Pewnego dnia miałem do załatwienia kilka spraw w mieście, konkretnie w Bielsku-Białej. Kiedy wracałem i byłem jeszcze między Bielskiem, a Żywcem, warunki zaczynały robić się bardzo interesujące.
Nie miałem jednak ze soba aparatu i za to delikatnie mówiąc byłem na siebie wściekły. Nie chciałem jednak całkowicie przegapić tego interesującego spektaklu.
Zatrzymałem się na szczycie jednego ze wzgórz po drodze widząc piękne światło malujące doliny i wzgórza w oddali. Wybiegłem z samochodu z iPhonem i zrobiłem kilka zdjęć tej sytuacji.
Układ światła i cienia był niejednorodny. Zdecydowana większość krajobrazu spowita była w cieniu. Ze szczeliny w chmurach padało jednak cudowne, wąskie światło na wzgórze znajdujące się najbliżej mnie. Urzekła mnie ta scena.
Po zrobieniu kilku zdjęć ruszyłem dalej, ale na tym fotografowanie się nie skończyło. Podjechałem jeszcze w moje standardowe miejsce w Jeleśni, żeby wykorzystać jeszcze czas o zachodzie słońca, kiedy to wąski skrawek nieba, tuż nad horyzontem płonął intensywnie pomarańczowym światłem.
Wracając do domu po ostatnich zdjęciach pomyślałem, że fotografia krajobrazowa uczy nie tylko cierpliwości, ale i tego, że trzeba być zawsze przygotowanym na nadążające się okazje. Matka natura nie czeka, nie dostosowuje się do naszych zachcianek. Nie daje świetnych warunków na zawołanie. Fotografia krajobrazowa to „walka” z jej kaprysami i akceptacja zasad jej gry. Gry światła i cieni.
Po tej akcji zdecydowałem, że aparat powinien być ze mną przy takich wyjazdach.
One day, I had some errands to run in the city. Specifically in Bielsko-Biała. On my way back, while I was somewhere between Bielsko and Żywiec, the conditions began to get quite interesting.
Unfortunately, I didn’t have my camera with me, and to put it mildly, I was furious with myself. Still, I didn’t want to miss this fascinating spectacle entirely.
I pulled over at the top of a hill along the road, struck by the beautiful light painting the valleys and distant hills. I jumped out of the car with my iPhone and snapped a few photos of the scene.
The interplay of light and shadow was uneven; most of the landscape was shrouded in shadow, but a narrow beam of light - streaming through a gap in the clouds illuminated the hill closest to me. I was completely captivated.
After taking a few shots, I continued on my way, but my photography session didn’t end there. I stopped at my usual spot in Jeleśnia to make the most of the sunset, as a thin strip of sky just above the horizon glowed with an intense, fiery orange light.
On the drive home after those final shots, I reflected on how landscape photography teaches not only patience but also the importance of always being prepared for fleeting opportunities. Mother Nature doesn’t wait, nor does she cater to our whims; she doesn’t provide perfect conditions on command. Landscape photography is a "battle" against her caprices - an acceptance of the rules of her game: the game of light and shadow.
After this experience, I decided that I should have my camera with me on trips like these.
POLSKIE KRAJOBRAZY I NATURA // FOTO GALERIA #11
GRA ŚWIATŁA I CIENI
POLISH LANDSCAPES AND NATURE // PHOTO GALLERY #11
PLAY OF LIGHT AND SHADOW
Kadr #1 // Frame #1
Kadr #2 // Frame #2
Kadr #3 // Frame #3
Kadr #4 // Frame #4
Kadr #5 // Frame #5
Kadr #6 // Frame #6
Kadr #7 // Frame #7
Kadr #8 // Frame #8
Kadr #9 // Frame #9
Kadr #10 // Frame #10
Kadr #11 // Frame #11
Sprzęt / Equipment: iPhone 15 Pro
Post produkcja / Post production: Adobe Lightroom Mobile
Lokalizacja / Location: Juszczyna / Jeleśnia
Data / Date: Październik 2026 / October 2026
Pora dnia / Time of the day: Późne popołudnie / Złota godzina // Late afternoon / Golden Hour
Elementy graficzne / Graphic elements: Adobe Photoshop
Translated into English using Google Translate
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa. Dziękuję Wam za wizytę i zapoznanie się z nimi.
All pictures are my own work. Thank you for stopping by and checking them out.



