🇵🇱 Sobota rozpoczęta przed świtem
Pobudka o 4:00, wyjazd około 5:00 i mniej więcej o 5:30 byliśmy już z kumplem na szlaku. Lubię takie wyjścia właśnie dlatego, że zanim większość ludzi zdąży pomyśleć o śniadaniu, my jesteśmy już wysoko w górach i czekamy na pierwsze światło. Tym razem temperatura była całkiem przyjemna jak na październik — około +3°C, więc chłodno, ale bez żadnego dramatu.
🇬🇧 Saturday started before sunrise
Wake-up at 4:00, departure around 5:00 and by about 5:30 my friend and I were already on the trail. This is exactly why I like these early trips — before most people even start thinking about breakfast, we are already high in the mountains waiting for the first light. The temperature was actually quite pleasant for October, around +3°C, so chilly but nothing extreme.
🇵🇱 Po swojemu, trochę poza głównym ruchem
Tereny wokół Szczyrku znamy bardzo dobrze, dlatego tym razem wybraliśmy nieco inną drogę niż większość ludzi. Miejscami zeszliśmy lekko z typowego przebiegu szlaku, trzymając się dobrze znanych nam przejść. Efekt był dokładnie taki, jak chcieliśmy — cisza, pusty las i praktycznie nikogo po drodze. O tej porze czołówka była jeszcze obowiązkowa, a kamienista ścieżka w ciemnym lesie wyglądała zupełnie inaczej niż za dnia.
🇬🇧 Our own route, away from the main traffic
We know the area around Szczyrk very well, so this time we chose a slightly different way than most hikers. In a few places we stepped away from the usual trail line, following routes we already know well. The result was exactly what we wanted — silence, an empty forest and almost nobody around. At that hour a headlamp was still essential, and the rocky path through the dark forest looked completely different than it does in daylight.
🇵🇱 Wschód, dla którego warto było wstać o czwartej
Gdy zaczęło się rozjaśniać, wszystko szybko się zmieniło. Najpierw cienki pomarańczowy pas na horyzoncie, później coraz więcej światła i w końcu słońce wychodzące ponad góry. W dolinach zalegały mgły, a wyżej powietrze było czyste i widoczność naprawdę dobra. Jesienne zbocza złapały złote światło i przez kilkanaście minut krajobraz zmieniał się praktycznie z każdą chwilą. Właśnie dla takich poranków chce się wychodzić z domu, kiedy jest jeszcze całkiem ciemno.
🇬🇧 A sunrise worth waking up at four for
Once the sky started to brighten, everything changed quickly. First there was a thin orange line on the horizon, then more and more light, and finally the sun appeared above the mountains. Fog was sitting in the valleys while the air higher up was clear and visibility was excellent. The autumn slopes caught the golden light, and for several minutes the landscape seemed to change almost every moment. Mornings like this are exactly why getting out of the house while it is still completely dark is worth it.
🇵🇱 Powrót w najlepszym momencie
Najlepsza część takich porannych wyjść przychodzi często właśnie podczas powrotu. Kiedy schodziliśmy, na szlaku zaczynali pojawiać się ludzie dopiero idący w górę. My mieliśmy już za sobą wschód słońca, zdjęcia, trochę latania dronem i spokojny poranek w górach, a oni dopiero zaczynali swoją wycieczkę. Dokładnie tak lubimy — wcześnie wejść, zrobić swoje i schodzić, zanim na trasach zrobi się tłoczno.
🇬🇧 Heading back at exactly the right time
One of the best parts of these early trips often comes on the way back. While we were descending, more and more people were only starting their climb. We had already watched the sunrise, taken photos, done some drone flying and enjoyed a quiet morning in the mountains, while their trip was just beginning. That is exactly how we like it — start early, do what we came for and head down before the trails get busy.
---
🇵🇱 Aktywna sobota jeszcze przed dziewiątą
Do domu wróciłem jeszcze przed 9:00. Kilka godzin wcześniej była ciemność, czołówki i pusty las, a na koniec słońce nad jesiennymi Beskidami i morze mgieł w dolinach. Niby krótki poranny wypad, a człowiek ma wrażenie, że zdążył przeżyć pół dnia, zanim inni na dobre zaczęli weekend. Taki początek soboty zdecydowanie mi odpowiada.
🇬🇧 An active Saturday before nine in the morning
I was back home before 9:00. Just a few hours earlier there had been darkness, headlamps and an empty forest, and by the end we had sunshine over the autumn Beskids and a sea of fog filling the valleys. It was only a short morning trip, but it felt like we had already lived through half a day before many people had properly started their weekend. That is definitely my kind of Saturday morning.
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io



