
No i w końcu dostaliśmy "Sailor Moon: Eternal". Z tego co widzę, to zbiera różne opinie, co mnie w sumie nie dziwi. Tytuły mahō-shōjo (podgatunek shōjo - gatunku przeznaczonego dla 7-13 letnich dziewczynek) niekiedy bywają jeszcze bardziej infantylne niż zwykłe, romantyczne tytuły. A przynajmniej tak to zapamiętałem sprzed kilku lat, gdy rozmawiałem z dawnymi koleżankami, które wychowały się na tych anime i mangach. Być może przez lata się to zmieniło, jeśli wykazałem się ignorancją, to poproszę o sprostowanie. Niekiedy te głupoty są tak mocne, że nawet gdy oglądałem sam "Sailor Moon" lub "Kamikaze Kaitou Jeanne", to czułem mocny cringe. A im jestem starszy, tym mocniej go odczuwam. W przypadku tych produkcji było to nieco łatwiejsze, bo dostaliśmy naprawdę dobrą kreskę, animację i grafikę (na tle poprzednich serii, nie na tle anime ogólnie). Co prawda zdążyłem już zapomnieć większość ze starych serii (po raz ostatni odświeżałem je sobie przed egzaminem maturalnym), ale parę lat temu widziałem całe "Sailor Moon: Crystal", więc wiedziałem czego się spodziewać. Pod względem fabuły było nieco gorzej niż w przypadku 2 sezonu SMC, ale moim zdaniem wynika to z faktu upchnięcia akcji do 2 godzin i 50 minut (około 8 odcinków anime) - gdyby Japończycy zrobili z tego 12 odcinkową serię anime, to byłoby lepiej. Oba filmy obejrzałem z moją dziewczyną, która podobnie jak ja, oglądała stary serial w telewizji. Pierwszy jej się nie podobał, uważa że był beznadziejny - wg niej był zbyt długi i nudny. Jeśli chodzi o drugi, to podobał jej się bardziej. O ile nie zgadzam się z jej zarzutem dotyczącym długości, to rozumiem z czego wynika i generalnie przychylam się do jej opinii. Nie był on za długi, tylko przeładowany ilością ekspozycji, coś jak film ekranizujący 3 sezon "Initial D". Nie mieliśmy czasu na odpoczynek, tylko byliśmy nimi bombardowani. W sensie, nie było fragmentów, podczas których moglibyśmy odpocząć, ułożyć sobie w głowie świeżo poznane informacje (nawet jeśli te nie były zbyt trudne do zrozumienia lub przyswojenia), za to mieliśmy za dużo ekspozycji - rzucania dziwnymi nazwami, tłumaczeniu ich, przedstawianiu bohaterek etc. Mimo, że pani reżyser zrobiła co mogła, by przedstawić to jak najlepiej, to cóż... Nie wszystko da się zrealizować zgodnie z pierwotnymi założeniami i czasem trzeba iść na ustępstwa. Rozwinę tę kwestię w jednym z kolejnych akapitów.

Załóżmy, że nigdy nie widziałeś ani nie słyszałeś o tym anime. Jest to trudne, ale możliwe - nadal spotykam ludzi, którzy są w moim wieku i nigdy nie słyszeli o DBZ, który jest znacznie popularniejszym tytułem. SM to kultowe anime na całym świecie, taki "Dragon Ball", ale dla dziewczyn. O ile pierwszy sezon jest moim zdaniem dobrze zbalansowany, tj. nie ma w nim aż tyle infantylizmu, wymyślania dziwacznych rzeczy dla ludzi spoza Japońskiego kręgu kulturowego + historia ma sensowny początek, rozwinięcie i finał, o tyle kolejne są coraz dziwniejsze. Mniej lub bardziej, czasem wchodząc na wyższy poziom dziwności niż w 1 sezonie, częściej jednak jeszcze niżej. Fabuła pierwszego arcu przypomina mi taką romantyczną baśń dla małych dziewczynek. Jest sobie królestwo Ziemi i Księżyca, tym pierwszym włada książę Endymion, tym drugim księżniczka Serenity. Nie pamiętam tego dokładnie, więc poprawcie mnie jeśli się mylę, ale ta para planuje połączyć dwa królestwa, zawrzeć sojusz czy coś w tym stylu. Podczas balu na księżycu, zaatakowali ich mieszkańcy Ziemi, będąc pod wpływemmagii czarownicy Beryl (służącej Królowej Metalii). Przegrali tę bitwę, królestwo Księżyca zostało zniszczone, a księżniczka Serenity wykorzystała resztki swojej mocy i Srebrny Kryształ, by zapieczętować Królową Metalię i uratować Endymiona oraz wszystkie czarodziejki. W wyniku tego, księżniczka Serenity zmarła, ale ocaliła dusze wyżej wymienionych, wysyłając ich na Ziemię, by tam się zreinkarnowali. Potem czarodziejki, Endymion i Usagi odzyskali swoje moce oraz świadomość z poprzedniego życia i ostatecznie pokonali złą królową i jej służących.

