scrobble.life
← All reviews
Anime

Omówienie 4 tomu "Legend of the Galactic Heroes"

Review by @herosik · 1766d · of Legend of the Galactic Heroes

oku.jpg

Kilkanaście lat temu , rozmawiałem ze swoim dawnym kumplem o nielicznych wadach tego tytułu. Wówczas nie rozumiałem go, jak również wielu innych rzeczy. Narzekał przede wszystkim na dwie rzeczy - Phezzan i to, że Yoshiki Tanaka trochę nie przemyślał koncepcji tego uniwersum oraz statusu quo. Chodziło mu o to, że akcja książek ma miejsce wiele tysięcy lat po współczesnym nam wydarzeniach (chodzi o jeszcze dłuższy okres niż początek Rzymu do lat 2000-2010), tj. mimo, że minęło tyle lat, to ludzie żyją i myślą, jak w naszych czasach. Ponadto wizja przyszłości mimo niektórych aspektów (specjalne łóżka do regeneracji, większy udział robotów w życiu codziennym, czego nie ma w anime, poruszanie się w nadprzestrzeni, terraformacja planet etc.), jest dość archaiczna. Częściowo można to uzasadnić tym, że autor nie skupiał się na tym i stworzył po prostu atrakcyjną otoczkę dla czytelnika (bo umiejscowienie jej np. w poprzednich epokach, mogłoby być zbyt nudne). Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że książki zostały napisane dawno temu i z uwagi na złożoność ich treści, nie był w stanie przemyśleć wszystkiego od A do Z i pewne problemy "wyskoczyły" w trakcie pisania. Mimo, że pisarze fantastyki słusznie przewidzieli wiele rzeczy, to co najmniej tyle samo wizji (delikatnie szacując) uległo dezaktualizacji, bo po prostu nie da się przewidzieć rozwoju społeczeństwa, trendów w nauce lub rozwoju techniki. Wynika to z tego, że nie rozwijają się one linearnie i czasem pojedyncze odkrycie lub seria odkryć, może w znaczący sposób zmienić kierunek i/lub tempo zmian.

0.jpg

Jeśli o mnie chodzi, to przymykam na to oko tak długo, jak dane uniwersum jest wewnętrznie spójne. Nie rozumiem ludzi, którzy to absolutnie negują lub ignorują - jaki jest w tym sens, skoro mówimy o dziełach będących wytworem ludzkiej wyobraźni i nijak się mają do współczesności lub przeszłości? Zwłaszcza takich, które dzieją się w dalekiej przyszłości lub w fikcyjnym świecie. Moim zdaniem, to że ludzie żyją i ubierają się jak my lub nasi przodkowie sprzed około 200 lat, jest do obrony - ludzie osiągnęli taki poziom rozwoju, że nie da się wymyślić nic nowego, więc po co wprowadzać zmiany na siłę? Jasne, stoi to w sprzeczności z naszym rozwojem i sposobem życia na przestrzeni np. 500 lat, ale można założyć, że historia Ziemi w LotGH-u potoczyła się nieco inaczej od naszej. Nie jestem w stanie wytłumaczyć archaizmu ws. rozwoju medycyny w tym uniwersum, więc odwołam się do argumentu, że dla autora nie było to aż tak ważne i nie poświęcił temu zbyt dużo atencji. Tak samo w przypadku przestarzałego postrzegania państw i innych, niewymienionych przeze mnie aspektów. Jasne, to są błędy (względem dzisiejszej ery i tego, jak dziś widzimy naszą ewentualną przyszłość), ale z uwagi na liczne zalety tego tytułu, jestem tolerancyjny względem jego słabszych elementów.

