
"Scarface" is such an old movie that I'm not going to write a review of it. Because what for? This is a very good production that is pleasant to watch even today, even despite its length - almost 3 hours! I know, this length may be scary, but it's the same example as "The Irishman" - a good idea, a lot of interesting content, a well-done action, a director who has the skills + knows what he does and can watch (and in the case of Scorsese and Netflix, there is also the fact that it's kind of "Avengers: Endgame", but for our parents' generation). Even though the movie is older than me + I rarely watch movies of this genre, it was fucking nice, as if it was made a few years ago. He has not aged even a bit, whether in terms of performance, content and message. From today I will list him in rank 1 with "Alien 1", "Rocky 1 & 2", "Robocopa", "Predator" and "Terminator 1 & 2" - a movie at their level. I guess I'll have to watch other Brian de Palma movies - which do you recommend? Because I haven't seen any other than Femme Fatale. Oh, I would have forgotten - I saw him this weekend for the 1st time in my life! With a Polish voiceover, in 480p quality, it is almost as if I was watching it in the 90s or early 2000s. I liked the film mainly because it perfectly shows egoism and enjoying life "here and now" (without looking into the future, except for a few aspects) with all its advantages and disadvantages. The second reason is great realization, but I have already talked about it. Throughout my life, I most often encountered two approaches to life - planning it for many years ahead, forward thinking and living here and now, without looking into the future and the past. Both approaches have their advantages and disadvantages - this 1 can provide greater stability, a gradual improvement in our existence, limiting excessive risk. This 2 is less stable, it is associated with a greater number of threats, which can be both our chance (if we're lucky, we play for a high stake, and the fact that we are not concerned about the future can be an advantage in achieving the current goal) and failure - everything is in our hands. In addition, we save nerves and free time, because we only deal with matters that are important to us, and not nonsense. As far as I am concerned, I lived this way as a teenager and young 20, but my mother's death and going to England changed my approach. For several years, however, I have been trying to combine both approaches to life - work on myself, partially plan the future, strive for its implementation, as well as take advantage of opportunities offered by fate. Several times in my life, I rejected various offers (for profit ones, such that I could learn a few new things and others), which I often regretted. I was afraid of the risk, I was too lazy, and preferred to take up laziness rather than invest my free time in things that seemed irrelevant to me at the time. Today I am not going to risk it so much, because I have already found my purpose in life, but if I don't have to sacrifice myself too much, why not? I'll only gain from it, even if the lesson is unsuccessful. I won't lose much, but I will know what mistakes not to make in the future. As I have said many times, God and nature often reward confident people who have just enough cojones and a strong character to take what they want. As long as they can withstand a lot of pressure and will be strong and brazen enough to overcome obstacles that will stand in our way. "Scarface" shows this perfectly, like no movie I've ever seen. This is shown in many examples - the main character himself is the strongest and the signals that fate shows him, and the director and camera operators are us. I do not recommend this type of road, because I have seen enough times how people have relied too much on it and ended up in the gutter and coffin. Well, at least not like Tony Montana, because if you can gain a lot and lose little (or at least have a soft landing when the risk is slightly higher) then it's worth a try. For comparison - I know many people who, thanks to such a risk at a young age, managed to achieve greater goals in their lives than normal. In general, I recommend this film, because although it is a brutal production with a lot of action, it is also smart and gives food for thought when it comes to life. Or about other things, such as the drug problem. If at least the light ones were legalized (since alcohol is heavier than them, then many problems would disappear, and the police could take care of more serious matters. Well, why do it, politicians would lose some of the profits due to the lack of bribes. As it is known in an action movie, some scenes and ideas should be taken with a grain of salt, but you will find a lot of good things here. This is a classic for me at the level of the movies I mentioned in paragraph 1. Ps. You can see where Tsukasa Hojo (author of "City Hunter") got his inspiration from ;).
"Scarface" to tak stary film, że nie zamierzam pisać jego recenzji. Bo i po co? To bardzo dobra produkcja, którą ogląda się przyjemnie nawet i dziś, nawet pomimo jej długości - prawie 3 godzin! Wiem, taka długość może budzić przerażenie, ale to ten sam przykład co "Irlandczyk" - dobry pomysł, dużo ciekawej treści, dobrze zrealizowana akcja, reżyser który ma umiejętności + wie co robi i można oglądać (a w przypadku filmu Scorsese i Netflixa dochodzi jeszcze fakt, że to takie "Avengers: Endgame", ale dla pokolenia naszych rodziców). Mimo, że film jest starszy niż ja + rzadko oglądam filmy z tego gatunku, to oglądało się go kurewsko przyjemnie, tak jakby powstał kilka lat temu. Nie zestarzał się ani trochę, czy to w kwestii wykonania, poruszanych przez niego treści i przekazu. Od dzisiaj będę go wymieniał w 1 szeregu z "Alien 1", "Rocky 1&2", "Robocopa", "Predatora" i "Terminator 1&2" - film na ich poziomie. Chyba będę musiał obejrzeć inne filmy Briana de Palma - jaki polecacie? Bo nie widziałem żadnego poza "Femme Fatale". A, byłbym zapomniał - widziałem go w ten weekend po raz 1 w swoim życiu! Z polskim lektorem, w jakości 480p, prawie jakbym oglądał go w latach '90 lub na początku 2000.
