scrobble.life
← Back

Title · no scrobbles indexed yet

Legend of the Galactic Heroes

The first scrobble for this title is still propagating, but a community review is already indexed below.

Reviews

Longform community posts about this title

The legend of the Galactic Heroes—A novel turned anime@omokhafue310d
Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post

Comments

No comments yet — be the first.

9 more reviews

  1. Anime - Legend Of The Galactic Heroes@criptomaster1359d

    Hello!

    Legend of the Galactic Heroes is a series of science fiction novels written by Yoshiki Tanaka.

    Legend_of_the_Galactic_Heroes_Anime_Visual.webp Ref: https://legendofthegalacticheroes.fandom.com/wiki/Legend_of_the_Galactic_Heroes_(anime)?file=Legend_of_the_Galactic_Heroes_Anime_Visual.jpg

    The story is staged in the distant future within our own Milky Way Galaxy, starting in SE 796/IC 487/AD 3596.  A portion of the galaxy is filled with terraformed worlds, inhabited by interstellar traveling human beings. For 150 years, two mighty space powers have intermittently warred with each other: the Galactic Empire and the Free Planets Alliance.

    Within the Galactic Empire, based on mid-19th-century Prussia, an ambitious military genius, Reinhard von Müsel, later conferred the name Reinhard von Lohengramm, is rising to power. He is driven by the desire to free his sister Annerose, who was taken by the Kaiser as a concubine. Later, he wants not only to end the corrupt Goldenbaum dynasty, but also to defeat the Free Planets Alliance and unify the whole galaxy under his rule.

    In the Free Planets Alliance Star Fleet is another genius: Yang Wen-li. He originally aspired to become a historian through a military academy and joined the tactical division only out of need for tuition money. He was rapidly promoted to commodore because he demonstrated excellence in military strategy in a number of decisive battles and conflicts. He becomes the arch-rival of Reinhard, though they highly respect one another. Unlike Reinhard, he is better known for his underdog victories and accomplishments in overcoming seemingly impossible odds and mitigating collateral damages and casualties due to military operations.

    @criptomaster

    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post
  2. "Legend of the Galactic Heroes", volume 5 review@herosik1631d
    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post
  3. Omówienie 5 tomu "Legend of the Galactic Heroes"@herosik1663d

    aa.jpg

    No, w końcu powrócił LotGH, który tak bardzo polubiłem. Kosmiczni Żydzi z Phezzanu dostali kopa w dupę od Imperatora Reinharda i wrócili tam gdzie ich miejsce, a my możemy ponownie oglądać konflikt między FPA, a Imperium. Coraz lepiej rozumiem narzekania na ten etap "Legend of the Galactic Heroes". Szkoda, że Tanaka nie wyrzucił wątku z kultystami Ziemi, bo oni jedynie psują tę opowieść. 5 tom rozpoczął się mniej więcej w tym samym miejscu i czasie, co 4 zakończył - na imprezie z okazji zakończenia roku. Początek tego tomu stanowi przedstawienie tego, jak obie strony świętują ostatnie chwile spokoju przed kolejnym etapem wielkiej wojny. A przynajmniej u niektórych, bo Imperium wkroczyło na terytorium należącym do Phezzanu, a politycy FPA są dosłownie zesrani ze strachu przed utratą swoich pozycji. To był uroczy widok, gdy politycy włazili w dupę Yangowi bez użycia lubrykantu i traktowali go jak służące Sułtana, gdy ten przechadzał się po swoim haremie. Byli gotowi zrobić niemal wszystko, byleby tylko obiecał im że zrobi wszystko, by odesłać zagrożenie daleko od ich granic.

    2.jpg

    Ale nie uprzedzajmy faktów, nim do tego dojdzie, Yang opuści fortecę Iserlohn. Taktyka Reinharda polegająca na ataku z dwóch stron (na Heinesen z korytarza Phezzanu oraz na kosmiczną twierdzę z drugiego korytarza) spowodowała, że najwybitniejszy dowódca sojuszu musiał odlecieć ze swojej bezpiecznej bazy. Nie miał innego wyjścia, gdyby jej nie opuścił, to stolica jego państwa by upadła, a twierdza pomimo swej siły ognia i samowystarczalności, w końcu by musiała upaść. W najgorszym razie musieliby powtórzyć manewr z 3 tomu - tj. stworzyć kolejną silną twierdzę i wysłać ją w okolice Iserholn. W najgorszym razie Reinhard musiałby poświęcić wielu żołnierzy oraz pieniędzy, ale zapewne straty byłyby mniejsze niż w przypadku 1 bitwy. Jak wynika z tego tomu, mimo wielu zalet twierdzy, to nawet ona nie jest niezniszczalna. Garnizon Yanga nie był w stanie jej naprawić - wiele wieżyczek obronnych było zniszczonych, a pancerz został częściowo uszkodzony, co moim zdaniem znacząco ułatwiłoby kolejne uderzenie. Jednakże Yang nie pozostawił twierdzy bez kilku niespodzianek - umieścił mnóstwo małych bomb w różnych miejscach, skasował wszystkie dane i oprogramowanie (które wzięli ze sobą, by w razie powrotu do fortecy, mieć przynajmniej ten problem z głowy) oraz zostawił jedną, dużą niespodziankę. Niestety nie dowiedzieliśmy się co to jest, przynajmniej póki co (choć to może być moja wina i zapomniałem). Te bomby nie są dużym problemem, ale Yang umieścił ich tak dużo i w tak różnych miejscach, że inżynierowie imperialni będą ich szukać przez długi czas. Będą tak tym pochłonięci, że prawdopodobnie nie dostrzegą największego zagrożenia. Generalnie podobał mi się ten wątek oraz to, jak zachował się Yang i von Reuentahl.