Phezzan.webp

Phezzan natomiast to coś innego. Ta frakcja jest zbędna, przynajmniej do pewnego momentu i autor nie miał pomysłu, jak ich dalej poprowadzić. Ich "romans" z kultem Ziemi, jest nie tylko zbędny, ale i szkodliwy dla fabuły. Można odnieść wrażenie, że Tanaka nie przemyślał dokładnie ich roli w tej historii, co spostrzegł w trakcie pisania i próbował znaleźć jakiekolwiek uzasadnianie dla ich istnienia. Moim zdaniem, dużo ciekawiej by to wyglądało, gdyby Imperium lub FPA ich pokonało. Co z tego, że udzielają pożyczek obu stronom konfliktu, skoro można ich łatwo wyeliminować? Nie mają armii, a pieniądze choć są niezbędne do prowadzenia wojen, to nie wygrywają ich w sposób bezpośredni. Robi to wojsko, a pod tym względem dominuje nad nimi nawet FPA, zaś historia dostarczyła nam odpowiednio wiele przykładów w postaci silnych ekonomicznie państw lub frakcji, które przegrywały z najeźdźcami z potężniejszym lub liczniejszym wojskiem. Poza tym, jaki to problem wyeliminować kredytodawcę i zająć jego majątek, jeśli mamy taką możność i nie spotka nas za to kara (lub będzie ona odwleczona w czasie)? Gdy czytałem intrygę, jaką wymyślił Reinhard by pozbyć się Cesarza oraz jak wyglądała jego rozmowa z przedstawicielem Rubinsky'ego, to czułem się jakby Tanaka parodiował swoją książkę w stylu "Trailer Park Boys". Przecież armia Imperium mogła bez problemu naszczać na traktaty i przejść przez ich terytorium, by zaatakować Sojusz z innej strony (co też uczynili pod koniec tego tomu). Gdyby ci się stawiali, to Reinhard lub Oberstein mogliby powiedzieć - "Nie macie armii, więc wasza opinia jest gówno warta." W ostateczności mogliby ogłosić aneksję tego państwa lub w ekstremalnej sytuacji, złamać ich i siłą zmusić do posłuszeństwa.

1.jpg

2.jpg

Dosyć tego narzekania... Albo nie, jeszcze chwila. 4 tom jest IMO najsłabszy z tych, które póki co czytałem. Niewiele się dzieje, istotnej treści jest mało, generalnie połowa książki to taka cisza przed burzą. Rozmowy w Imperium, imprezy i luźne życie w fortecy Yanga, planowanie ataku na FPA, retrospekcje opisujące przeszłość Imperium i poprzednich Cesarzy, działalność Phezzanu i jego urzędników... Nuda, aczkolwiek część z tych wątków była choć trochę ciekawa. Np. miłosne podboje Poplina i Walter von Schönkopfa, zabawnie się czytało ich sprzeczki skupiające się na krytyce gustów względem kobiet i mierzenia swoich kutasów. Wątek Juliana był również dość ciekawy, ale póki co nie dostaliśmy zbyt wiele poza tym, że przeniesienie go do regimentu na Phezzanie pokazało, jak bardzo Yang go potrzebuje, a Julian swojego przybranego ojca. Ciekawa też była jego obecność na bankiecie wśród elity Phezzanu, ale niewiele ponad to. Naprawdę ciekawie się zaczęło robić pod koniec, gdy Reuentahl poprowadził dywersyjny atak na korytarz Iserlohn, zaś jego przyjaciel Mittermeier, rozpoczął inwazję na planetę kupców i ekonomistów. Świetnie się sprawdził jako tymczasowy zarządca podbitym terytorium - wprowadził swoje przepisy względem zniewolonych mieszkańców, szybko zajął kluczowe miejsca, zabronił swoim żołnierzom gwałtów, rabunków, prowokacji etc. pod groźbą kary śmierci. Podobało mi się to, że podszedł do sprawy poważnie i nie ukrywał publicznych egzekucji przed lokalną ludnością - nie chciał stracić ich zaufania oraz sprowokować zbrojnych powstań. Gdy trójka żołnierzy zgwałciła jedną z dziewczyn, to przeprosił ją, po czym kazał rozstrzelać trójkę zbrodniarzy. Tak jak w tym tomie czytałem większość rozdziałów będąc znużonym (z krótkimi przerwami na pod-rozdziały, które były ciekawe), tak pod koniec poczułem się jak przy wcześniejszych odcinkach - czytałem niektóre strony po kilka razy, rozkoszując się tym, co widzę oczami wyobraźni podczas analizy tekstu. Mam nadzieję, że kolejny tom mi to wynagrodzi.