Jeśli chodzi o fabułę "SM: Eternal", to zaczyna się ona chwilę po wydarzeniach z 2 sezonu (technicznie 3, ale 1 sezon SMC obejmuje 2 arce). Jest to adaptacja 4 arcu z mangi, tym razem nasze bohaterki i Tuxedo muszą pokonać Cyrk Martwego Księżyca. Organizację, której przewodzi Zirconia podlegająca królowej Nehelleni. Zadaniem Zirconi i jej żołnierzy jest zdobycie dwóch kryształów - złotego i srebrnego. Dzięki złotemu Nehellenia będzie mogła uciec z więzienia - lustra, w którym została zapieczętowana przez księżniczkę Serenity. Dzięki srebrnemu, podbić planetę, księżyc, a w dalszej perspektywie wszechświat. By to zrobić, będą musiały pokonać Pegasa, strażnika krainy Elysion oraz odkryć, kto jest posiadaczem srebrnego kryształu. Jak sami widzicie, fabuła nie jest skomplikowana. Nie sprawia to jednak, że można ją bez problemu przedstawić w dwóch filmach będących ekwiwalentem 8-9 odcinków anime. Jak pisałem w poprzednim akapicie, jesteśmy przeładowani informacjami, relacjami między bohaterami i bohaterkami, krótkimi story-arcami poszczególnych czarodziejek, a jeszcze trzeba nakreślić sylwetki przeciwników, których nie jest mało, bo oprócz Zirconii i Nehelleni mamy Kwartet Amazonek. Nie wspominając o walkach, rozwijaniu uniwersum SM... Niby jest to prosta bajka dla małych dziewczynek, niby można to przedstawić w prosty i szybki sposób, ale tego jest po prostu za dużo! Pierwszy film skupia się na przedstawieniu większości bohaterów i bohaterek, ekspozycji, generalnie rozstawieniu figur na szachownicy, zaś drugi stawia bardziej na akcję. Wprawdzie jest tam również trochę ekspozycji, ale film jest zdecydowanie mniej przegadany, ale mamy więcej efektownych scen, a bohaterki podróżują z miejsca na miejsce. Włączając 2 część "Eternal" obawiałem się, że będę umierał z nudów, jak przy pierwszym, ale wystarczyło odciąć większość fabularnego tłuszczu, bym się bawił zauważalnie lepiej, a nawet odczuwał umiarkowaną radość obok cringe'u.