    1.jpg

    A skoro mowa o tym, co mi się podoba - w jednym z rozdziałów, Yoshiki Tanaka poruszył temat, o którym lubi mówić dr Jacek Bartosiak, Tyranii Dystansu. Powiedział o tym założyciel FPA oraz jeden z jego następców - "Uciekniemy tak daleko, że Imperium nie będzie się opłacało za nami lecieć i będziemy mieli spokój przez dłuższy czas.". Przeszukałem pobieżnie Google i YT i nie mogłem znaleźć wyjaśnienia tego sformułowania, więc wyjaśnię to w skróconej formie. Raczej się nie pomylę, ale mogę nie napisać o czymś istotnym. Zatem o Tyranii Dystansu mówi się np. w kontekście wojny między Chinami, a USA na Pacyfiku. Jest to gigantyczny obszar o powierzchni 165 200 000 km² (dla porównania, powierzchnia Europy - 10 180 000 km²). Czyli tak 16 razy większy. Mimo, że od czasów 2 Wojny Światowej minęło wiele lat, to dla armii USA nadal stanowi to olbrzymie wyzwanie przy ewentualnym konflikcie. Trudno się na nim bezpiecznie poruszać, brakuje punktów odniesienia na wodzie lub lądzie i trzeba się opierać na położeniu gwiazd. W świecie LotGH-a nawigacja na tak dużym obszarze, jest niby łatwiejsza, ale technologia (nawet mimo prędkości nadświetlnej i innych) nie jest w stanie zniwelować problemu olbrzymiego dystansu między Imperium, a planetą Heinesen. Trzeba poświęcić dużo pieniędzy, czasu na logistykę, zmobilizować dużo wojska (bo posiłki nie przybędą zbyt szybko, o ile w ogóle zdążą), a linie zaopatrzenia są maksymalnie rozciągnięte i bardzo podatne na ataki - nawet gdyby poświęcić dużo żołnierzy i sprzętu do ich ochrony. Boleśnie przekonał się o tym Reinhard, gdy Yang wykorzystał przewagę wynikającą z walki na jego terenie.

    10.png

    11.gif

    Nim przejdę do najważniejszego akapitu, to poświęcę trochę czasu Poplinowi i Julianowi, obaj zdobyli moje uznanie w tym tomie. Julian za to, że zdołał uciec z Phezzanu mimo blokady Imperium i ukradł ich niszczyciel. Fakt, miał przy tym więcej szczęścia niż rozumu, ale jak to się mówiło kilkanaście lat temu, gdy grałem w "WarCraft 3" na Battle Net lub w DotA1 - "luck is also part of skill". Posiadanie dużej ilości szczęścia również bywa jednym z atutów, a przynajmniej w LotGH-u, gdzie dwukrotnie użyto tego jako jednego z argumentów w tym kontekście. Jeśli chodzi o Poplina, to jego wypowiedzi na temat kobiet, miłości i alkoholu zawsze są zabawne, frywolne i w dużej mierze prawdziwe. Poza tym lubię czytać bitwy z jego udziałem - to taki Han Solo w tym świecie. Bardzo utalentowany pilot, który efektywnie niszczy swoich przeciwników. Niby prosta kreacja jakich już wiele widzieliśmy, ale to jest ten typ postaci, której to nie przeszkadza. Bez niego LotGH byłby mniej ciekawy.

    3.jpg

    Co jednak najbardziej mi się spodobało w tym tomie (poza tym, że historia w końcu wróciła na właściwe tory), to bardzo brutalne bitwy. Nie jest to jeszcze ten etap, który zapamiętałem na zawsze (mam tu na myśli ostatni etap etap wojny, w którym jeden z żołnierzy czołgał się przez chwilę mając zmiażdżoną dolną część ciała, z kolei jego kolega próbował sobie wsadzić jelita do rozerwanego przez eksplozję brzucha - jak potem zaczął majaczyć o swojej mamie, to nie byłem w stanie powstrzymać łez), ale już się nie mogę doczekać aż to zobaczę za parę lat w anime. Ludzie paleni żywcem w statkach kosmicznych, zwłoki żołnierzy dryfujące w przestrzeni kosmicznej wraz ze szczątkami statków kosmicznych i kilka innych przykładów, bardzo mocno zadziałały na moją wyobraźnię. Zwłaszcza krótki fragment, w którym medycy zajmowali się rannymi żołnierzami. Nie był to poziom bitwy pod Brenną z "Wiedźmina", gdzie Sapkowski w bardzo realistyczny, a jednocześnie obrzydliwy sposób. pokazał jak wyglądał szpital polowy w tamtych warunkach, ale wrażenie zrobił na mnie podobne. Bitwa między Reinhardem, a Yangiem była tak intensywna, że lekarze nie mieli czasu ani tym bardziej możliwości, by poprawnie wyleczyć rannych, więc musieli amputować wiele nóg, rąk, rannych narządów wewnętrznych i nie tylko, które w normalnych warunkach można byłoby bez problemu uratować. A przynajmniej większość z nich. Niektórzy się nie godzili na instalację sztucznych organów, kończyn, czy uzupełnienie braków w skórze jej sztucznym odpowiednikiem, ale niestety nie mieli wyboru. Albo zostaną bohaterami "Cyberpunk 2077", czy "Ghost in the Shell" albo umrą. Na co Yang nie mógł sobie pozwolić z uwagi na ograniczoną ilość wojska, jaką dysponował.