reu vs schenkopp.jpg

3.jpg

4.jpg

Tak jak w omówieniu 3 tomu chwaliłem Tanakę za to, że rozbudowuje uniwersum od środka, poświęca więcej uwagi postaciom i interakcjami między nimi (kosztem bitew i wątków skupiających się bezpośrednio na walce i wątków geopolitycznych), tak czytając 4, czuję się jakbym oglądał początek inwazji na pałac Meruema w HxH lub anime OP. To znaczy, jest za dużo przeciągania, a za mało ciekawej treści i gdyby ograniczyć się tylko do tych ważnych, to książka byłaby krótsza tak o 1/3 stron. Poza tym, tych spokojnych, przegadanych momentów jest po prostu za dużo. Gdyby nie zalety o których wcześniej napisałem, relacje na linii Poplin-Julian-Schönkopf i Mittermeier-Reuentahl, to mój entuzjazm by drastycznie opadł. Rozmowy o kobietach, zwłaszcza podane w taki sposób, zawsze są dla mnie zabawne. Red-pillowy Reuentahl byłby godnym rywalem na tym polu dla prawej ręki Yanga lub Poplina, gdyby rywalizowali na tej płaszczyźnie. Btw. w tym tomie mieliśmy prawdziwą walkę między nimi - oddział Waltera dokonał abordażu na statek Reuentahla, gdy ci stosowali taktykę hit&run (by osłabić czujność przeciwnika, by ich wkurwić, by odwrócić ich uwagę - taktyka stosowana w grach RTS i normalnych działaniach wojennych). Poza tym podobają mi się inne rozmowy między dwójką admirałów Reinharda. Nie są mu bezwzględnie oddani i dostrzegają, że śmierć Kircheisa wpłynęła na niego negatywnie w niektórych aspektach. Rudowłosy był dla niego takim bezpiecznikiem - nie mógł sobie pozwolić na niektóre akcje, bo wywołałoby to jego stanowczy sprzeciw. Hilda stara się jak może, ale ze względu na słabość jej rodu i krótszą znajomość z Reinhardem, musi mu częściej ustępować lub udawać, że czegoś nie widzi. Nie winię jej, powody powyżej, ambicja Lohengramma zwyczajnie ją przerosła.

11.jpg

12.png

A skoro o tym mowa, to na koniec powiem że podobała mi się przemowa faktycznego władcy Imperium do wszystkich ludzi we wszystkich galaktykach. Można ją streścić w ten sposób - "Nie będzie negocjacji, ich czas minął. Będziemy się napierdalać!". Ten etap LotGH-a pamiętam dość słabo, więc na pewno wiele wątków mnie zaskoczy przy odkrywaniu ich na nowo. Ciekawią mnie również losy Juliana Mintza,a konkretniej to jak sobie poradzi w niebezpiecznym środowisku bezwzględnych i dwulicowych kosmicznych Żydów (to nie moja złośliwość, Tanaka tak ich wykreował i wydaje mi się, że moje skojarzenia z obywatelami Izraela są nieprzypadkowe). Gdy oglądałem ten etap w starym anime, to nie interesował mnie on ani trochę. Co innego w książkach, w których autor ciekawiej przedstawił jego przygodę oraz relacje między postaciami z FPA. No cóż, lato się kończy, więc zapewne nie będę czytał tak szybko książek (bo lubię je czytać głównie podczas spacerów po lesie lub parku), ale postaram się zmotywować, by komputer, internet i inne rzeczy nie rozpraszały mnie w trakcie czytania.

Voted by
  • @hallmann
  • @kapitanrosomak
  • @anadello
  • @bezkresu
  • @joeyarnoldvn
· 5 votes

Comments

No comments yet — be the first.