scrobble.life
#polish

Dziennik #113/2026 - trudny dzień

wkidesign-lightning-1158027_1920.jpg

Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Noc była trudna, ale mogę obwieścić mały sukces: trochę spałam. Była trudna, bo miałam bardzo ciężkie stany kilkukrotnie, ale nie chcę ich rozwijać. Otrzepałam się, przetrwałam, jedziemy dalej. Mimo wszystko można powiedzieć, że czułam się rano nieźle. Nie psychicznie czy coś, tu się raczej niewiele zmienia póki co, ale był to pierwszy dzień od naprawdę bardzo dawna gdzie w nocy spałam kilka godzin i to miało realne przełożenie na moje fizyczne samopoczucie.

W pracy był ogień. Dzisiaj napisał do mnie osobiście dyrektor logistyki, że bardzo się cieszy, że wróciłam i widać od razu już wczoraj odbicie w wynikach. Było mi bardzo miło, bo jestem tylko popierdółką w mojej organizacji, jestem na najniższym szczeblu menedżerskim, więc gdy dostaję takie ciepłe słowa od tak wysoko postawionego człowieka to nie umiem nie czuć dumy i jakiegoś takiego zadowolenia. Oczywiście podziękowałam mu za słowa plus podziękowałam za wsparcie w ostatnim trudnym czasie i dostałam odpowiedź, która szczerze mnie poruszyła, bo napisał, że on doskonale wie, że może na mnie zawsze liczyć, więc mam od niego to samo. I mnie to tak jakoś no.. Ogólnie rzecz ujmując wczoraj wracając z pracy byłam bardzo zła na pewne rzeczy i moja frustracja wylała się do mojej przyjaciółki [do niej, nie na nią] i powiedziała mi coś w stylu, żebym się nie denerwowała, bo to i tak nic nie zmieni. I miała racja, posłuchałam jej plus pomogły mi w tym leki wyciszające, więc dzisiaj zamiast wybuchnąć w jakimś milionie sytuacji [co zdarzyłoby się standardowo] po prostu to olałam, zaadresowałam do odpowiednich osób, a ja robiłam swoje. I tyle. Nie dałam sobie narzucić obowiązków, które nie należą do mnie, nie zdenerwowałam się nawet próbami, gdy ktoś to robił. I było git. Jutro osoby, które nie dowiozły dostaną zjeby, a ja mam czystą i wolną głowę.

Po pracy bardzo boleśnie zderzyłam się z rzeczywistością. Zadzwoniła przyjaciółka i powiedziała o swojej wizycie u lekarza, a raczej diagnozie i mówiąc najdelikatniej potrząsnęło mnie. Nie chcę tego rozwijać, bo to nie mnie dotyczy diagnoza, ale tak, potrząsnęło mnie to odpowiednie słowa. W pierwszej chwili nawet nie wiedziałam co mam powiedzieć i milczałam i to za długo, bo aż mnie poprosiła, żebym coś powiedziała i jedyne co dałam radę z siebie wydusić to to, że sobie poradzimy, nie zostawię jej i bardzo ją kocham. I to nie tak, że szykujemy się na pogrzeb czy coś, broń Boże, na szczęście, ale sytuacja jest poważna. A ja się bardzo boję. Tym bardziej się boję, że ona boi się jeszcze bardziej, a wtedy na ogół chce rezygnować z leczenia, a to już może być opłakane w skutkach. Boję się, ale jej tego nie okażę. Tak jak rok temu będę dla niej skałą i oparciem. Ale się boję. Jestem kurewsko przerażona. Jednocześnie też wiem, że nie mogę teraz dać dupy z używkami i innymi odpałami. Jestem potrzebna silna i w pionie. Kurwa boję się.. I panikuję i się boję i wszystko na raz..

Jest dopiero 19:30, ale idę już na spacer z psem, a potem wezmę leki, strzelę herbatę i idę spać. Jestem bardzo wyczerpana. Poza tym ogólnym deficytem snu w ostatnim czasie dzisiaj rano wróciły mi bardzo silne bóle w okolicach wątroby. W pewnym momencie dostałam takich bóli w pracy, że nie udało mi się tego ukryć przed asystentką i musiałam wyjść, żeby tym nie epatować. Jestem wyczerpana, ale dam radę, dam radę.. Nie skłamię jednak jak powiem, że po rozmowie z przyjaciółką odpaliły mi się bardzo silne głody na alkohol i narkotyki. Żeby nie czuć, nie myśleć, zabić strach i lęk. Nie zrobię tego jednak. Nie ma szans. Jestem jej teraz potrzebna jeszcze bardziej niż kiedykolwiek, bo tylko razem przetrwamy nadchodzący sztorm, a nie będziemy razem jak znowu coś odpierdolę.

Do jutra.

Comments · 1

  • @qurator(81)· 10h

    Manually curated by the @qurator Team. Keep up the good work!

    Like what we do? Consider voting for us as a Hive witness.


    Curated by ewkaw