    4.jpg

    Wynikało to z tego, że Reinhard zrobił to, co zapowiedział we wcześniejszym tomie - "Czas negocjacji się skończył, teraz będziemy się napierdalać!". Armia FPA poniosła druzgocącą klęskę i mimo, że Alexander Bucock zrobił wszystko, co mógł, to nie był w stanie zatrzymać wojsk Reinharda. Jego oddziały zostały niemal doszczętnie zniszczone, a upokorzony generał był gotów na odebranie sobie życia, tak jak to zrobił Greenhill. Gdyby nie szybka decyzja Yanga o opuszczeniu twierdzy, to prawdopodobnie nie miałby do czego wracać. Co prawda wygrał bitwę z Reinhardem (gdy obaj stanęli do niej na mniej-więcej podobnych warunkach), ale nie mógł zadać ostatecznego ciosu. Wszystko przez Hildę, która uratowała swojego chłopaka. Mądra kobieta przewidziała, że jej ukochany prawdopodobnie poniesie klęskę, więc udała się z częścią wojsk Imperium oraz Wolfgangiem Mittermeyerem i von Reuenthalem do stolicy FPA i zagrozili im zniszczeniem planety, jeśli ich przywódcy nie każą wycofać się Yangowi. No cóż, mimo że wolę Reinharda od jego odpowiednika z FPA, to ta bitwa jasno pokazała, że blondyn jest gorszym taktykiem od bruneta. Reinhard ma olbrzymi talent, umie doskonale zaplanować atak (i nie tylko) na wielu płaszczyznach, ale gdy staje do walki na równych warunkach z Yangiem, to po prostu nie ma szans w kwestii taktyki.

    5.jpg

    No i to tyle. Rzecz jasna, w książce było więcej rzeczy (np. kilka ciekawych wątków rzucone na koniec książki), ale nie wspominam o nich przez zbyt duże spoilery. Nie chcę Wam psuć za bardzo zabawy - co prawda jest stare anime, które zaadaptowało te wydarzenia, ale większość czeka na kolejne sezony nowego anime. W tym roku nie planuję już czytać kolejnych tomów - zrobię sobie przerwę i dokończę w 2022. Nie chcę skończyć swojej przygody z tym uniwersum zbyt szybko, a poza tym - co za dużo, to nie zdrowo. Co prawda nie pochłaniam tych książek tak szybko jak "Wiedźmina", gdy czytałem go po raz 1, ale czuję się powoli znudzony. Nie dlatego, że książki są nudne, a fabuła przewidywalna - wprost przeciwnie, Yoshiki Tanaka po nieco gorszym okresie znowu wrócił do najwyższej formy i gdyby nie praca oraz codzienne obowiązki, to z przyjemnością czytałbym kolejne rozdziały. Po prostu zauważyłem niedawno temu, że przez bing-watching lub zbyt szybkie czytanie, czy granie w gry, odbiera mi dużą część frajdy (+ niektóre rzeczy mi umykają podczas sesji, względnie zapominam o nich, co odbiera mi dodatkową radość), a LotGH jest dla mnie zbyt ważnym tytułem i chciałbym czerpać przyjemność z czytania jak najdłużej.

    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post
  4. Omówienie 4 tomu "Legend of the Galactic Heroes"@herosik1766d

    oku.jpg

    Kilkanaście lat temu , rozmawiałem ze swoim dawnym kumplem o nielicznych wadach tego tytułu. Wówczas nie rozumiałem go, jak również wielu innych rzeczy. Narzekał przede wszystkim na dwie rzeczy - Phezzan i to, że Yoshiki Tanaka trochę nie przemyślał koncepcji tego uniwersum oraz statusu quo. Chodziło mu o to, że akcja książek ma miejsce wiele tysięcy lat po współczesnym nam wydarzeniach (chodzi o jeszcze dłuższy okres niż początek Rzymu do lat 2000-2010), tj. mimo, że minęło tyle lat, to ludzie żyją i myślą, jak w naszych czasach. Ponadto wizja przyszłości mimo niektórych aspektów (specjalne łóżka do regeneracji, większy udział robotów w życiu codziennym, czego nie ma w anime, poruszanie się w nadprzestrzeni, terraformacja planet etc.), jest dość archaiczna. Częściowo można to uzasadnić tym, że autor nie skupiał się na tym i stworzył po prostu atrakcyjną otoczkę dla czytelnika (bo umiejscowienie jej np. w poprzednich epokach, mogłoby być zbyt nudne). Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że książki zostały napisane dawno temu i z uwagi na złożoność ich treści, nie był w stanie przemyśleć wszystkiego od A do Z i pewne problemy "wyskoczyły" w trakcie pisania. Mimo, że pisarze fantastyki słusznie przewidzieli wiele rzeczy, to co najmniej tyle samo wizji (delikatnie szacując) uległo dezaktualizacji, bo po prostu nie da się przewidzieć rozwoju społeczeństwa, trendów w nauce lub rozwoju techniki. Wynika to z tego, że nie rozwijają się one linearnie i czasem pojedyncze odkrycie lub seria odkryć, może w znaczący sposób zmienić kierunek i/lub tempo zmian.

