
Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Pokrótce..
W nocy dostałam cios nożem. Dzięki stwórcy spędziłam pół życia trenując sporty walki, więc mam jakąś tam szramę na ręce, a nie mam rozwalonej klatki piersiowej, bo tam celował napastnik. Drasnęło mi po cycu na zasadzie rozerwanej koszulki, ale generalnie uwzględniając to, co mogłoby się stać, gdyby ostrze trafiło w lewą stronę klatki piersiowej, a nie lewą rękę to..
Jestem sama. Ze wszystkim. Sama i co najgorsze samotna.
Kocham moją przyjaciółkę najmocniej na świecie, ale nie umiem ja i żeby to dobrze wybrzmiało - JA - spotkać się z nią w połowie drogi jeśli chodzi o nasze wzajemne potrzeby. Próbuję, staram się, ale mi to kompletnie nie wychodzi i to ja jestem odpowiedzialna za to, co się aktualnie dzieje między nami. Wydaje mi się, że próbując ją chronić przede mną i moim nastrojem i moją depresją tylko ją osłabiam czym osłabiam też samą siebie, bo jestem ze wszystkim sama, więc - pizda w chuj.
Chcę zniknąć co najmniej na kilka dni, bo mam dość rzeczywistości, która mnie otacza i samej siebie. Nie umiem sobie poradzić. Po prostu nie umiem.
Obiecuję jednak, że wrócę. Dzisiaj, jutro, za tydzień, nie wiem, wrócę. Jednak kiedy masz 34 lata, próbujesz zatamować krwotok z ręki i próbujesz się nie zabić przez myśli, które w sobie masz to chyba coś poszło nie tak. Bardzo mocno. Jeszcze powalczę, ale jest kurwa ciężko..
Kocham.