Dodatkowo fabuła jest... Hmm, powiedziałbym że głupia, ale to byłoby zbyt mocne i krzywdzące uproszczenie. To prosta opowieść, która ma zostać zrozumiana przez najmłodszych. No właśnie, bajka jest skierowana do najmłodszych, a mamy tu elementy, które są mocno kontrowersyjne. Nie mam tu na myśli queerowych postaci, choć ludzie o konserwatywnych poglądach (lub tacy, którzy zapomnieli fabułę komiksu) będą na nie zapewne kręcili nosem. Amazonki zostały przedstawione w dobry sposób - spodziewałem się będą bardziej cringe'owe, ale pasują do tego klimatu. Ich seksualność nie rzuca się w oczy, nie jest eksponowana jak przez radykalnych działaczy lub działaczek środowisk LGBT, lewicowych, czy feministycznych. Co innego bolesny wątek kazirodczy, który choć do pewnego stopnia jest zrozumiały (zdarza się, że córki są zazdrosne o ojca, a nawet czasem czują wobec niego uczucie podobne do miłości, w końcu jest to zazwyczaj pierwszy mężczyzna którego poznają), to niepotrzebnie przedstawiono go dokładnie tak jak w mandze. Ja rozumiem, trzeba zaadaptować jak najlepiej pierowzór, bo inaczej fani będą narzekać, ale umówmy się - to było kontrowersyjne już wtedy, gdy to napisano, a dzisiaj? Jestem w szoku, że ten wątek nie wywołał żadnego shitstormu w internecie. Kazirodztwo powinno być tępione, a nie przedstawiane w pozytywnym świetle. Ja wiem, inna kultura, Japonia jest o wiele bardziej liberalna, jeśli chodzi o seks z dziećmi i ich nagość, ale mogli to sobie odpuścić. Nawiązując do Amazonek, dużo bardziej cringe'owa była w zasadzie cała reszta. Gdybym musiał wyciąć wszystko (dialogi, pomysły Naoko Takeuchi), co albo mnie rozbawiło albo wprawiło w uczucie lekkiego wstydu i zażenowania, to wyrzuciłbym wiele scen. I wśród nich nie znalazłaby się chyba żadna dotycząca wątków, które niektórzy mogą postrzegać jako kontrowersyjny. Byłyby to co najwyżej niektóre dialogi, które były z niezrozumiałych dla mnie powodów kilkukrotnie powtarzalnePatrząc na to jednak z drugiej strony, czemu się dziwić? To bajka dla dzieci, dodatkowo akcja jest... Powiedzmy że "fantasy" z braku lepszego słowa, a ja jestem ponad 30-letnim facetem, więc nikogo to nie powinno dziwić. Podobne głupoty pojawiają się w mangach typu DB i tak, nie jest ich trochę mniej, nie są też aż tak bolesne, ale częściowo to wynika z tego, że jestem facetem i mam większą tolerancję na tego typu akcje w efektownych filmach akcji z Hollywoodu, czy w/w komiksach dla młodych chłopców lub nastolatków. Taka konwencja. Dlatego też nie będę już oglądał więcej "Sailor Moon". Może obejrzę jeszcze raz całość (czy raczej przejrzę, bo nudne lub mniej istotne fragmenty będę przewijał), jak Toei Animation zaadaptuje całą mangę, by mieć "pełny obraz", ale po tym dożywotnio zamknę ten rozdział w swoim życiu. Jeszcze jedno zdanie na temat tego, jak dobra jest to adaptacja - nigdy nie miałem styczności z mangą, ale rozmawiałem z dwiema koleżankami, które znam od lat, a ich wiedza na temat lore SM jest dużo większa niż u mnie. Generalnie są zgodne co do tego, że to wierna adaptacja, która przeniosła na ekran niemal wszystko, co mogliśmy zobaczyć w komiksie. Zabrakło dosłownie kilku scen, może trochę więcej. Poza tym wg nich, większość treści jest przedstawiona tak samo, jak w komiksie.

Jak pisałem po seansie na Facebooku, nie jest to poziom "Broly'ego" w kwestii grafiki, animacji etc. ale widać dużą poprawę względem serii TV. Czemu się nie dziwię, to w końcu film kinowy, a te mimo wszystko muszą spełniać przynajmniej jakieś określone standardy (pozdrawiam CDProject Red, które wydało "Cyberpunka" z mnóstwem błędów). Porównałem to w tym wpisie do filmu odtwarzanego w jakości 480p do wersji 1080p 60 FPS. Czemu? Bo kreska i styl animacji są takie same, ale poświęcono im zauważalnie więcej czasu i pracy. Generalnie jest ładnie, nie zauważyłem gorzej narysowanych postaci bohaterów i bohaterek, czy większych błędów na dalszym planie. Jeśli chodzi o animację, to wszystko porusza się w płynny sposób, CGI co do zasady też jest na dobrym poziomie. Czasami trafią się słabiej wykonane sceny, ale wyznaję zasadę, że jeśli takowych nie ma zbyt wiele, to nie zwracam na to dużej uwagi. Niestety nie jest to "Dragon Ball", czy inny battle-shounen, więc walki w SM są drastycznie uproszczone. Efektowne walki są przede wszystkim w 2 filmie, tam przynajmniej jest na co popatrzeć, jeśli ktoś lubi ładnie zaanimowane i narysowane sekwencje. Natomiast te z 1 są brzydsze, mniej efektowne, więc zostały pozbawione swoich głównych zalet. Jestem trochę rozczarowany, ale walki nigdy nie były mocną stroną tego komiksu, więc czepianie się o to byłoby bezzasadne moim zdaniem.