    0.jpg

    Jeśli o mnie chodzi, to przymykam na to oko tak długo, jak dane uniwersum jest wewnętrznie spójne. Nie rozumiem ludzi, którzy to absolutnie negują lub ignorują - jaki jest w tym sens, skoro mówimy o dziełach będących wytworem ludzkiej wyobraźni i nijak się mają do współczesności lub przeszłości? Zwłaszcza takich, które dzieją się w dalekiej przyszłości lub w fikcyjnym świecie. Moim zdaniem, to że ludzie żyją i ubierają się jak my lub nasi przodkowie sprzed około 200 lat, jest do obrony - ludzie osiągnęli taki poziom rozwoju, że nie da się wymyślić nic nowego, więc po co wprowadzać zmiany na siłę? Jasne, stoi to w sprzeczności z naszym rozwojem i sposobem życia na przestrzeni np. 500 lat, ale można założyć, że historia Ziemi w LotGH-u potoczyła się nieco inaczej od naszej. Nie jestem w stanie wytłumaczyć archaizmu ws. rozwoju medycyny w tym uniwersum, więc odwołam się do argumentu, że dla autora nie było to aż tak ważne i nie poświęcił temu zbyt dużo atencji. Tak samo w przypadku przestarzałego postrzegania państw i innych, niewymienionych przeze mnie aspektów. Jasne, to są błędy (względem dzisiejszej ery i tego, jak dziś widzimy naszą ewentualną przyszłość), ale z uwagi na liczne zalety tego tytułu, jestem tolerancyjny względem jego słabszych elementów.

    Phezzan.webp

    Phezzan natomiast to coś innego. Ta frakcja jest zbędna, przynajmniej do pewnego momentu i autor nie miał pomysłu, jak ich dalej poprowadzić. Ich "romans" z kultem Ziemi, jest nie tylko zbędny, ale i szkodliwy dla fabuły. Można odnieść wrażenie, że Tanaka nie przemyślał dokładnie ich roli w tej historii, co spostrzegł w trakcie pisania i próbował znaleźć jakiekolwiek uzasadnianie dla ich istnienia. Moim zdaniem, dużo ciekawiej by to wyglądało, gdyby Imperium lub FPA ich pokonało. Co z tego, że udzielają pożyczek obu stronom konfliktu, skoro można ich łatwo wyeliminować? Nie mają armii, a pieniądze choć są niezbędne do prowadzenia wojen, to nie wygrywają ich w sposób bezpośredni. Robi to wojsko, a pod tym względem dominuje nad nimi nawet FPA, zaś historia dostarczyła nam odpowiednio wiele przykładów w postaci silnych ekonomicznie państw lub frakcji, które przegrywały z najeźdźcami z potężniejszym lub liczniejszym wojskiem. Poza tym, jaki to problem wyeliminować kredytodawcę i zająć jego majątek, jeśli mamy taką możność i nie spotka nas za to kara (lub będzie ona odwleczona w czasie)? Gdy czytałem intrygę, jaką wymyślił Reinhard by pozbyć się Cesarza oraz jak wyglądała jego rozmowa z przedstawicielem Rubinsky'ego, to czułem się jakby Tanaka parodiował swoją książkę w stylu "Trailer Park Boys". Przecież armia Imperium mogła bez problemu naszczać na traktaty i przejść przez ich terytorium, by zaatakować Sojusz z innej strony (co też uczynili pod koniec tego tomu). Gdyby ci się stawiali, to Reinhard lub Oberstein mogliby powiedzieć - "Nie macie armii, więc wasza opinia jest gówno warta." W ostateczności mogliby ogłosić aneksję tego państwa lub w ekstremalnej sytuacji, złamać ich i siłą zmusić do posłuszeństwa.

