji, budowanie uniwersum, pomysł na nie. No anime 10/10 - jeśli oglądacie cokolwiek, to rzućcie to w cholerę i teraz już NATYCHMIAST proszę oglądać Korrę! Niestety, potem były gorsze sezony, które w moim mniemaniu są słabsze od 1 niemal pod każdym względem.

Korra4.jpg

Korra3.jpg

Najpierw jednak zacznę od opisu fabuły. "Legend of Korra" to kontynuacja 1 serii. Tej jak już mówiłem, nie widziałem, ale wydaje mi się że można obejrzeć Korrę mimo nieznajomości serialu o Aangu. Fakt, nie do końca zrozumiemy niektóre motywy lub postacie, ale jeżeli coś tam wiecie o 1 serii (z rozmów ze znajomymi, obserwowania dyskusji w internecie, oglądania filmików lub omówień na YT), to moim zdaniem zrozumiecie większość z nich. Z drugiej strony, to kreskówka przeznaczona dla dzieci, więc nie ta nie powinna być aż tak niezrozumiała, zwłaszcza dla nowych widzów (a byłoby głupio ograniczać sobie widownię tylko do tego grona, które zna Aanga). Korra to kolejne wcielenie Avatara, istoty która jest w stanie kontrolować wszystkie żywioły. Tych jest kilka - woda, ogień, powietrze, ziemia, energia (oraz ich podtypy, jak magma, błyskawice, umiejętności lecznicze, magia krwi, metal, piasek). Magowie są w stanie opanować jeden żywioł i tylko Avatar posiada moc do korzystania ze wszystkich z nich. Fabuła drugiej serii dzieje się 50-60 lat, a może i więcej po 1 sezonie. Magia to nie jest jedyny element fantastyczny, są też różne wioski, społeczności, które jako żywo przypominają ich odpowiedniki z różnych anime, fantastyczne stworzenia, chimery, jak w DB, FMA, Naruto. Gdybym miał to porównać w krótki sposób do anime, to powiedziałbym że to taki mix "Naruto" i "Fullmetal Alchemist". Korra ma 4 sezony, każdy po kilkanaście odcinków. Każdy z nich skupia się na innych aspektach, ale łączą się w jedną całość.

Korra5.jpg

Nie będę omawiał każdego z nich, bo recenzja byłaby zbyt długa + trudno byłoby mi uniknąć spoilerów, więc omówię ogólnie 1 sezon, a o pozostałych powiem tylko to, co mi się nie podoba lub podoba, ale bez wnikania w szczegóły. Akcja rozgrywa się przede wszystkim w mieście republiki, metropolii którą można porównać do wielkich aglomeracji miejskich jak Londyn, Nowy York etc. Trafia do niego Korra, której znudziło się życie na odludziu i mozolne przygotowanie do pełnienia roli Avatara. Uciekła od swojego mistrza Tenzina, by poznać innych ludzi i zasmakować wielkomiejskiego życia. Na skutek różnych wydarzeń, poznaje tam Mako, jego młodszego brata Bolina, Asami Sato oraz kilka innych postaci. W trakcie poznawania uroków życia nieznanych na dalekiej prowincji, wpada w różne kłopoty - popada w konflikt z szefową policji miasta Republiki oraz Równościowcami. Temu ruchowi przewodzi tajemniczy Amon. Charyzmatyczna, silna postać ubrana w charakterystyczną maskę, przez co przypomina mi Chara Aznable'a z "Gundama" lub Laughing Mana z serialu telewizyjnego "Ghost in the Shell". Posiada on moc odebrania talentu każdemu magowi, co w połączeniu z wyjątkowymi umiejętnościami walki, czyni z niego wybitnie niebezpieczną postać. Tak jak wspominałem w 2 akapicie, nie jestem w stanie znaleźć słabszych elementów w 1 sezonie. Wszystko wygląda świetnie, fabuła jest idealnie przemyślana i zrealizowana - każdy odcinek ma idealne tempo, nie ma dłużyzn, czy zbędnych elementów. Chłonąłem wszystko tak, jak w przypadku FMA lub podczas najlepszych etapów "Naruto", czy "Hunter x Hunter".