Film spodobał mi się przede wszystkim dlatego, że świetnie pokazuje egoizm oraz cieszenie się życiem "tu i teraz" (bez patrzenia w przyszłość, poza kilkoma aspektami) ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Drugi powód to świetna realizacja, ale o tym już mówiłem. Przez całe swoje życie spotykałem się najczęściej z dwoma podejściami do życia - planowaniem go na wiele lat do przodu, przyszłościowym myśleniem i życiem tu i teraz, bez spoglądania w przyszłość i przeszłość. Oba podejścia mają swoje wady i zalety - to 1 może zapewnić większą stabilność, stopniową poprawę naszego bytu, ograniczając nadmierne ryzyko. To 2 jest mniej stabilne, wiąże się z większą ilością zagrożeń, które mogą być zarówno naszą szansą (jeśli mamy szczęście, gramy o wysoką stawkę, a fakt że nie przejmujemy się przyszłością może być dodatkowym atutem w realizacji aktualnego celu), jak i porażką - wszystko jest w naszych rękach. Poza tym oszczędzamy nerwy i wolny czas, bo zajmujemy się tylko ważnymi dla nas sprawami, a nie bzdurami. Jeśli o mnie chodzi, jako nastolatek i młody 20-latek żyłem w ten 1 sposób, ale śmierć mojej mamy i wyjazd do Anglii odmieniły moje podejście. Od paru lat jednak staram się łączyć jedno i drugie podejście do życia - pracować nad sobą, planować częściowo przyszłość, dążyć do jej realizacji, jak również korzystać z okazji, które daje los. Kilka razy w swoim życiu odrzuciłem różne oferty (zarobkowe, takie dzięki którym mógłbym się nauczyć kilku nowych rzeczy i inne), czego często żałowałem. Bałem się ryzyka, byłem zbyt leniwy i wolałem zająć się lenistwem, zamiast zainwestować swój wolny czas w rzeczy, które wówczas wydawały mi się nieistotne. Dzisiaj co prawda nie zamierzam tak bardzo ryzykować, bo znalazłem już cel w życiu, ale jeśli nie będę musiał się za bardzo poświęcić, to czemu nie? Tylko na tym zyskam, nawet jeśli lekcja będzie nieudana. Niewiele stracę, ale będę wiedział jakich błędów nie popełnić w przyszłości.
Jak wiele razy mówiłem, Bóg i natura często wynagradzają pewnych siebie ludzi, którzy mają odpowiednio duże cojones i mocny charakter, by wziąć to czego pragną. O ile rzecz jasna wytrzymają dużą presję i będą na tyle silni i bezczelni, by przezwyciężyć przeszkody, które staną nam na drodze. "Scarface" pokazuje to doskonale, jak żaden film, który dotychczas widziałem. Jest to pokazywane na wielu przykładach - najmocniejszym jest sam główny bohater oraz sygnały, które pokazuje mu los, a nam reżyser i operatorzy kamer. Nie polecam tego typu drogi, bo widziałem dostatecznie wiele razy, jak ludzie nadmiernie na tym polegali i trafili do rynsztoku i trumny. No a przynajmniej nie tak, jak Tony Montana, bo jeśli możecie wiele zyskać, a niewiele stracić (lub przynajmniej będziecie mieli miękkie lądowanie, gdy ryzyko będzie na nieco większym poziomie), to warto spróbować. Dla porównania - znam wielu ludzi, którzy dzięki takiemu ryzyku w młodym wieku wybili się i mogli zrealizować większe cele w swoim życiu niż normalnie. Generalnie polecam ten film, bo mimo że jest brutalną produkcją z dużą ilością akcji, to jest jednocześnie mądry i daje do myślenia w kwestii życia. Albo w innych sprawach, jak np. problem z narkotykami. Gdyby zalegalizować przynajmniej te lekkie (skoro cięższy od nich jest legalny - alkohol), to wiele problemów by zniknęło, a policja mogłaby się zająć poważniejszymi sprawami. No ale po co to robić, politycy by stracili część zysków przez brak łapówek. Wiadomo, jak to w filmie akcji, niektóre sceny i pomysły należy brać z przymrużeniem oka, ale znajdziecie tu wiele dobrych rzeczy. To dla mnie klasyk na poziomie filmów, o których wspomniałem w 1 akapicie.
Ps. Widać skąd Tsukasa Hojo (autor "City Huntera") czerpał inspirację ;).