    1.jpg

    2.jpg

    Dosyć tego narzekania... Albo nie, jeszcze chwila. 4 tom jest IMO najsłabszy z tych, które póki co czytałem. Niewiele się dzieje, istotnej treści jest mało, generalnie połowa książki to taka cisza przed burzą. Rozmowy w Imperium, imprezy i luźne życie w fortecy Yanga, planowanie ataku na FPA, retrospekcje opisujące przeszłość Imperium i poprzednich Cesarzy, działalność Phezzanu i jego urzędników... Nuda, aczkolwiek część z tych wątków była choć trochę ciekawa. Np. miłosne podboje Poplina i Walter von Schönkopfa, zabawnie się czytało ich sprzeczki skupiające się na krytyce gustów względem kobiet i mierzenia swoich kutasów. Wątek Juliana był również dość ciekawy, ale póki co nie dostaliśmy zbyt wiele poza tym, że przeniesienie go do regimentu na Phezzanie pokazało, jak bardzo Yang go potrzebuje, a Julian swojego przybranego ojca. Ciekawa też była jego obecność na bankiecie wśród elity Phezzanu, ale niewiele ponad to. Naprawdę ciekawie się zaczęło robić pod koniec, gdy Reuentahl poprowadził dywersyjny atak na korytarz Iserlohn, zaś jego przyjaciel Mittermeier, rozpoczął inwazję na planetę kupców i ekonomistów. Świetnie się sprawdził jako tymczasowy zarządca podbitym terytorium - wprowadził swoje przepisy względem zniewolonych mieszkańców, szybko zajął kluczowe miejsca, zabronił swoim żołnierzom gwałtów, rabunków, prowokacji etc. pod groźbą kary śmierci. Podobało mi się to, że podszedł do sprawy poważnie i nie ukrywał publicznych egzekucji przed lokalną ludnością - nie chciał stracić ich zaufania oraz sprowokować zbrojnych powstań. Gdy trójka żołnierzy zgwałciła jedną z dziewczyn, to przeprosił ją, po czym kazał rozstrzelać trójkę zbrodniarzy. Tak jak w tym tomie czytałem większość rozdziałów będąc znużonym (z krótkimi przerwami na pod-rozdziały, które były ciekawe), tak pod koniec poczułem się jak przy wcześniejszych odcinkach - czytałem niektóre strony po kilka razy, rozkoszując się tym, co widzę oczami wyobraźni podczas analizy tekstu. Mam nadzieję, że kolejny tom mi to wynagrodzi.

    reu vs schenkopp.jpg

    3.jpg

    4.jpg

    Tak jak w omówieniu 3 tomu chwaliłem Tanakę za to, że rozbudowuje uniwersum od środka, poświęca więcej uwagi postaciom i interakcjami między nimi (kosztem bitew i wątków skupiających się bezpośrednio na walce i wątków geopolitycznych), tak czytając 4, czuję się jakbym oglądał początek inwazji na pałac Meruema w HxH lub anime OP. To znaczy, jest za dużo przeciągania, a za mało ciekawej treści i gdyby ograniczyć się tylko do tych ważnych, to książka byłaby krótsza tak o 1/3 stron. Poza tym, tych spokojnych, przegadanych momentów jest po prostu za dużo. Gdyby nie zalety o których wcześniej napisałem, relacje na linii Poplin-Julian-Schönkopf i Mittermeier-Reuentahl, to mój entuzjazm by drastycznie opadł. Rozmowy o kobietach, zwłaszcza podane w taki sposób, zawsze są dla mnie zabawne. Red-pillowy Reuentahl byłby godnym rywalem na tym polu dla prawej ręki Yanga lub Poplina, gdyby rywalizowali na tej płaszczyźnie. Btw. w tym tomie mieliśmy prawdziwą walkę między nimi - oddział Waltera dokonał abordażu na statek Reuentahla, gdy ci stosowali taktykę hit&run (by osłabić czujność przeciwnika, by ich wkurwić, by odwrócić ich uwagę - taktyka stosowana w grach RTS i normalnych działaniach wojennych). Poza tym podobają mi się inne rozmowy między dwójką admirałów Reinharda. Nie są mu bezwzględnie oddani i dostrzegają, że śmierć Kircheisa wpłynęła na niego negatywnie w niektórych aspektach. Rudowłosy był dla niego takim bezpiecznikiem - nie mógł sobie pozwolić na niektóre akcje, bo wywołałoby to jego stanowczy sprzeciw. Hilda stara się jak może, ale ze względu na słabość jej rodu i krótszą znajomość z Reinhardem, musi mu częściej ustępować lub udawać, że czegoś nie widzi. Nie winię jej, powody powyżej, ambicja Lohengramma zwyczajnie ją przerosła.

    11.jpg

    12.png

    A skoro o tym mowa, to na koniec powiem że podobała mi się przemowa faktycznego władcy Imperium do wszystkich ludzi we wszystkich galaktykach. Można ją streścić w ten sposób - "Nie będzie negocjacji, ich czas minął. Będziemy się napierdalać!". Ten etap LotGH-a pamiętam dość słabo, więc na pewno wiele wątków mnie zaskoczy przy odkrywaniu ich na nowo. Ciekawią mnie również losy Juliana Mintza,a konkretniej to jak sobie poradzi w niebezpiecznym środowisku bezwzględnych i dwulicowych kosmicznych Żydów (to nie moja złośliwość, Tanaka tak ich wykreował i wydaje mi się, że moje skojarzenia z obywatelami Izraela są nieprzypadkowe). Gdy oglądałem ten etap w starym anime, to nie interesował mnie on ani trochę. Co innego w książkach, w których autor ciekawiej przedstawił jego przygodę oraz relacje między postaciami z FPA. No cóż, lato się kończy, więc zapewne nie będę czytał tak szybko książek (bo lubię je czytać głównie podczas spacerów po lesie lub parku), ale postaram się zmotywować, by komputer, internet i inne rzeczy nie rozpraszały mnie w trakcie czytania.