Korra6.jpg

Korra7.jpg

Nie mogę natomiast narzekać na animację. Nie zależy mi aż tak na znajomości tej kreskówki, więc nie zagłębiałem się w jej twórców (mówię tu głównie o pierwszej serii, drugą robiło koreańskie studio MIR - pomijając część 2 sezonu, za które odpowiedzialne jest japońskie studio Pierrot). No więc... WOW! Od "FMA: Brotherhood" żaden serial tego typu nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia (pomijając pojedyncze odcinki lub filmy kinowe, jak te nowe od "One Piece", "Dragon Ball Super: Broly", bo w nich można pozwolić sobie na więcej). Fakt, mamy pewne elementy znane z "Naruto", niektóre wręcz na żywca skopiowane z tego anime lub FMA, ale z drugiej strony, trudno tego uniknąć przy takim systemie mocy. Co innego w przypadku magii wiatru, która była dla mnie absolutną nowością. Nie wiedziałem, że tak można wykorzystać ten typ magii, mimo że to było dość oczywiste - np. uniki dzięki dostosowaniu się do ruchów powietrza, czy wykorzystaniu jego mocy lub prędkości do zadawania mocniejszych obrażeń. Genialna rzecz, której nie widziałem w żadnym anime opierającym się na walkach i nadnaturalnym umiejętnościom (a nawet jak były, to autorzy podeszli do nich mało kreatywnie i takowych było zdecydowanie mniej niż w przypadku Avatara - tak, w przypadku Hiromu Arakawy również). Wiele ujęć, kreatywnego przedstawienia walk lub zastosowania poszczególnych żywiołów nie widziałem w tego typu produkcjach, głównie dlatego, że wymagają zbyt dużo rysowania, animowania, zaangażowania, czasu i pieniędzy. Tutaj dość często reagowałem w sposób: "O kurwa, to tak można?!". Można narzekać na fabułę, ale w kwestii animacji i kreski, to absolutna czołówka battle-shounenów, jakie widziałem. Zanim przyjdą ludzie narzekający na niektóre elementy lub CGI, które czasami jest uproszczone - tak, dostrzegłem te słabsze rzeczy, ale przymykam na nie oko, bo nie są to istotne sprawy. Twórcy zrobili jak należy te najważniejsze elementy, a te pozostałe trzymają akceptowalny poziom, więc narzekanie na nie uważam za nieuzasadnione.

Korra9.jpg

Korra8.jpg

Reasumując, w przyszłości zapewne obejrzę wraz z dziewczyną historię Aanga, ale to dopiero za jakiś czas. Asia i ja jesteśmy trochę zmęczeni bing-watchingiem Korry. Seans nie był męczący (przynajmniej dla mnie, moja dziewczyna trochę narzekała im bardziej zbliżaliśmy się do końca), ale czuję zbyt duży przesyt. Nie chcę by to rzutowało na moją ocenę Aanga, a mam obawy że tak mogłoby się to skończyć. Kreskówkę oceniam na 8/10, choć ta może się z czasem zmienić na mocne 8.5/10 lub spaść do +7/10. Niemniej uważam, że 8 jest odpowiednia - generalnie to wartościowa kreskówka, którą warto obejrzeć zamiast wielu battle-shounenów. Choćby dla świeżego spojrzenia, co jeszcze można zrobić w tym gatunku zamiast powielać utarte schematy. Poza tym, dostaniemy wszystko to, co lubimy oglądać w japońskich mangach - duży świat pobudzający wyobraźnię, dużo mistycyzmu, wielu różnych przykładów, jak się samodoskonalić, inspirujące lub po prostu ciekawe postacie, wspaniałe walki. Dziękuję Ci Karol za ekspertyzę i korektę niektórych merytorycznych błędów.

Voted by
  • @bartheek
  • @dlstudios
  • @rozku
  • @amirl
  • @darth-azrael
  • @maciejficek
  • @darth-cryptic
  • @retrodroid
  • @barreloflaughs
  • @dotevo
  • @mariogrochu89
· 11 votes

Comments · 1

  • @barreloflaughs(62)· 1756d

    Oglądało się maraton Aanga na Nickelodeon haha :) Dawno nie oglądałem battle-shounena. W sumie to od czasu obejrzenia 3 raz Hunter x Hunter nie tykam nic poza najnowszymi odcinkami One piece'a. Ale może się skuszę na korrę :D Świetna recenzja, pozdrawiam.