scrobble.life
#buty

Buty ze skóry Hitlera

Ah, marzenia. Jedni chcą pokoju na świecie, inni wakacji na Bali, a jeszcze inni – butów z samego Adolfa Hitlera. Bo nic tak nie dopełnia jesiennej kolekcji casualowej jak odrobina totalitaryzmu na stopach. Skoro żyjemy w erze personalizacji, czemu nie spersonalizować garderoby surowcem tak unikalnym, że Trybunał w Hadze dostanie dreszczy? Skupmy się jednak na prawdziwym dramacie. Nie na samym pomyśle, tylko na absolutnym piekle, w jakie wpada biedny szewc.

Rzadki materiał, klej i presja Wyobraź sobie Janusza z lokalnego zakładu szewskiego. Wczoraj kleił zelówki i skracał obcasy paniusi z korporacji. Dzisiaj na blat wpada zamówienie: „Proszę loafersy z Führera”. Presja psychiczna przekracza wszelkie normy BHP, bo:

  • Legalność - mimo, że chyba nikt nie wnosiłby pretensji (no może poza samym dawcą organu) to przynajmniej w Polsce wyrabianie ozdób z ludzkich części jest bardzo niekoszerne.
  • Błąd pomiaru – Przy braku materiału jeśli Janusz utnie o milimetr za dużo, klient natychmiast wystawi opinię: „Szajs, lewy but uwiera, a prawy próbuje anektować Sudety. Nie polecam 2/10”.
  • Estetyka – jak zaprojektować fason, żeby zadawał szyk? Oficerki, glany, oxfordy, a może sandały? Głęboki brąz czy klasyczna czarna elegancja? Wąsik na lewym czy na prawym? Szewc balansuje.
  • Cena - ile zaśpiewać? Zleceniodawca zapłacił za materiał pewnie tyle co za stado Volkswagenów. Cena za usługę musi też być odpowiednia, tylko żeby nie przestrzelić... I czy powinienem się ubezpieczyć od błędów w sztuce?

Anatomia (a raczej brak) Luksusu Bądźmy szczerzy: cała operacja od początku ociera się o logistyczne trudności. Adolf oficjalnie spłonął w Berlinie w 1945 roku w towarzystwie Ewy Braun przy akompaniamencie skwierczącej benzyny i dziejowej sprawiedliwości. Oryginalny surowiec jest fizycznie nieosiągalny (Choć niektórzy foliarze twierdzą, że można go nadal szukać w Argentynie).

Ale może ktoś ma w garażu DeLoreana na chodzie?

A nawet gdyby – czysto hipotetycznie – materiał jakoś się znalazł, to i tak byłby raczej rozczarowaniem. Hitler w 1945 miał 56 lat, dramatycznie zły stan zdrowia, chroniczny stres, problemy trawienne, drżenie rąk i ogólne zużycie organizmu. Skóra takiego człowieka to nie premium calfskin z młodej, zdrowej krowy. To raczej materiał „używany, z przebiegiem, z historią i z gwarancją problemów”.

Do tego dochodzą naturalne defekty: znamiona, pieprzyki, blizny, ewentualne ślady starzenia i choroby, oraz ślady po zamachach. Szewc musiałby godzinami selekcjonować płat, żeby uniknąć sytuacji, w której klient zauważa na cholewce coś, co wygląda podejrzanie znajomo i zaczyna zadawać niewygodne pytania. Krótko mówiąc – nawet gdyby surowiec istniał, byłby to raczej materiał drugiej, jeśli nie trzeciej kategorii. Lichej jakości skóra z wyraźnymi śladami wieku i złego stanu zdrowia. Nie haute couture. Raczej „vintage z charakterem i śladami po odłamkach dębowego stołu z Wilczego Szańca”.

Dlatego szewc musi przełknąć dumę i przejść na surowce zastępcze. Skóra bydlęca lub świńska pasuje do tej koncepcji.

Janusz musi teraz spojrzeć w oczy zwykłej, swojskiej świni i powiedzieć: „Słuchaj, dzisiaj zastąpisz głowę Trzeciej Rzeszy, bo po nim zostały właściwie tylko zęby”.

Inkrustacje w butach na zamówienie. Nice touch... i chyba nie jest to jakaś straszna fanaberia...

obraz.png

Comments

No comments yet — be the first.