    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post
  5. Omówienie 3 tomu "Legend of the Galactic Heroes"@herosik1821d

    1.jpg

    Gdy rozpoczynałem 3 tom, to nie miałem względem niego zbyt wysokich oczekiwań. Wydarzenia z tego okresu zapamiętałem jako nudne, czemu się w sumie nie dziwię. Fakt, już jako nastolatek, który powoli wchodził w dorosłe życie mając 18 lat, miałem ponad przeciętną wiedzę o polityce, historii, społeczeństwie, lecz była to wiedza wybitnie fragmentaryczna. Ponadto moja niska samoświadomość i umiejętność wykorzystania wiedzy w praktyce, sprawiła że była ona bezużyteczna. Dziś wiem więcej, jestem dojrzalszy i bardziej świadomy, więc nie potrzebuję aż tyle akcji, czy ciągłemu dążeniu do przodu. Bardziej zależy mi na fabule, rozwoju świata. Rozdziały, które opierają się głównie na dialogach, rozwijaniu postaci i relacji między nimi nie przeszkadzają mi tak, jak kilkanaście lat temu. Zwłaszcza, gdy napisał to tak uzdolniony pisarz, jak Pan Tanaka.

    3.webp

    2.jpg

    O bohaterach napiszę później, zacznę od dania głównego. Nie wiem jak Wy, ale ja jako młody nastolatek marzyłem o ujrzeniu bitwy między dwiema stacjami kosmicznymi. "Star Wars" i "StarCraft" miały gigantyczny wpływ (czy raczej głównie studio Blizzard) na moje zainteresowanie wojnami w kosmosie i na lądzie. To w połączeniu z blockbusterami, jak SW, bardzo wpłynęło na wyobraźnię młodego Tomasza, który przejawiał zainteresowanie militariami, sci-fi, a nawet czymś, czego wcześniej nie rozumiałem, a dziś nazywam dyplomacją. Tworzyłem własne scenariusze w edytorach map do gier lub podczas zabaw klockami LEGO, których nie widziałem w żadnym filmie, serialu, książkach lub anime... A nie, wróć - widziałem część z nich w "Gundam the Origin" i książkach oraz anime LotGH. Jednym z takich marzeń była walka między Gwiazdą Śmierci, a inną bazą o zbliżonych gabarytach. Nie wiem jak Wam, ale mi z trudem przychodzi wyobrażenie sobie takiej bazy, uściślając mówię tu o jej masie, wnętrzu, zabezpieczeniach, strukturze. Nie dziwi mnie to, skonstruowanie takiego obiektu pochłonęłoby budżety wszystkich państw świata + nawet nie opracowaliśmy większości technologii, które byłyby niezbędne do jej poprawnego funkcjonowania. Mowa tu o obiekcie ważącym około 40 trylionów ton, mającym powierzchnię małej lub średniej planety, zabezpieczonym kilkoma warstwami super-ceramiki, stali wykonanej z kosmicznych rud metali, kryształów i kilku innych substancji pochodzenia pozaziemskiego. Taka baza musi czerpać energię z gwiazdy lub super-zaawansowanego reaktora, by móc funkcjonować, bronić się lub atakować (Geiersburg atakuje z mocą 740 milionów Megawatów, a Iserlohn ma większą siłę ognia). Ludzie z kolei muszą mieć szkoły, szpitale, sklepy, parki i inne obiekty, by oni i ich rodziny nie umarły z nudów. A i jeszcze muszą mieć co jeść - w końcu w takiej bazie stacjonuje kilka milionów obywateli. Samej bitwy nie będę opisywał, więc ograniczę się do 3 zdań. To miód wylany na serca fanów "StarCrafta" i spełnienie naszych wyobrażeń. Dostaliśmy wymianę ognia mięzdy Gwiazdami Śmierci, abordaż piechoty i pilotów myśliwców, wykorzystano również inżynierów, jak w grach z serii "Command and Conquer". Do tego prawa ręka Yanga, Walter von Schokopf osobiście poprowadził Rosen Ritter (oddział podobny do polskiej jednostki GROM). Jezu, ten odcinek rozwali mi mózg, jak w końcu studio I.G skończy tworzyć S3!

    7.jpg

    8.jpg

    Jak doszło do tego? Admirał von Schaft, który jest przede wszystkim naukowcem i dołączył do armii, by mieć większe możliwości, wymyślił sposób na podbicie twierdzy, którą przejął Sojusz. Infiltracja by się raczej nie udała, w końcu Sojusz zdobył ją właśnie w ten sposób, więc ośmieszyliby się, gdyby ją stracili. Bitwa w klasycznej formie nie wchodziła w grę, bo parę strzałów Thor Hammer, zamieniłoby całą flotę w kupę kosmicznego złomu. Pozostał zatem podstępny atak, przy użyciu innej stacji kosmicznej. Po pokonaniu arystokracji, Reinhard przejął ich główną fortecę w całkiem dobrym stanie. Wystarczyło ją naprawić, uzupełnić amunicję, zapasy oraz przygotować silniki i technologię do skoku w nadprzestrzeń. Zwłaszcza te ostatnie rzeczy były trudne do zrobienia. Synchronizacja musiała być absolutnie perfekcyjna, bo inaczej baza i żołnierze w niej stacjonujący albo rozpadliby się na atomy albo utkwili na wieczność bez możliwości powrotu. Poza tym, nikt tego nie dokonał przed Imperium. Przenieść flotę w ten sposób to jedno, planetę to drugie. Niektórzy żołnierze Sojuszu powiedzieli, że to tylko większa skala techniki znanej od wielu lat. Nie do końca - to jest coś między jednym, a drugim. Nadal jest to ta sama technologia, ale wyniesiona na nowy, nieznany dotąd poziom.

    9.jpg

    10.jpg

    Z drugiej strony, mieli ułatwione zadanie, bo Yang Wen-Li został wezwany do Heinessen przez Joba Trunichta i jego ludzi. Cytując naszego narodowego wieszcza - "te głupie chuje", zrobiły to by zastraszyć obecnie najsłynniejszego bohatera Sojuszu. Jego pozycja urosła zbyt wysoko po bitwach, które wygrał i uratowaniu mieszkańców stolicy. Musieli go zatem sprowadzić do parteru, że jest pokazać, że jest nikim względem nich. Głupich polityków, którzy zarządzają rzeczami, o których nie mają pojęcia. Te cyniczne kurwy nie wezwały go do sądu, gdzie przysługiwały mu różne prawa, np. to do adwokata lub uczciwego procesu. Zamiast tego wezwali go do czegoś w rodzaju sądu wojennego. Bez kontaktu ze swoimi ludźmi, bez możliwości wyjścia poza teren jednostki wojskowej, bez jakichkolwiek zasad i minimum przyzwoitości, generalnie nie mógł narzekać na zbyt małą ilość stresu lub taką samą ilość nudy. Był często przesłuchiwany, a w wolnych chwilach siedział samotnie w areszcie. Bez książek lub innych rozrywek. To pokazało, że demokracja w niektórych sytuacjach niewiele się różni od dyktatury. Ba, potrafi być jeszcze gorsza, bo w dyktaturze wszystko jest proste i wiadomo, kto jest wrogiem. Tutaj zaś odpowiedzialność rozmywa się na kilka podmiotów, a tłumaczenie się z niewinności jest wybitne frustrujące i trudne.

    11.jpg

    12.webp

    Jeśli chodzi o bohaterów, to ponownie zakochałem się w Hildegard von Mariendorf. Mówiłem już o tym w poprzednim tekście, ale Hilda przypomniała mi o tym uczuciu raz jeszcze. Nie jest dziewczyną, która wyznaje głupio rozumiany pacyfizm na zasadzie "kochajmy się, a wszystko będzie fajne!". Zdaje sobie z tego sprawę, że nie wszystkie problemy można rozwiązać dyplomacją lub pokojowymi rozwiązaniami. Stara się jedynie ograniczać zbędną walkę, jeśli ta jest zbyteczna. Jednocześnie wie, gdzie jest jej miejsce w hierarchii i nie odzywa się nie pytana o zdanie. Zamiast tego po prostu obserwuje sytuację, będąc czasem głosem rozsądku uwzględniającym racje obu stron. Podobały mi się również sceny z udziałem obywateli Phezzanu (czy to na ich planecie, czy Heinessen, gdy pomagali Sojuszowi odbudować ekonomię ich państwa), a konkretnie to, że autor książek wybitnie podkreśla ich podobieństwo do Żydów, Anglików lub kilku innych nacji, które kierują się przede wszystkim cynizmem i własnym interesem. Ten sam stosunek do pieniędzy, wyjątkowy egoizm, chęć wpływania na inne kraje, podobne metody działania - czasem okrutne, często metodyczne i bezwzględne, czasami mieszczące się w granicach prawa. Jasne, mówię o tym od pierwszego tomu, ale w tym poszli jeszcze dalej - bezpośrednio wpływali na politykę Sojuszu, byli wręcz jej kreatorami na pewnym etapie.

    14.webp

    16.webp

    15.png

    Polubiłem fragmenty, w których bliżej poznaliśmy Kempfa - dowódcę ataku na Iserlohn i Mittermeiera, jednego z najlepszych admirałów Reinharda. Ten 1 jest takim stereotypowym dowódcą, który jest na pograniczu 1 i 2 ligi - jest dostatecznie dobry, by wziąć go do pierwszego składu, ale jednocześnie jest zbyt słaby, by trafił do 5 najlepszych. Taki solidny "zawodnik", ale popełniający zbyt wiele błędów. Nawet jego relacja z żoną i dziećmi jest kliszą z filmów, książek etc. o tematyce wojennej. Mittermeier z kolei jest pół dzieckiem pół dorosłym, jak Julian Mintz. Nie zawsze zachowują się dojrzale, przez co przy jednostkowych scenach można odnieść mylne wrażenie, że nie nadają się do armii, ale to często wynika z faktu ich młodości, więc można im to wybaczyć. Tym bardziej, że znacznie częściej pokazują, że nie mają powodów do kompleksów względem kolegów z podobnym statusem. Obaj mają urocze, wręcz baśniowo romantyczne relacje z młodszymi od siebie dziewczynami, które są ciekawym kontrastem dla ich inteligencji i wyjątkowych (względem rówieśników) umiejętności. Julian jest materiałem na dobrego żołnierza w przeciwieństwie do swojego przybranego rodzica, zaś admirał Imperium wraz ze swoim przyjacielem, Oscarem von Reuenthalem, przejęli pozycję po Kircheisie. Przy tej okazji warto wspomnieć o Poplinie, Kapitanie dywizji myśliwców Iserlohnu. Ten co prawda nie pokazał zbyt wiele, ale wykazał się podczas bitwy i wygłosił fajną przemowę motywacyjną. Gdyby nie ugrzeczniony język, jakim się posługiwał Pan Tanaka przy pisaniu tej książki, to można byłoby ją streścić mniej więcej tak - "Dobra chłopaki, musicie oczyścić umysły! Nie zaśmiecajcie sobie głów tak nieistotnymi sprawami, jak ratowanie ojczyzny! To nie Wasz styl! Nie ważcie się kurwa myśleć o czym innym, jak śliczne buzie młodych, słodkich panienek, którym jeszcze nie powiedzieliście o swoich uczuciach! Jeśli pomyślicie o miłych chwilach jakie z nimi spędzicie, to sympatyczny diabeł da Wam swoje błogosławieństwo. Nawet jak jakiś stary, zazdrosny Bóg wkurzy się Waszą zuchwałością! Do you copy?". Na koniec zostawiłem swojego ulubieńca, dawnego przywódcę Rosen Ritter. Najlepszego żołnierza piechoty Sojuszu, dla którego walka w fortecy to przyjemna rozgrzewka. Mowa tu oczywiście o Walterze von Schenkopp. Dotychczas nie mieliśmy zbyt wielu okazji, by bezpośrednio przekonać się o jego umiejętnościach. Zazwyczaj były to albo krótkie wspomnienia jego żołnierzy albo równie długie fragmenty, w których pokazywał swój zmysł taktyczny, czy umiejętności walki wręcz. W tej bitwie widzimy i jedno i drugie - jego plany na zablokowanie i spowolnienie abordażu, zdecydowany charakter i bezwzględność w kwestii kontrataku oraz jego wyższość nad pozostałymi wojownikami na placu boju. Jak powiedział Pan Tanaka - w poszczególnych aspektach (takich jak szybkość, zwinność, siła etc.) są lepsi od niego żołnierze, ale jeśli chodzi o balans tych aspektów i ogólny poziom, to jest niezrównany na placu bitwy. Zabijał żołnierzy przeciwnika swoim tomahawkiem tak, jak rolnicy zabijają stado świń na mięso. Z tą różnicą, że Walter musiał czasem o włos unikać ataków przeciwnika i odpłacać im, wbijając ciężką broń w ich głowy.

    4.jpg

    5.jpg

    6.jpg

    Miałem od tego zacząć ten tekst, ale zmieniłem zdanie tuż przed jego rozpoczęciem. Trzeci tom jest trochę spokojniejszy, akcja nie posuwa się za bardzo do przodu. Wydarzeń jest stosunkowo niewiele, wszystko rozwija się że tak powiem w wewnętrznym kierunku, tzn. do środka. Bardziej zagłębiamy się w Sojusz i Imperium, lepiej poznajemy bohaterów, którzy póki co nie mieli za dużo czasu (Mittermeier, Mecklinger, Hilda, Kempf, Julian, Poplin, Schonkopf, Konev, Rupert oraz paru innych) albo dostali okazję do pokazania się od innej strony. Jak wspomniałem na początku, gdy byłem świeżo upieczonym "dorosłym", to uważałem to za słabe rozwiązanie. Każda ze stron zajęła się swoimi wewnętrznymi problemami, więc mogli powrócić do wojny. Dzięki temu, że autor ograniczył bitwy do początkowych przygranicznych potyczek (przez co dostaliśmy więcej danych nt. specyfikacji i software'u myśliwców - Julian uczył się tego niejako wraz z nami) oraz jedynej, długiej bitwy w rozdziale "Fortress vs Fortress", dostaliśmy trochę spokoju. Jak to powiedział jeden z moich dawnych kumpli, który był dla mnie autorytetem w młodym wieku, wojny to przede wszystkim przygotowania, planowanie strategii, dyplomacja, szkolenie rekrutów i wiele innych rzeczy - potyczki między stronami konfliktu, to jedynie ich część. Istotna, ale nie najważniejsza. No i to tyle, jak skończę 4 tom, to napiszę kolejne podsumowanie. No chyba, że jakiś fragment ponownie mnie zainspiruje do napisania jakiegoś pobocznego felietonu lub innego, luźnego tekstu.

    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post
  6. Volume 2 overview - Multiple Characters, Empire Civil War, Reinhard makes a mess in Alliance@herosik1864d
    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post
  7. Legend of the Galactic Heroes - review of 1st volume@herosik1890d
    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post
  8. Legend of the Galactic Heroes - review of 1st volume@herosik1890d
    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post
  9. Legend of the Galactic Heroes – Screenshots der ersten Episode und Geschichte veröffentlicht@daktviper843030d


    Bild: Production I.G Das Team des neuen Legends of the Galactic Heroes-Anime veröffentlichte eine Reihe von Screenshots der ersten Episode. Außerdem wurde auch die Storybeschreibung veröffentlicht. Die Beschreibung beginnt mit „In der ewigen Nacht.“ Am Anfang von U.C. (Universal Calendar)…

    weiterlesen auf: https://sumikai.com/mangaanime/anime/legend-of-the-galactic-heroes-screenshots-der-ersten-episode-und-geschichte-veroeffentlicht-216461/

    Dieser beitrag wurde automatisch aus einen RSS-Feed erstellt.
    This post was automatically created from an RSS feed.

    Permalink·Open on PeakD ↗·Linked from existing Hive post